„Dla Olkowskiego to sezon prawdy. Bundesliga może go wypluć”

Wikimedia Commons

Dzisiejszym odcinkiem zamykamy tygodniowy okres przygotowawczy do Bundesligi. Mam nadzieję, że przekonaliście się, że w Polsce mamy wielu bardzo ciekawych ekspertów od Bundesligi, którzy może i w niej nie grali, ale mają coś ciekawego do powiedzenia. Ale taki cykl byłby niepełny, gdyby zabrakło w nim Tomasza Urbana, czołowego speca od Bundesligi w tym kraju. Z Tomkiem porozmawiałem o klubach, którym w ciągu tygodnia jeszcze nie mieliśmy się okazji bliżej przyjrzeć. Udanego sezonu, Bundesligowicze!

urban

Jakub Błaszczykowski znowu w Bundeslidze. Myślisz, że w Wolfsburgu w końcu będzie grał regularnie?

Tomasz URBAN: – Wszystko zależy od tego, jak będzie chciał Dieter Hecking. W Pucharze Niemiec wyszli na mecz ustawieniem 4-3-3, z Kubą teoretycznie na prawej obronie. Choć to było nietypowe, mocno niesymetryczne, ustawienie, bo w posiadaniu piłki grał bardzo wysoko, więc trudno go było nazwać obrońcą. Jeśli będą chcieli grać 4-3-3, to Kubie zostaje tylko prawa obrona, o którą będzie rywalizował z Vieirinhą, Sebastianem Jungiem i Christianem Traeschem. Tyle, że ten ostatni może grać też jako środkowy pomocnik, co przy kontuzji Joshui Guilavoguiego może się przydać, a pozostali dwaj są kontuzjowani. Więc tak, Kuba będzie grał. Wniesie do tej drużyny coś ekstra. Nie tylko klasę piłkarską, ale i mentalność.

Nie widzisz możliwości, żeby przy 4-3-3 grał jako jeden z ofensywnych skrzydłowych?

Nie, przy 4-3-3 nie będzie grał wyżej. Daniel Didavi i Julian Draxler będą trochę podwieszeni pod Mario Gomeza. Mówi się o Hueng-Min Sonie z Tottenhamu, ale to też nie byłby konkurent dla Kuby, a raczej dla Didaviego i Draxlera. Ewentualnie mógłby czasem zastąpić Gomeza. Generalnie, w Wolfsburgu widać pewien trend – chcą odmładzać zespół. To nie jest przypadek.

Będą mocniejsi niż w zeszłym sezonie?

Nie wiem, bo są mocni „od pasa w górę”. Ofensywę mają bardzo mocną. Trójka Draxler-Didavi-Gomez to absolutny top. Może nie jest to Bayern, może nie Borussia, ale ścisła czołówka. Tyle że są problemy z defensywą. Po odejściu Dantego do Nicei zostało im trzech środkowych obrońców, z czego Robina Knochego chcieli oddać, Carlos Ascues dopiero się uczy Bundesligi. Są duże dziury w obronie. Myślę, że w ostatnim tygodniu okienka VfL dogada się z Hannoverem w sprawie Salifa Sanego. Obskoczyłby dwie pozycje – stopera i środkowego pomocnika, więc byłby bardzo cenny. Myślę, że gdyby nie mieli kogoś na oku, to nie puszczaliby Dantego. Zobaczymy, jak Hecking to wszystko poukłada. Mogą odegrać lepszą rolę niż w zeszłym sezonie, ale zagadkami są gra defensywna i to czy system zaskoczy.

O Kubę jesteśmy jednak generalnie spokojni. A o Pawła Olkowskiego?

- Byłem trochę zaskoczony, że w Pucharze Niemiec, mimo że grali 4-4-2, wyszedł Milos Jojić, a nie Paweł i jeszcze do tego strzelił gola. Podobnie jak ty, uważam, że przy systemie z trójką obrońców, Olkowski nie ma szans na grę. Widziałem dla niego szansę przy 4-4-2, gdzie mogliby z Marcelem Rissem grać po prawej stronie, niezależnie od tego, kto na obronie, a kto w pomocy. Jeśli w pierwszym meczu, przy sprzyjającym mu systemie, nie było dla niego miejsca, to znaczy, że jest w najlepszym przypadku drugim-trzecim wyborem. A to dość niepokojący sygnał. Peter Stoeger wypowiada się o nim ciepło, podkreśla, że wraca do siebie, wie, na co go stać, uporał się z kontuzjami. Ale dla Olkowskiego to będzie sezon prawdy. Jeśli znów będzie miał takie rozgrywki jak poprzednie, to Bundesliga go wypluje. Zostanie mu ewentualnie Darmstadt, zbierające odrzuty z innych klubów. Wtedy opcją mógłby być powrót do Polski, co też nie byłoby takie złe. Przykład Adama Hlouska pokazuje, że można sobie radzić w ekstraklasie bardzo dobrze, nawet jeśli w Bundeslidze się – delikatnie mówiąc – nie błyszczało.

Zapomniany trochę Eugen Polanski został kapitanem Hoffenheim. Jesteś zaskoczony?

- To była ogromna niespodzianka. Naprawdę, zastanawiam się jak Julian Nagelsmann poukłada drużynę w środku pola. Ma naprawdę dużo opcji. Typowałem, że Polanskiego nie będzie w podstawowym składzie, bo przecież są Sebastian Rudy, Pirmin Schwegler, Kevin Vogt, Polanski właśnie czy Lukas Rupp, najlepszy zawodnik Stuttgartu z poprzedniego sezonu. A jeszcze do tego Nadiem Amiri. Zastanawiam się jak ich zmieścić. Skoro Polanski jest kapitanem, to sygnał, że pewnie będzie grał. Gdzie w takim razie zmieścić innych?

Czego się spodziewasz po Hoffenheim?

- Znacznie więcej niż tego, co zrobili w zeszłym sezonie. Czuję, że Nagelsmann ma to coś, ma jakąś magię, pierwiastek szaleństwa i że to może być nowy Tuchel. Odkąd przyszedł, grali przyzwoicie, spokojnie się wyratowali. Wydaje mi się, że w tym sezonie przeprowadzili bardzo mądre transfery. Jeśli Sandro Wagner utrzyma dyspozycję z Darmstadt, będą mieli w ofensywie Andreja Kramaricia, Marka Utha, Amiriego, dobry środek pola. Wydają się mocniejsi, mimo odejścia Vollanda. Jestem przekonany, że bez problemu skończą sezon w środku tabeli. Na puchary może być jeszcze za wcześnie. Co roku trafia się jeden zespół niespodziewany, więc pewnie mają jakieś szanse. Ale jest dużo zespołów mocniejszych kadrowo.

Nowym Polakiem w Bundeslidze jest bramkarz Rafał Gikiewicz z Freiburga. Jak widzisz jego szanse na pierwszy skład?

- W Pucharze nie było go jeszcze w kadrze meczowej. Dali mu w klubie trochę czasu na potrenowanie bez presji. We Freiburgu jest trzech bramkarzy na bardzo podobnym poziomie – Alexander Schwolow, Patrick Klandt i Gikiewicz. To wszystko podobny poziom, więc wszystko w rękach Rafała. Wiele razy rozmawiałem z nim jeszcze w poprzednim sezonie. 1. Bundesliga to było jego marzenie i wymarzony cel. Dostał się tam. Schwolow to solidny bramkarz, ale do przeskoczenia. Gdy trafi mu się słabsza forma, trzeba od razu wykorzystać szansę i przekuć w złoto. Na razie musi cierpliwie czekać na swoją kolej.

Czego się spodziewasz po beniaminku?

- Mają bardzo ciekawy zespół. Mój ulubiony Vincenzo Grifo, Amir Abrashi robią fajne wrażenie. Jest kilka atutów. Nie wystarczy to pewnie do środka tabeli, będą balansować na granicy, ale myślę, że się utrzymają. Mimo wszystko, jest kilka zespołów słabszych niż Freiburg. Widzę ich na pozycjach 11-14.  Bez konieczności grania baraży, ale też bez super spokojnego sezonu. Kadrę mają nie za szeroką. Przez większość letniego okresu przygotowywali się na grę trójką z tyłu, ale kontuzje pokrzyżowały im szyki, bo z gry wypadli Marc-Oliver Kempf i Marc Torrejon. Nie mogli się do tego systemu przygotować tak, jak by chcieli. To może mieć znaczenie.

Twoja ulubiona Borussia Moenchengladbach znów będzie mieszać w ścisłej czołówce?

- Nadal nie wiemy do końca, jakim trenerem jest Andre Schubert. Widać, że ma jasną wizję. Chce grać systemem 3-4-3 i tak kompletował kadrę, by mieć możliwie dużo opcji. Kadra wyszła niesamowicie szeroka. Dokonali kilku niezłych transferów. Dla mnie błogosławieństwem jest Max Eberl. Dopóki będzie tam dyrektorem sportowym, będzie gwarancją rozwoju. Nie myśli tylko o tu i teraz, ale też dba o przyszłość. Stąd transfery Mamadou Docoure czy Laszlo Benesa. To podobne ruchy do pozyskanych wcześniej Nica Elvediego czy Djibrila Sowa. Do tego w zimie dojdzie Paragwajczyk Julio Villalba, wzięli też Mikę Hanrathsa, ponoć największy talent w Fortunie Duesseldorf od wielu lat. Opcji jest więc naprawdę sporo. Pytanie, jak poradzą sobie z potrójnym obciążeniem. Zwłaszcza, że Schubert to nie jest trener, za którym idzie się w ogień. Widać, że jest traktowany z dozą nieufność, czuć trochę do niego dystans. Nie wszyscy są przekonani, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Wciąż nie wiemy, jak przetrwa jakiś kryzys na dłuższym dystansie. Pod tym względem jest niezweryfikowany. Ogólnie rzecz biorąc, o ponowną kwalifikację do Ligi Mistrzów będzie Borussii bardzo ciężko. Myślę, że skończą w Lidze Europy, choć o to czwarte miejsce mogą – przy zbiegu okoliczności – powalczyć. Może odpali im – jak pod koniec zeszłego sezonu – Andre Hahn, może Thorgan Hazard na dłużej podkreśli potencjał, bo na razie miewa przebłyski na kilka kolejek, potem gaśnie. Może pokaże się jeszcze ktoś z tylnego szeregu?

Dla FSV Mainz podobnym gwarantem rozwoju był zawsze dyrektor sportowy Christian Heidel. Jak klub poradzi sobie bez niego?

- Trener Martin Schmidt wykonuje tam genialną robotę. Skład udało się utrzymać. Największy skarb to zatrzymanie Yunusa Malliego, mimo że miał klauzulę odejścia. Nikt z niej jednak nie skorzystał. To bardzo solidny zespół, budowany już od jakiegoś czasu. Ogromne osłabienie to odejście Juliana Baumgartlingera do Leverkusen. Wykonywał ogromną robotę. Wydaje mi się jednak, że Mainz jakoś sobie poradzi. To zespół na miejsca 8-12. Kilka zespołów ma słabsze kadry. Odejście Heidela powinno nastąpić bez większych perturbacji. Wiedzą, co mają robić, a Schmidt to bardzo dobry trener. Kłopoty mogą się pojawić dopiero w dalszej perspektywie, jeśli Rouven Schroeder nie da sobie rady tak dobrze jak jego poprzednik. W tym sezonie pojadą jeszcze trochę siłą rozpędu po pracy Heidela.

Sezon temu zaskoczyła Hertha Berlin, wchodząc do pucharów. W eliminacjach Ligi Europy zagrała jednak bardzo źle i odpadła z Broendby Kopenhaga. Myślisz, że dla ekipy Pala Dardaia Liga Europy jest do powtórzenia?

- Spodziewam się po nich przede wszystkim bezpłciowej gry. Czasem zaskoczą znienacka i wygrają z mocniejszym, czasem przegrają ze słabszymi. Raczej nie załapią się w okolice pucharów. Wbrew pozorom, nie mam do Dardaia jakiegoś super przekonania, nie mogę się do niego do końca przekonać. Odpadnięcie z Broendby to ogromna niespodzianka in minus. Może zostać w głowie piłkarzom, że byli o krok od finału Pucharu Niemiec na swoim stadionie, o krok od eliminacji Ligi Mistrzów i o krok od Ligi Europy, a ostatecznie nic z tego się nie udało. W głowach piłkarzy może się rodzić myśl, że pewnych barier nie przeskoczą. Typuję dla nich miejsca 9-10. Na pewno nie jest to też zespół do walki o utrzymanie.

Do Berlina trafił w lecie Ondrej Duda. Jak widzisz jego rolę?

-To był jeden z najwyższych transferów w historii Herthy. Tylko cztery były wyższe. Duda był sprowadzany z myślą o grze jako „dziesiątka”. Co może niepokoić, to pomysł z ustawieniem na tej pozycji Salomona Kalou. Do składu powoli wraca Valentin Stocker, który jest ponoć jednym z wygranych okresu przygotowawczego. Jeśli sprawdzi się na lewej stronie, a współpraca Kalou z Vedadem Ibiseviciem będzie się układać, to Duda będzie miał problem. Zwłaszcza, że przez większość okresu przygotowawczego się leczył i nie miał gdzie się pokazać. Trudno liczyć, że z miejsca dostanie pewny plac. Trzeba sobie go będzie wypracować, a trudno się pokazać, wchodząc z ławki. Miał pecha, że zaczęły go męczyć urazy zaraz na wejściu do nowego zespołu. Nie będzie miał łatwo, ale w klubie są do niego przekonali. Michael Preetz, dyrektor sportowy, czy Dardai, wiedzieli, kogo biorą i jakie ma zalety. Preetz oglądał go specjalnie w trakcie Euro. Szansę na pewno dostanie. Ale pamiętajmy, że wspomniany Stocker kosztował podobne pieniądze, a po kilku słabszych meczach na długo usiadł na ławce. Pieniądze nie są gwarantem gry.

Widzisz w Hamburgerze SV jakieś symptomy powrotu do normalności?

- Co roku mi się wydaje, że wreszcie zrobili mądre transfery, a potem okazuje się, że jednak nie. Największe problemy znowu będą mieli w defensywie. Jakościowo nie ruszyli tam nic. Wzmacniali tylko ofensywę. A nie przekonują mnie ani Matthias Ostrzolek, Gotoku Sakai na bokach, ani tym bardziej Cleber, Emir Spahić czy Johan Djourou na środku. Zdziwiło mnie, że nic z tym nie zrobili. To może hamować dużą siłę ofensywną. Myślę, że Filip Kostić, Bobby Wood czy Pierre-Michel Lasogga nie nastrzelają tyle goli, ile Cleber i Djourou zawalą. HSV widzę w dolnej części tabeli. Myślę, że raczej nie spadną. Po VfB Stuttgart też się tego nie spodziewałem.

 To kto spadnie?

- Głównym kandydatem jest dla mnie Darmstadt. Nie wierzę, że powtórzą to, co w zeszłym roku. Drugiego spadkowicza szukałbym w gronie Ingolstadt, Augsburg, Frankfurt. Te trzy drużyny mogą mieć spore problemy.

Nie wymieniłeś RB Lipsk. Ale beniaminek chyba nie od razu zatrzęsie Bundesligą?

- Popatrzmy choćby na letnie wydatki. Lipsk nie szalał jakoś bardzo. Dortmund wydał na transfery ponad 100 milionów euro, a RB 26 milionów. Oni narzucili sobie kryterium płacowe, mówiące, że nie będą dawać pensji większych niż 3 miliony euro rocznie. Mają swoją linię, ściągają zawodników mających nie więcej niż 23 lata. Spodziewam się po nich spokojnego utrzymania. Ligi nie zawojują, bo nie mają aż tak wielkiej jakości. Jest dużo dziur do załatania. 

Po kim z lipskiej młodzieży spodziewasz się najwięcej?

- Znakomity na igrzyskach olimpijskich był Lukas Klostermann. To może być rewelacja ligi. Naby Keita z Salzburga może ugruntuje środek pola. Do dyspozycji jest bardzo mocna ofensywa, z Emilem Forsbergiem, Yusufem Poulsenem czy Daviem Selkem. Fajne w RB jest to, że obrali swoją drogę, widać po nich klarowną wizję Rangnicka. Chcą jak Wolfsburg, wychować sobie tożsamość drużyny. Dortmund idzie tą samą drogą. Celowo postawił na młodych, żeby ich związać z klubem i wychować w duchu „echte Liebe”, żeby trudniej było im potem pójść do Bayernu. 

Wydaje się, że selekcjonera Joachima Loewa może ucieszyć awans właśnie Lipska.

- Zdecydowanie. Jeśli chodzi o graczy w reprezentacjach młodzieżowych, RB przegrywa tylko z Dortmundem. Loew będzie na ten zespół patrzeć uważnie, bo tam może być rozwiązanie problemu z bokami obrony. Jonas Hector grał ostatnio na lewej obronie kadry, ale on w Kolonii jest planowany do występów w środku pola. Po długiej przerwie, nie wiadomo, jak będzie sobie radził na lewej obronie. Na prawej obronie też jest wakat. A Klostermann to prawy obrońca mogący grać w środku. Jeśli będzie grał w lidze tak, jak na igrzyskach, to jest gotowym reprezentantem. Równie dobrze po drugiej stronie prezentował się Jeremy Toljan z Hoffenheim. Obaj szybko mogą trafić do kadry i na bokach obrony już nie będzie problemów.

PRZECZYTAJ TAKŻE POPRZEDNIE ODCINKI CYKLU:

Z Michałem Jeziornym o Bayernie Monachium

Z Pawłem Musiałem o Borussii Dortmund

Z Martinem Huciem o Bayerze Leverkusen

Z Marcinem Borzęckim o Schalke 04

Z Mariuszem Mońskim o Werderze Brema

„Piszczek opiera się odmłodzeniu w Borussii. Błaszczykowski musiał odejść”

10575605576_edc3655e7e_z

Na „Z nogą w głowie” kontynuujemy przygotowania do startu Bundesligi z najlepszymi polskimi ekspertami od niemieckich klubów. Po rozmowie z Michałem Jeziornym o Bayernie Monachium, dziś przyglądamy się sytuacji Borussii Dortmund, głównej nadziei całej ligi na zdetronizowanie Bawarczyków. Naszym przewodnikiem będzie Paweł Musiał, redaktor polskiego serwisu klubu z Dortmundu – borussia.com.pl.

Masz jakiekolwiek nadzieje, że Borussia Dortmund w tym sezonie wreszcie poważnie zagrozi Bayernowi Monachium?

Paweł MUSIAŁ: – Z jednej strony, zmiana trenera w Bayernie czy też – biorąc pod uwagę podatność kilku zawodników na kontuzje – nieco zbyt wąska kadra monachijczyków, to jakieś przejawy tego, że to jest właśnie ten sezon, w którym Bawarczyków uda się zdetronizować. Z drugiej strony, mam świadomość, że Borussia straciła trzech kluczowych zawodników, piłkarzy klasy światowej. W klubie panuje rewolucja personalna, więc ciężko wymagać, by wszystko grało od początku. Spodziewam się, że Thomas Tuchel będzie jednak potrzebował trochę czasu zanim to wszystko zaskoczy. Czyli są jakieś przesłanki, że to może być słabszy sezon Bayernu, ale zmiany w Borussii mogą sprawić, że nie uda się tego wykorzystać.

Do tego dochodzi jeszcze Liga Mistrzów, którą Dortmund nie musiał sobie w zeszłym sezonie zaprzątać głowy.

Zdecydowanie. Dla Tuchela to będzie debiut w Lidze Mistrzów i to też pewien znak zapytania, jak drużyna będzie w stanie to łączyć z Bundesligą. Na pewno Liga Mistrzów wymaga innej motywacji, Tuchel też będzie musiał pokazać coś nowego. Faktycznie, może to mieć przełożenie na ligę, ale kadra Borussii jest jednak dość szeroka. Mam nadzieję, że wystarczająco.

Borussia dostała za piłkarzy ponad sto milionów i wydała na nowych graczy sto milionów. Wzmocniła się czy osłabiła?

Z początku byłem trochę podłamany. Spodziewałem się, że Ilkay Guendogan odejdzie, bo na to się zanosiło od dawna. Mats Hummels dał do zrozumienia, że szanse na jego pozostanie wynoszą 50 na 50, więc też można się było spodziewać, że odejdzie. Ale najbardziej zszokowało mnie, że odszedł Henrich Mchitarian, po roku tak owocnej współpracy z Tuchelem. Odejście całej trójki musiało boleć. Zwłaszcza, że klub dawał do zrozumienia, że wzmocnienia mogą się skończyć na kilku młodych zawodnikach. Potem jednak doszli Andre Schuerrle oraz Mario Goetze i sytuacja zaczęła wyglądać lepiej. Zespół opuściło trzech klasowych piłkarzy, ale z drugiej strony – Hummels miał fantastyczną rundę, lecz wcześniej nie brakowało głosów, że to dobry moment na zmianę środowiska, bo był nierówny, chimeryczny. Guendogana cały czas trapiły kontuzje i w ostatnich sezonach nie zawsze był ważnym ogniwem. A Mchitarian – przed przyjściem Tuchela – był największą klapą transferową w historii klubu. Do tego w ostatnich latach z nimi, Borussia nie zdobyła żadnych trofeów. Nie chcę być źle zrozumiany – to świetni zawodnicy, ale mam wrażenie, że to był odpowiedni moment na zmianę. Też nie wyobrażałem sobie klubu bez Juergena Kloppa, a po roku wszyscy zachwycamy się Tuchelem, jego Borussią, stylem prowadzenia drużyny. Dlatego mam nadzieję, że teraz wszystko też pójdzie w dobrą stronę.

8682625903_724832bf5e_z

Wspomniałeś o Goetzem. Jak – jako kibic Borussii – traktujesz jego powrót? Jako policzek ze strony klubu w kierunku fanów?

- Jeszcze przed kilkunastoma miesiącami taki transfer wydawał mi się nierealny i nie do zaakceptowania. Ale wiemy, ile się od tego czasu wydarzyło. Nie pomyślałbym też, że Hummels wróci do Bayernu. Takie jest życie kibica. Futbol jest szalony. Dziś fani Bayernu witają Hummelsa, fani Borussii witają Goetzego. Dobro klubu jest najważniejsze. Wierzę, że Mario doda Borussii jakości. To nadal bardzo młody zawodnik, ale już z ogromnym bagażem doświadczeń. Nadal ma ogromny talent, bo to się przecież nie zmieniło w czasie jego pobytu w Monachium. Obudziliśmy się w takiej rzeczywistości. Trzeba to zaakceptować, dać mu szansę i wierzyć, że znów poprowadzi Borussię do sukcesów.

A co z Andrem Schuerrlem? On też nie był oczywistym wyborem.

To fakt, ten transfer też wzbudził w Dortmundzie kontrowersje. Kosztował około 30 milionów euro, a wszyscy mają w pamięci, że w ostatnich latach był bardzo nierówny. Ciężko powiedzieć, jak się rozwinie. Ale trzeba pamiętać, że swój bardzo dobry okres w Bundeslidze przeżywał w Mainz, pod skrzydłami Tuchela. Borussia zdecydowała się na bardzo odważny ruch. To taki autorski transfer Tuchela. Mam nadzieję, że Schuerrle się przebudzi, a Tuchel będzie w stanie dobrze zagospodarować go dla drużyny.

Schuerrle przychodzi w ramach pewnej wymiany z Wolfsburgiem za Jakuba Błaszczykowskiego. Byłeś zaskoczony tym, że Kuba nie dostał szansy?

Bardzo ubolewam nad tym, jak sprawy potoczyły się przede wszystkim przed rokiem. Żałuję, że wtedy nie zdecydował się na pozostanie w BVB. Łatwo mówić z perspektywy czasu, ale to była najlepsza okazja, by przekonać do siebie Tuchela. Jak się okazało, Adnan Januzaj nie odegrał w Borussii żadnej roli. Jonas Hofmann, po dobrym początku, również rzadko pojawiał się w składzie. Później często pierwszą opcją na skrzydło bywał Gonzalo Castro czy – w dalszej fazie sezonu – Erik Durm. Tego mi najbardziej szkoda. Błaszczykowski mógł wtedy wrócić do łask. Teraz, po transferach Emrego Mora i Ousmane’a Dembelego, można się było jeszcze łudzić, że znajdzie się miejsce dla Kuby. Ale pozyskanie Goetzego i Schuerrlego postawiło sprawę jasno. Wtedy byłem już przekonany, że Polak odejdzie. Od strony kibicowskiej, to wielka szkoda, że tracimy kolejnego zasłużonego zawodnika, jednak jak najbardziej rozumiem decyzję Tuchela. Kuba jest już dość zaawansowany wiekowo. Nie chcę robić z niego emeryta, ale znamy jego podatność na kontuzje. Do tego dochodzi chęć odmłodzenia kadry BVB. Musiał szukać szczęścia gdzie indziej.

 Temu odmłodzeniu cały czas opiera się Łukasz Piszczek, najstarszy piłkarz Borussii z pola. Myślisz, że znów będzie wyborem numer jeden na prawej obronie?

- Przed rokiem bałem się co z nim będzie, po tych jego problemach z biodrem. Na szczęście przetrwał tę rewolucję Tuchela, przetrwał świetną rundę Matthiasa Gintera i potrafił na nowo wywalczyć sobie miejsce w składzie. W tym sezonie raczej nic się w tej kwestii nie zmieni. Felix Passlack to moim zdaniem przyszłość reprezentacji Niemiec na prawej obronie, ale będzie potrzebował trochę czasu. Na pewno rozegra kilka spotkań, zbierze doświadczenia, ale Piszczek nie musi się obawiać z jego strony o miejsce w składzie. Opcją jest również Ginter, ale Tuchel w tym sezonie da mu więcej szans na środku obrony. Nie będzie bezpośrednim rywalem Piszczka, tylko ewentualną możliwością na wypadek kontuzji Polaka. On też ma swoje predyspozycje, ale znamy jego braki w dynamice. Jest jeszcze Durm. Nie wiemy, ile potrwa jego przerwa. Docelowo jednak myślę, że to ostatni sezon Durma w Borussii. Pałeczkę po nim przejmie Passlack i to on będzie powoli wdrażany w zespół. To jednak trochę potrwa i Łukasz ma jeszcze przynajmniej sezon regularnej gry przed sobą.

 Na wiosnę Tuchel wystawiał czasem Piszczka jako jednego ze stoperów w systemie z trójką obrońców. Myślisz, że może w tym miejscu zostać na dłużej?

- Raczej będzie zmieniał ustawienie tylko w pewnych fragmentach meczu, zależnie od sytuacji. Myślę, że nie będzie uwzględniany jako środkowy obrońca, nie licząc pewnych krótkich, awaryjnych sytuacji. Ogólnie, przed sezonem pojawiały się głosy, że Tuchel może chcieć częściej grać na trzech obrońców. To pewnie możliwe, ale na razie wygląda na to, że bazowym ustawieniem pozostaje system z czterema defensorami.

Borussia wprowadza do Bundesligi kilku nowych, bardzo ciekawych piłkarzy. Po kim obiecujesz sobie najwięcej?

- Borussia sprowadziła ośmiu nowych piłkarzy. Każdy jest wciąż młody i z potencjałem na jeszcze lepszą grę. Gdybym miał wybrać jednego, wskazałbym na Dembelego. Wszyscy wiążą z nim duże nadzieje, ze względu na swobodę poruszania się z piłką. Borussia będzie miała z niego wiele radości, a przypuszczam, że w przyszłości także wiele pieniędzy. Ciekawy jest też Emre Mor. Na razie trochę chaotyczny, pytanie czy będzie potrafił przejść granicę z juniorskiej do seniorskiej piłki, bo znamy jednak przypadki graczy imponujących techniką, szybkością, dryblingiem, ale nazywamy ich jeźdźcami bez głowy. Niemniej, w obu przypadkach, ich umiejętności są naprawdę imponujące i z przyjemnością patrzy się jak mijają kolejnych rywali.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego

Zdjęcia: Flickr.com/creative commons

 

Gdzie bym wolał Tuchela (oprócz tego, że gdziekolwiek)

tuchel

Dół tabeli po trzech kolejkach Bundesligi robi wrażenie…

15. Schalke

16. Hertha

17. Stuttgart

18. HSV

… choć tylko jeśli spojrzymy na sprawę z perspektywy historycznej, a nawet prehistorycznej. Biorąc pod uwagę sukcesy Schalke, Stuttgartu, HSV i ewentualnie Herthy, oczy mogą wyjść na wierzch. Ale już patrząc na historię najnowszą, tak wielu zaskoczeń nie ma. Czy HSV nie utrzymało się w lidze cudem? Czy Stuttgart nie walczył do końca o utrzymanie? Czy Hertha nie była jedną z najgorszych drużyn wiosny? Przypadek Schalke jest inny. Oni wiosnę mieli akurat rewelacyjną, rozbija ich, jak rok temu plaga kontuzji i – będę się upierał – trener, który ani trochę potencjału tej drużyny nie zwiększa. Jasne i w HSV i w Hercie i w Stuttgarcie były w porównaniu do zeszłej wiosny duże zmiany, ale może to tylko kosmetyka?

HSV jest przecież klubem z gruntu chorym. Przeżartym. Utworzenie spółki akcyjnej, ściągnięcie z powrotem z Petersburga Dietmara Beiersdorfera i powierzenie mu funkcji prezesa, pozbycie się Oliviera Kreuzera i wreszcie solidne transfery, były mocnymi krokami w stronę uzdrowienia, ale jednak złośliwego raka nie leczy się z soboty na niedzielę. Poza tym, Hamburg dalej toczy choroba. Dobroczyńca, jakby to nawet powiedziała Karolina Szostak, filantrop Michael Kühne pożycza HSV miliony, ale w zamian papla i ma wpływ na władzę. Nie podobał mu się dyrektor sportowy Kreuzer, którego nazywał menedżerem III-ligowym – już go nie ma w klubie. Nie podoba mu się Slomka i za chwilę go nie będzie. HSV ma długi. Czwarty rok z rzędu przyniesie stratę. Za rok straci pozycję przy przydzielaniu praw telewizyjnych, bo przestanie się liczyć ostatni sezon, w którym Hamburg grał w pucharach (2009/10). Sytuacja finansowa jest cholernie daleka od OK. Mimo to klub wydał na transfery blisko tyle, ile zarobił, a budżet płacowy przekroczył o – lekko licząc – dziewięć milionów. Jak tam ma być normalnie?

Jednocześnie trener miota się od ściany do ściany. W pierwszych dwóch kolejkach zagrał niemal starym składem. Przegrał 0:3 z Paderborn i zremisował 0:0 z Kolonią. Przewrócił więc w dwa tygodnie drużynę do góry nogami. W Hanowerze zagrali niemal sami nowi. O tym, jak chaotycznie działa, niech świadczy zmiana bramkarza. Rene Adler nie był w żadnym stopniu winny złego startu, ale i tak siadł na ławce kosztem 35-letniego Drobnego. Nie pomogło. Dziś nadzwyczajne posiedzenie możnych HSV i los trenera zdaje się przesądzony. Zwłaszcza, że w następnej kolejce do Hamburga przyjeżdża Bayern.

W Schalke sytuacja jest dla trenera trochę lepsza. Na głowę Jensa Kellera nie poluje wprawdzie żaden biznesmen, od którego klub byłby zależny, ale za to większość mediów i grupa kibiców Schalke. Trener próbuje się tłumaczyć kontuzjami, lecz menedżer ucina, że to nie kontuzje popełniały błędy. Schalke notuje najgorszy start od 46 lat, mimo że przecież jest uczestnikiem Ligi Mistrzów i poprzedni sezon skończyło w pierwszej trójce. To z kolei działa na niekorzyść trenera. W Hamburgu nikt nie oczekiwał w tym roku walki o czołowe miejsca, w Gelsenkirchen i owszem. HSV jest chorym klubem, Schalke raczej nie. A kontuzje? Skoro rokrocznie najwięcej kontuzji jest właśnie w tym klubie, może to nie wina pecha, fatum czy guślarzy, ale właśnie trenera?

Pierwszym trenerem, który straci posadę w tym sezonie, będzie Keller lub Slomka. Ja jednak skłaniam się do tego drugiego.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że oba kluby już kontaktowały się z Thomasem Tuchelem i tu serce zaczyna bić mocniej. Bundeslidze jestem wierny na dobre i na złe, ale że swój ulubiony klub mam w 2. Bundeslidze, to jeśli chodzi o najwyższą ligę jestem sezonowcem. Znam się dobrze i wiem, że gdzie pójdzie Tuchel, tam pójdzie moja sympatia i atencja.

Pytam więc w głowie od wczoraj samego siebie: gdzie chciałbym Tuchela?

Thomas ma 41 lat, a więc jest dokładnie w tym samym wieku, co Jürgen Klopp obejmując Borussię Dortmund. Klopp obejmował Dortmund po spadku z Mainz, Tuchel obejmie kogoś po awansie do Ligi Europy z Mainz. Ale klub, który teraz wybierze, zadecyduje o jego karierze.

Jürgen wziął Borussię. Wówczas ani czołową, ani specjalnie dobrą, ani bogatą, przecież zadłużoną, ale jednak mającą potężny potencjał kibicowski, a przez to finansowy. Klub grający tydzień w tydzień przed 80 tysiącami widzów musi w końcu się odbić. Klopp zrobił to po mistrzowsku i wywindował klub, a razem z nim siebie na top europejski.

Jeśli chodzi o potencjał ludnościowy, HSV i Schalke są bardzo silne, jedne z silniejszych w Niemczech. Żadne z nich nie wygląda w tym momencie jako dobre miejsce do pracy, oba mogą się okazać minami. Ale myślę jednak, że w Schalke kryzys jest bez porównania mniejszy. Klub funkcjonuje na zdrowych zasadach, ma znakomitą młodzież, którą Tuchel przecież potrafi znakomicie prowadzić (dwa razy był mistrzem Niemiec juniorów). Stosunkowo łatwiej zrobić topowy klub z Schalke niż HSV.

Pewne jest, że kto w tym sezonie będzie zmieniał trenera, uda się z pielgrzymką do Moguncji, gdzie z Christianem Heidelem będzie negocjował wykupienie Tuchela. Trener ma wciąż bowiem urlop bezpłatny i umowę ważną do końca sezonu. Nikt go właściwie nie spytał o zdanie czy ma ochotę już wrócić na ławkę. Ale pewne jest, że jego nazwisko będzie się już za chwilę, przy okazji kolejnego kryzysu w którymś z klubów przewijać.

Wielka ankieta przed nowym sezonem. Bundesligowi eksperci dla Z nogą w głowie

bvb

To oni przez wszystkie miesiące w roku atakują nasze ekrany na Twitterze i serwisach internetowych informacjami z Bundesligi. Dyskutują o perspektywach Mainz, Freiburga czy Augsburga. Nie skupiają się tylko na tym czy Lewandowski sobie poradzi czy nie, ale wchodzą  w Bundesligę najgłębiej jak tylko się da. Sam się jeszcze na temat niemieckiej piłki nagadam nie raz. Dziś zaprosiłem na Z nogą w głowie polskich ekspertów od Bundesligi, którzy może sami nie grali w Schalke, ale o niemieckiej piłce wiedzą wszystko. Dziesięć osób, dziesięć pytań. Tak, by nowy sezon niczym już was nie zaskoczył. Dziękuję wszystkim uczestnikom ankiety za to, że zgodzili się wziąć w niej udział. Myślę, że dzięki nim powstało spore kompendium informacji o niemieckiej piłce.

 Czy w Bundeslidze będzie wreszcie WALKA o mistrzostwo Niemiec?

PIOTR TOMASIK (Weszło!): – Wierzę, a właściwie chciałbym wierzyć, że tak. Mam jednak poważne wątpliwości, czy wierzą w to sami ludzie z Dortmund czy Leverkusen. Oni są świadomi, że podjęcie tej walki z Bayernem o tytuł będzie kosztowało mnóstwo sił, oznacza zminimalizowanie ryzyka jakichkolwiek wpadek. I tutaj pojawia się pytanie, czy warto aż tak rzucać się na ligę do atakowania Bayernu, mając jeszcze Champions League i Puchar Niemiec? W poprzednim sezonie Borussia nieraz odpuszczała Bundesligę, by spokojnie skończyć ligę w trójce, z ćwierćfinałem LM i krajowym pucharem. I na pewno nie żałuje.

MATEUSZ KAROŃ (Przegląd Sportowy): Oby. Na szczęście są ku temu przesłanki. Bayern Monachium będzie musiał zapłacić haracz za mistrzostwa świata. Borussia Dortmund – nawet bez Roberta Lewandowskiego – jest silna, a dodatkowo uzupełniła kadrę. Ligę wygrywa się w meczach ze słabszymi rywalami, a nie z najsilniejszym. Tego w BVB zabrakło przed rokiem. Od początku poprzedniego sezonu do końca marca Jürgen Klopp zastosował 16 różnych wariantów ustawienia linii defensywnej . Wtedy to był kadrowy kataklizm. Teraz – żeby tamte problemy się powtórzyły – musiałby nastąpić koniec świata.

MARCIN BORZĘCKI: Sądzę, że to jeszcze nie ten sezon. Owszem, będzie szansa nawiązać równorzędną walkę z Bayernem na początku sezonu w świetle pomundialowego wyczerpania zawodników oraz licznych kontuzji, ale w perspektywie całego sezonu trzeba wyzbyć się złudzeń. Jednocześnie jednak jestem spokojny o czas ostatecznego rozstrzygnięcia – tak wcześnie jak w ostatnim sezonie monachijczycy trofeum nie wzniosą. Kluczem do sukcesu dla 17-elementowej grupy pościgowej będzie… podejście psychiczne. Maszynka Guardioli masakrująca od początku sezonu 2013/14 sprawiła, że już w okolicach października oraz listopada rywale wychodzili na murawę tylko w celu odbębnienia przykrego obowiązku. Niektórzy nawet jak Eintracht, już kilka dni przed meczem zapowiadali, że odmawiają podniesienia rękawiczki i pod stadion zajadą autokarem z wetkniętą na dachu białą flagą. A niektórzy jednak, jak choćby Moguncja, pokazali że odpowiedni podejście psychiczne i taktyczne pozwala rzucać Bayernowi kolosalne kłody pod nogi.

Czy ktoś może zaatakować pozycję Borussii Dortmund?

TOMASZ URBAN (Tylkopilka.pl): - Tak, myślę, że Leverkusen ma potężny potencjał ofensywny i jeśli Schmidt będzie potrafił ustabilizować zespół na odpowiednim poziomie, to BVB musi się mieć na baczności. Schalke też kadrowo wygląda bardzo dobrze, ale zbyt częśto przytrafiają im się głupie straty punktów. No i od Kellera jakoś nie bije charyzmą…

ADRIAN LIPUT: (BayerLeverkusen.pl) – Jako kibic Bayeru, dałem się nieco zachłysnąć odświeżeniem drużyny prowadzonej obecnie przez Rogera Schmidta. Pisząc to dzień po meczu z Kopenhagą mogę stwierdzić, że rzeczywiście, w Leverkusen nastąpiły spore zmiany i wydaje się, iż będą to zmiany na lepsze. Z drugiej strony nie sposób zauważyć, że Aptekarze potrzebują godnego partnera dla Omera Topraka na środku obrony. Oczywiście Dortmundowi powinno zagrażać również Schalke, które niejako z urzędu co rok ma miejsce w czołówce. Być może do walki o drugą pozycję włączy się również
Wolfsburg, ale wydaje mi się, że póki co pozycje 3.-4. to szczyt ich możliwości. Poza
tymi trzema ekipami nikt raczej Borussii zagrozić nie może, a druga taka plaga kontuzji jak w zeszłym sezonie, która mogłaby zaszkodzić ich pozycji w tabeli, raczej się nie przydarzy (jeśli tak, to chyba rzeczywiście ktoś rzucił na nich klątwę).

MARTIN HUĆ (BayerLeverkusen.pl): Z wielkim przekonaniem napisałbym, że będzie to Bayer, ale mimo wzmocnień w ofensywie, Aptekarze poza Toprakiem na środku obrony i Leno w bramce, mają zbyt wiele zagadek w defensywie. Choć jeśli odpalą Jedvaj i Wendell, wtedy może być naprawdę ciekawie. Dortmund może mieć trudny początek sezonu przez brak Lewego i to, że wielu zawodników ciągle dochodzi do siebie po kontuzjach, ale mają Kloppa na ławce i ten z pewnością już teraz wie, co ma zrobić.

3. Wolfsburg w Lidze Mistrzów: „to jest ten moment” czy „jeszcze za wcześnie”?

MARCIN OLTON (Krotkapilka.pl): Chyba mimo wszystko za wcześnie. Jeśli jednak pogodzą grę w pucharach z ligą, a brak snajpera z prawdziwego zdarzenia nie wyjdzie im bokiem, mogą i w tym sezonie zakręcić się wokół czołowej czwórki.

PIOTR KLAMA (Bayern.munchen.pl): Jeszcze za wcześnie. Wilki w tym oknie nie zaszalały na rynku transferowym, czego wielu się spodziewało. A jeśli przeprowadza się „wzmocnienia” pokroju Bendtnera, to…

MACIEJ ZAREMBA (Transfery.info): Dla mnie VfL to wielka niewiadoma. Okienko transferowe rozpoczęli kapitalnie, bo transfer Sebastiana Junga to dla mnie jeden z lepszych ruchów w Bundeslidze. Wszyscy czekaliśmy jednak na głośne nazwisko w ataku. Miał być Lukaku czy Morata, a jest Bendtner. Zobaczymy. Myślę, że „Wilki” mogą jednak spokojnie powalczyć o pozycję numer cztery.

Która drużyna będzie objawieniem sezonu?

TOMASZ URBAN: - Hoffenheim. Wzmocnili się bardzo mądrze, mają w składzie i gwiazdy (Firmino, Volland), i młodych (Süle, Kim), i doświadczonych (Beck, Schwegler, Salihovic) i takich, którym zależy na udowodnieniu własnej wartości (Szalai). Poza tym naprawdę doceniam pracę Gisdola. Jeśli udało im się w okresie przygotowawczym odpowiednio poukładać klocki w defensywie, to w przyszłym roku zagrają w pucharach.

MARCIN OLTON: Hoffenheim. Wieśniakom nie tylko udało się zatrzymać Firmina i Vollanda, ale też i (wreszcie) sprowadzić bramkarza i wzmocnić rywalizację w ataku. Kilku zawodników po debiutanckim sezonie (Bicakcić, Elyounoussi, Suele), zdrowy Rudy, a na ławce jeden ze zdolniejszych trenerów młodego pokolenia, z prawdopodobnie najbezpieczniejszą posadą w lidze. To musi się udać.

MACIEJ ZAREMBA: Eintracht Frankfurt. Typuję tak pewnie trochę z sympatii do tej drużyny, ale wierzę, że Schaaf poukłada klocki we Frankfrucie. Do tego podobają mi się wzmocnienia w tej ekipie. Chandler i Hasebe to cytując Tomasza Hajtę „wyrobnicy”, którzy może nie zastąpią w 100% Junga i Rodego, ale dadzą wystarczająco dużo jakości, aby spokojnie rywalizować w Bundeslidze. Do tego Seferović, doświadczony Valdez i utalentowany Piazon. Eintracht będzie nam się podobał.

Czy kluby z północy – HSV i Werder – znów będą walczyć o utrzymanie?

MICHAŁ JEZIORNY (Bayern.munchen.pl): Dziwi mnie sytuacja w HSV. Klub ma wszelkie zadatki na bycie potęgą, jednak zatraca się w złych decyzjach. W tym sezonie nie będą zamykać stawki, a podobnie jak Werder ustawiłbym ich w połowie stawki.

MARTIN HUĆ : Nieco desperackie ruchy transferowe po katastrofalnym sezonie nie wróżą niczego dobrego kibicom Werderu i to dla mnie jeden z głównych kandydatów do spadku. Hamburg, mimo utraty Calhanoglu, powinien z czasem odskoczyć od strefy spadkowej, ale na pewno zakończą sezon w drugiej połówce tabeli.

MARCIN BORZĘCKI: Koszmar fanów HSV już się nie powtórzy. Rozsądne transfery, przebojowy Müller, bardzo solidny Behrami i kilku cennych graczy do rotacji + pozbycie się kilku parodystów odpowiedzialnych dotąd za destrukcję. Spokojny środek tabeli. Werder natomiast poziomem plasuje się wg mnie w miejscach 12-15. Drżenia o byt w pierwszoligowej śmietance jednak nie będzie.

Który z zawodników może być „Andre Hahnem sezonu 2014/15″, czyli wyskoczy znikąd i zostanie objawieniem?

TOMASZ URBAN: Oglądałem kilka meczów Kolonii w 2. Bundeslidze i mam bardzo dobre zdanie o lewym obroncy Kozłów – Jonasie Hectorze. To może być dla mnie objawienie ligi. Liczę także na przełomowy sezon w karierze Marka Stendery z Eintrachtu.

PIOTR TOMASIK: - Chciałbym zobaczyć, jak wystrzeli Hoejbjerg w Bayernie, bo przez kontuzje zrobiło się trochę luźniej, ale chłopak zawiódł jednak z Borussią. Bardzo jestem ciekaw Tina Jedvaja, 18-latka z Leverkusen, który rok wcześniej przychodził do Romy za prawie pięć baniek. Nie będzie to zbytnie odkrycie, ale liczę na naprawdę dobry rok w wykonaniu Timo Wernera – czuję, że nadchodzi jego czas.

MARCIN BORZĘCKI: Do zdrowia wrócił Marc Stendera, „wtajemniczonym” co prawda znany, ale wśród przeciętnych kibiców nazwisko pomocnika z Frankfurtu wciąz jest obce. Jeśli zdrowie dopisze to o 18-latku może być bardzo głośno. Polecam zwrócić uwagę na sposób egzekwowania przez tego chłopaka stałych fragmentów gry. Ka-pi-tal-ne centry. Usłyszeć głośniej możemy też o Kaanie Ayhanie z Schalke, który może na stałe wskoczyć do pierwszej jedenastki. Mam przeczucie, że stawiając na niego na prawej obronie Jens Keller może trafić w dziesiątkę. Świetny technicznie, dynamiczny. I co znamienne dla moich typów w tej kwestii – świetnie wykonując rzuty wolny. Póki co na wyrost, ale łudząco przypomina wolne bite przez Beckhama.

Kto spadnie z ligi?

MATEUSZ KAROŃ: SC Paderborn i 1. FSV Mainz 05. Paderborn to typowy beniaminek, który o Bundeslidze myśli bardziej w kategoriach spłacenia długów z budowy stadionu. Moguncja z kolei zaliczyła doskonały sezon i teraz musi udowodnić, że życie bez Thomasa Tuchela jednak istnieje.

MICHAŁ JEZIORNY: Ciężko będzie Paderborn, VfB Stuttgart oraz SC Freiburgowi.

ADRIAN LIPUT: Jestem kiepski w typowaniu, ale spróbuję. Paderborn – wydają się być idealnym kandydatem na czerwoną latarnię. Będę im kibicował, bo mam słabość do piłkarskich „kopciuszków”, ale o ile nie wydarzy się cud, znajdą się na samym dole tabeli. Werder. Eintracht Frankfurt – kiepska kadra, nie wydaje się, żeby mogli „poszaleć” w lidze. Oczywiście, to samo można powiedzieć o kilku innych zespołach, ale wydaje mi się, że najbliżej spadku będzie właśnie zespół Schaafa.

Czy Kasper Hjulmand poradzi sobie w Mainz?

PIOTR KLAMA: Przedsezonowe blamaże wskazują na to, że nie. Wyniki pokazują to ile Tuchel znaczył dla tej drużyny.

MARCIN OLTON: Nie, ale prawdopodobnie mało który trener dałby sobie radę. Moguncja to był autorski projekt Tuchela i on trzymał go w ryzach. Projekt krok po kroku ulepszany, wzmacniany odpowiednimi piłkarzami, na których Hjulmand nie ma teraz zupełnie pomysłu. Aktualnie zespół zatracił wszystkie swoje niedawne atuty: dobrze ustawiony pressing, szybkie przejście z obrony do ataku i reagowanie trenera na boiskowe wydarzenia. Tuchel płacze, jak patrzy, a na koniec sezonu płakać będzie cała Moguncja.

MARTIN HUĆ: Będzie mu bardzo ciężko. Tuchel to był dla kibiców i drużyny facet za którym wskoczyliby w ogień. Najtrudniejszy będzie dla niego początek sezonu, gdy będzie musiał przede wszystkim przekonać do swojej osoby szatnię, która na każdym kroku będzie go porównywać do poprzedniego trenera. Odpadnięcie z Pucharu Niemiec i Ligi Europejskiej to nie przypadek. Przed Mainz najtrudniejszy sezon w Bundeslidze po powrocie do niej.

Który z trenerów zostanie zwolniony jako pierwszy?

PIOTR KLAMA: Hjulmand.

ADRIAN LIPUT: Robin Dutt z Werderu lub Jens Keller z Schalke. Chyba jednak ten drugi. Jak patrzę na wyniki ostatnich sparingów Gelsenkirchen i wynik ich potyczki z trzecioligowcem z Drezna, to wydaje mi się faworytem do szybkiego wylotu, chyba że to niepowodzenie zostanie szybko przyćmione przez dobre wyniki w lidze. Ktoś ostatnio na twitterze nazwał Kellera ”niemieckim Rumakiem” i chyba trafił w sedno.

MARCIN BORZĘCKI: Sądzę, że Tayfun Korkut. W Hanowerze władze są bardzo niecierpliwe.

Jaki to będzie sezon dla Polaków?

MATEUSZ KAROŃ: - Osobiście liczę, że błyśnie ktoś inny niż dwójka z Dortmundu albo Robert Lewandowski. Polska to nie tylko czterech piłkarzy. Stawiałbym na Mateusza Klicha. W Bundeslidze trzeba dużo biegać, a to nigdy nie była domena tego zawodnika. Jeśli się przyłoży, może być ważnym zawodnikiem Wilków.

PIOTR TOMASIK: Niewiele się zmieni od poprzedniego, bo w roli głównej znów wystąpi Lewandowski, a reszta będzie w tle. Na pewno spodziewam się powrotu do wysokiej formy Piszczka, który jeden sezon ma właściwie wyjęty z życiorysu. Obawiam się natomiast coraz mocniej o Kubę, który znów ma problemy ze zdrowiem i któremu może być trudniej o regularną grę. Klich wraca do dawnej roli w Wolfsburgu, Obraniaka mają już serdecznie dość, Sobiech nie przekroczy pułapu 6-7 bramek, a z Polaków z Koeln raz na jakiś czas błyśnie Peszko, czyli – jak mówi Andrzej Grajewski – człowiek-kontra. Mocnego konkurenta zyskał Boenisch, dla którego będzie to wóz albo przewóz. Mimo wszystko, typuję wóz.

MACIEJ ZAREMBA: Słaby. Poza Lewandowskim i Piszczkiem nikt nie ma zapewnionej gry w pierwszym składzie. Wszyscy nasi rodacy to w kadrach zespołów Bundesligi niestety tylko jedni z wielu, a nie zawodnicy pierwszoplanowi. Warto wspomnieć o Błaszczykowskim, który po powrocie po kontuzji może mieć duże problemy z regularną grą, bo rywalizacja w BVB jest bardzo duża.

MICHAŁ JEZIORNY: Lewnadowski obroni tytuł króla strzelców. Kuba i Piszczek dalej będą decydować o jakości BVB. Reszta odegra niespecjalne role. Polacy w Bundeslidze mają ciężko. Jeśli któryś z piłkarzy ma za konkurenta Niemca, to musi być od niego lepszy w każdym elemencie gry. Jeśli będzie taki sam, to przegra rywalizację.

Niemcy nie chcą do Ligi Mistrzów

Jeśli nie jesteś Bayernem czy Borussią, lepiej nie wojuj za wiele w Lidze Mistrzów. Tę lekcje przyswoiły już sobie boleśnie Bayer Leverkusen i Schalke 04 Gelsenkirchen. A tegoroczna Bundesliga wygląda, jakby nikt do Ligi Mistrzów wejść nie chciał.

Nie potwierdzają tego liczby. Albo nie do końca potwierdzają. Niech was nie zmyli rekordowa na tym etapie przewaga lidera nad wiceliderem – Borussia Dortmund uzbierała więcej punktów niż rok temu, to Bayern narzucił jeszcze wyższe tempo. Dopiero liczba porażek czołowych drużyn pokazuje, że coś jest nie tak – tak często czołowa czwórka nie przegrywała od sześciu lat. Chcesz zlać prowadzących, z Bayernem ci się nie uda, ale Dortmund, Bayer czy Schalke możesz lać ile wlezie.

Pozostaje jednak ogólne wrażenie przeciętnego oglądacza Bundesligi. Leverkusen niby straciło drugie miejsce dopiero w ten weekend, ale dołuje już od miesięcy. Ściślej: od wygranej w Dortmundzie. Gdy cały świat zobaczył, że Bayer może ogrywać finalistę Ligi Mistrzów na jego stadionie, Leverkusen zaczęło lecieć na łeb na szyję. Od tego czasu rozegrało osiem meczów. Wygrało dwa, przegrało sześć. W międzyczasie dało się wyeliminować z Pucharu Niemiec II-ligowemu Kaiserslautern i przyjęło oklep od Paris Saint Germain.

Normalnie po takiej serii powinno wpaść do środka tabeli. Ale nie wpada, bo rywale mają podobne problemy, może trochę rozłożone w czasie. Schalke pałętało się po środku tabeli, a jego trener co tydzień był zwalniany. Zimę skończyło na siódmym miejscu. Wrócił Huntelaar, kontuzje przeminęły, uwierzyliśmy, że w Gelsenkirchen jest moc. Porażki 1-6 z Realem i 1-5 z Bayernem pokazały, że to żadna moc. Schalke jest silne, dopóki ktoś nie powie sprawdzam. Nie wiadomo, jak drużyna podniesie się po tym tygodniu.

Mocny miał być Wolfsburg, który wolno się rozpędzał, ale ma jednak mądrego dyrektora sportowego, mądrego trenera, mocny skład, który jeszcze dodatkowo został wzmocniony. Na początku jednak „Wilki” poniosły straty, a wiosnę niespodziewanie rozpoczęły od dwóch porażek. Gdy jednak zaczynało się wydawać, że trzeba ich traktować jako poważnych kandydatów do Ligi Mistrzów, przefrunęło przez nich Hoffenheim. Jasne, to jeden mecz, ale uświadomił, że gdy Naldo mówi, iż na Ligę Mistrzów dla Wolfsburga jest jeszcze za wcześnie, to wie co mówi.

O Ligę Mistrzów miało się bić rewelacyjne jesienią Moenchengladbach. Ale Borussia dołuje jak drużyna Ryszarda Wieczorka. Ostatni raz wygrała dziewięć meczów temu, w czasach gdy Majdan kojarzył się tylko z łysawym byłym bramkarzem.

Między te drużyny wskoczyło ostatnio Mainz, które jest już piąte. Mainz z zasady nikt nie traktuje poważnie, bo „gdzie Mainz, a gdzie Liga Mistrzów”. Jednak rzeczywistość pokazuje, że zespół Thomasa Tuchela punktuje wiosną na poziomie Borussii i Schalke, a jesienią nie poniósł dużych strat. Jest jedyną drużyną z czołówki – nie licząc oczywiście Bayernu – w której nie widać problemów.

Niemcy mają cztery miejsca w Lidze Mistrzów. Jesienią po raz pierwszy przepchnęli wszystkie cztery drużyny przez jej fazę grupową. Ale w tym roku Bundesliga nie ma za bardzo pomysłu, co z nimi zrobić. Liga niemiecka stoi przed najtrudniejszym krokiem. Dochowała się dwóch drużyn, które są w stanie w skali Europy rywalizować z każdym. Anglia – nawet jeśli ostatnio jej się nie układa – takich drużyn ma przynajmniej cztery, a licząc z tymi widocznymi na horyzoncie: pięć-sześć. Stosunkowo łatwo poszło Niemcom dochodzenie do pułapu drugiej najlepszej ligi na świecie. Skok na pierwsze miejsce nie będzie możliwy bez jeszcze dwóch-trzech piekielnie mocnych drużyn. Takich od Łaby po Ren nie widać.

Bundesliga jak mundial. Spożywać w całości

7

Uwaga! Tekst zawiera ulepszacze w postaci dwóch cytatów z Jerzego Pilcha.

Pierwszy przeczytałem wczoraj u Michała Okońskiego. Kradnę: „Jak się ogląda mundial, trzeba oglądać wszystko. Tylko frajerzy oglądają wybrane mecze, tylko oni wiedzą, które wybrać. Dziecinada czysta – na mundialu nie ma meczów mniej ważnych. Ileż to razy, gdy byłem młody i naiwny, opuszczałem jakieś spotkania na oko bezbarwne i na rozum bez znaczenia i zawsze się okazywało, że na tych trzeciorzędnych sparingach działy się rzeczy wstrząsające i niepoczytalne: jakieś monstrualne wyniki, jakieś niebywałe ekscesy, jakieś krwawe porażki stuprocentowych faworytów, jacyś kuwejccy szejkowie na płycie”

Dzisiaj stwierdziłem, że tak samo jest z Bundesligą. Pojechałem na mecz naprawdę daleki od hitowego, ot dwóch średniaków, VfB Stuttgart z Hannoverem i gorzko zapłakałem. Naprawdę już za chwilę będę musiał oglądać na żywo Widzew i Zagłębie Lubin? Wydawało mi się, że Stuttgart zagrał w ofensywie zjawiskowo, ale dziennikarz „Kickera”, który ogląda ich regularnie na żywo, mówi, że owszem nieźle, jednak bywało lepiej. No, to ja już nie wiem, co o tym myśleć.

Sześć goli, w tym trzy w odstępie pięciu minut (ciekawe pytanie zadało wtedy Deutsche Welle na Twitterze: „Czy oni grają w koszykówkę?”). Hannover był niezły, imponowała niesamowita szybkość i siła Dioufa. Co ciekawe, okazało się, że nie warto strzelać gole. Sobiech, zdobywając bramkę, został zahaczony przez Schwaaba (nazwisko) w kolano i mocno cierpiał. Sane zdobywając drugą bramkę został znokautowany przez Ullreicha. Nie dziwota, że się Hannoverowi odechciało dalej strzelać. Cieszy mnie, że Sobiech zaczął wyglądać jak pełnoprawny uczestnik Bundesligi – to znaczy gdy wyskakuje do główki, to zwykle obrońca ląduje na ziemi bez amortyzacji, a gdy się zastawia, to rywal się kładzie. Jak by to powiedział Hardkorowy Koksu: Siła! Sobiech nie będzie gwiazdą na miarę Lewandowskiego, ale ma wszelkie szanse utrzymać się na średnim poziomie Bundesligi (czyli bardzo wysokim!) przez lata. Oby tak było. Poza tym, przyjemność patrzeć na to, jak Marcelo wyprowadza piłkę. Pełen spokój, świetna technika, widać, że Brazylijczyk. To jeden z nielicznych obcokrajowców, którzy po wyjeździe z Polski zrobili karierę. A o Wiśle i tak dalej pamięta. Znajomością najnowszego wyniku mi zaimponował.

Ale co tam Hannover, przede wszystkim zjawiskowy był Stuttgart! Leitner posyłał kluczowe podanie za asystą. Harnik strzelał i asystował. Ibisević do szczupaków fruwał idealnie poziomo (nogi na wysokości tułowia i głowy; wyglądał jak poziomica), ale Werner, Werner, co to jest za dzieciak! Rocznik 1996, więc za moich czasów na podwórku mógłby maksymalnie, ewentualnie biegać nam po piłkę. A tu szybkość, spokój i ta bezczelność. Mija rywali i ich upokarza. Jak mu któryś nie połamie nóg, to będzie kolejnym zawodnikiem ze Stuttgartu który zrobi wielką karierę. Dla mnie młodzi z Schalke (Draxler, Meyer) są fajni, ale Werner jest zjawiskowy.

Podpytałem przy okazji to tu to tam o Dominika Furmana, bo w mediach pojawiało się, że Stuttgart ma go zimą kupić. Otóż nikt tu o nim nie słyszał, a gdy podałem cenę ok. 3 milionów euro i dodałem, że nie jest specjalną gwiazdą ekstraklasy, to powiedzieli, żebym zapomniał. Gdyby był do wzięcia za darmo i przy tym czarował w lidze, to może by była szansa. Ale Stuttgart jest za biedny, by płacić za byle kogo 3 miliony euro. Bardzo ciepło wspominają za to Radosława Gilewicza, choć raczej za to jakim był człowiekiem, niż piłkarzem.

Czy ja napisałem Stuttgart jest za biedny? Cóż, wszystko na stadionie i wokół bije przepychem. Centrum Mercedesa wokół stadionu, wszędzie Mercedesy, gdy pada gol w innym meczu, w Stuttgarcie rozlega się trąbienie Mercedesa. Nie widziałem jeszcze wszystkich stadionów Bundesligi, ale na tych, które widziałem – włącznie z Allianz Areną – nie ma takiego komfortu pracy dla dziennikarzy. Telewizory z 15-sekundowym opóźnieniem pokazują na każdym stanowisku cały mecz. Nie ma już opcji, by – jak w Polsce – dogadywać się „to piszemy wszyscy, że to był Witold Cichy. Nikt się nie wyłamuje, ok?”.

Wyobrażam sobie, że tak jak Mercedes Arena będzie kiedyś wyglądał Stadion Śląski, o ile go ukończą. Przejeżdżam koło budowy i rozwiązania wyglądają podobnie. Z bliska wygląda to mało efektownie, ale z daleka ten podwieszany dach robi wrażenie.

4

Tak, w Bundeslidze trzeba oglądać każdy mecz. Kto patrzy tylko na Dortmund i Bayern, życia nie zna.

* * *

A wczoraj byłem w Norymberdze na meczu z Mainz i – tu drugi prawie cytat z Pilcha – „Nie wiedziałem, że Norymberga jest takim Podbeskidziem”. Tak, ten klub, mimo że nie żywię do niego sympatii, zapewnia mi tu w Niemczech odpowiednią dawkę uczuć, które znam od dziecka, a teraz mogę oglądać z zewnątrz i współczuć. Cholernie zimno, śnieg, że nic nie widać, 14 meczów bez zwycięstwa na „początku” sezonu, o jeden mecz od rekordu wszech czasów. A przecież nie miało być źle. Poprzedni rok był całkiem udany. Jak na warunki Bundesligi, stadion pusty, tylko 31 tysięcy. Po drodze, w pociągu, nie ma żadnych śpiewów, jak zwykle. Wszyscy idą jak na ścięcie.

1

Znam doskonale ten mechanizm. Tydzień temu byli w Leverkusen i patrzyli, jak Bayer ich łomocze trzema bramkami. Wychodzili ze stadionu i mówili sobie, że już nigdy się nie pojawią na stadionie i zapiszą się do kółka modelarskiego. Dzień później niechętnie obejrzeli powtórki i stwierdzili, że może nie nigdy, ale w tym sezonie to już na pewno. W poniedziałek poszli do pracy, pomyśleli o czymś innym, koło środy zaczęli myśleć, że w sumie można by ostatni raz, w czwartek zdecydowali, że pójdą, ale bez żadnej nadziei i emocji – chcą po prostu na chłodno obejrzeć mecz.

Siedzą więc tacy chłodni, oblepieni soplami i w 4. minucie Norymberga strzela gola. Najgorsze co może być. Zapominają o wszystkim, drą się, cieszą, wierzą, gęby im się śmieją. Dalej, na nich! Norymberga marnuje kolejną sytuację i następną, sędzia się myli na jej niekorzyść, obrońcy wybijają z bramki. W 60. minucie wiem już dokładnie, jak to będzie – zaraz dostaną gola. Jeśli ktoś taki ma się przełamać, musi wygrać 3, 4-0. Jeśli trzyma 1-0 do końca, to zawsze straci. Głowa. I w 75. minucie Mainz wyrównuje. 1-1. 15. mecz bez zwycięstwa. 31 tysięcy ludzi stwierdza, że już nigdy nie pójdzie na stadion…

Bayern z Goetzem kompletny, konkretny

Po wczorajszej wizycie w Monachium nie wiem pod czyim jestem większym wrażeniem: Thomasa Tuchela czy Mario Goetzego?

 Mecze Bayernu w Bundeslidze są zwykle niewdzięczne dla kibica, a wdzięczne dla dziennikarza. Kibic za wielu emocji nie uświadczy, pytanie brzmi raczej nie „czy?” a „kiedy?” Bayern rozjedzie swojego rywala. Dziennikarz lubi mecze Bayernu, bo relację można mieć gotową na 15 minut przed końcem, nikt mu jej raczej nie zrujnuje zmianą wyniku w ostatniej minucie. W meczach Bayernu gole w końcówce albo zmniejszają rozmiary porażki, albo czynią ją bardziej okazałą. Rzadko kiedy decydują o podziale punktów.

 A wczoraj? Świetny mecz. Może i FSV Mainz od pięciu meczów nie wygrało, może jest – jak mówi Thomas Tuchel – „Garbusem w wyścigu Formuły 1”, ale od tego ma bardzo mądrego trenera, by robić rzeczy niezwykłe. Tuchel buduje sobie w Mainz pomnik od lat. Drużyna z małym potencjałem co roku utrzymuje się bez najmniejszych problemów, promuje kolejnych zawodników (ostatnio Adam Szalai do Schalke), a trener to rzuci błyskotliwym cytatem, to będzie pozował dla niemieckiej prasy jako… John McEnroe. Barwna postać, ale przede wszystkim znakomity strateg.

 Przeczytałem przed meczem jedyny wywiad, jakiego udzielił Guardiola po przyjeździe do Monachium. Uderzyło mnie jedno zdanie, o którym akurat się nie mówiło. „Po co zawodnicy grają w piłkę? Żeby być w jej posiadaniu!”. I tu jest Pep pogrzebany. Zawsze mówiłem, że on tą swoją tiki-taką zabija futbol, bo zmienia priorytety – posiadanie piłki ważniejsze niż strzelanie goli. Znów wydałem mu swoją prywatną wojnę.

 Oczywiście przed przerwą, według ogólnie i nie wiadomo dlaczego przyjętych jako dogmat standardów, to Mainz grało antyfutbol. Dla mnie było świetne! Pięciu obrońców, tuż przed nimi dwóch defensywnych pomocników, to daje ośmiu graczy skupionych głównie na defensywie. Trzech zawodników teoretycznie ofensywnych – Mueller, Choupo-Moting i Parker – nigdy nie znajdowało się jednocześnie z przodu. Jeden ze skrzydłowych bronił, gdy drugi atakował. Mainz broniło się więc w dziewięć osób i robiło to tak, że mucha nie siada. Bilans do przerwy: 79 procent posiadania piłki Bayernu, sześć razy więcej wymienionych podań niż Mainz, wynik… 0-1.

 Byłem w szoku. Co innego grać defensywnie, a co innego nie popełniać żadnych błędów indywidualnych, gdy naprzeciw stoją tacy zawodnicy! Można by było mówić, że nie ma w tym wyniku niczego niezwykłego, gdyby bramkarz miał dzień konia, a Bayern miał straszliwe problemy ze skutecznością. Tyle, że Christian Wetklo, notabene rezerwowy Mainz, w ogóle nie miał się czym wykazać. Przed przerwą Bawarczycy nie oddali celnego strzału, mimo że cały czas byli najdalej na 30. metrze od bramki rywala. Myślałem, że przy takiej konsekwencji, Mainz może powalczyć o… 0-0. Nie wierzyłem bowiem, że w ten sposób można strzelić gola.

 A jednak można. Defensywa Bayernu wygląda znacznie słabiej niż atak, a już Jerome Boateng przeżywa ostatnio fatalny czas. Tragicznie zagrał we wtorek ze Szwecją, teraz skiksował, a Mainz wykorzystało jedyną godną uwagi sytuację. Byłem pod wrażeniem taktyki Tuchela i jej realizacji przez zawodników. Szykowały się emocje. Zwłaszcza, że Guardiola eksperymentował w obronie. To świetny trener, więc pewnie ma powody, ale mnie wydało się kompletnie niezrozumiałe ustawianie dość niskich, bocznych obrońców Alaby, a później Contento na stoperze, gdy na ławce siedzieli van Buyten czy Kirchhoff, a Boateng wyprawiał cuda.

 Później wszedł jednak Goetze i myślę, że nikt nigdy nie zrobił na mnie na żywo takiego wrażenia. Widziałem Xaviego, Messiego czy Ronaldo, ale na kolana rzucił mnie Goetze. Naprawdę, oszołomiła mnie skala jego umiejętności. Przecież Robben, Mueller, Kroos, Schweinsteiger to są świetni zawodnicy, a nie mogli nawet napocząć tego Mainz. Jak niesamowity musi być Goetze, który wszedł i w pięć minut zrobił dwa gole.

Tak, facet nie oddał ani jednego strzału w meczu, nie zaliczył ani jednego dośrodkowania, a jednak całkowicie odmienił sytuację na boisku. Ciach, prostopadłe podanie do Robbena 1-1, ciach, kluczowe podanie do Robbena, ten do Muellera, 2-1, ciach, wystawienie Mandżukiciowi 3-1. Futbol jest taki prosty, gdy na niego patrzysz. Już niektórzy zapominali, że Goetze w ogóle przeszedł do Bayernu, ale jestem pewny, że szybko sobie przypomną.

 Ribery-Goetze-Robben w najwyższej formie, to będzie trio, którego nie zatrzyma nikt na świecie. Gdyby nie stara prawda: „Defense wins championships”, myślałbym, że Bayern jest nie do ruszenia. Ale jednak obrona zupełnie nie przystaje do tego, co jest z przodu.

 Nawet jeśli na meczach Bayernu czasem są emocje, pomyślałem sobie wczoraj, że strasznie jest być jego kibicem. Gdy Mueller strzelał na 2-1 w 50. minucie, fan siedzący przede mną odwrócił się i pokazał mi na palcach „6-1”. Trochę się pomylił. Ale co to za straszna mentalność! Ja jestem przyzwyczajony, że gdy moja drużyna strzela na 2-1, nerwowo patrzę ile do końca i modlę się do wszystkich bóstw świata, żeby udało się utrzymać ten wynik. Kibice Bayernu radości z takiego zwycięstwa chyba nie znają. U nich każdy kolejny gol jest przyjmowany z uśmiechem. U nas z grymasem dzikiej radości i wrzaskiem słyszalnym w kosmosie. Może dlatego, że moja drużyna strzela u siebie w jednej rundzie tyle goli, co Bayern w jednym meczu.