Dajmy Podolińskiemu szansę

Samo podanie nazwiska Roberta Podolińskiego jako trenera Podbeskidzia Bielsko-Biała wywołało u wielu kibiców tego klubu złość pomieszaną z bezradnością. Widzę to na portalach społecznościowych, widzę w komentarzach na serwisach i forach, odczuwam w bezpośrednich rozmowach. Na pewno trener nie jest tu witany jak zbawca.

Proponowałbym na razie się powstrzymać z ostrymi sądami. Punktem wyjścia do rozważań o tym, kto powinien być trenerem Podbeskidzia jest dla mnie: nie Kubicki. Skoro te koszmarne cztery miesiące klub ma już za sobą, a w tym czasie nie spadł do I ligi – choć mógł – i nie jest nawet w strefie spadkowej, a mamy za sobą dopiero dziewięć kolejek, czyli sezon jest jeszcze do uratowania, to znaczy, że może być tylko lepiej.

Jeśli już ustalimy, że każda możliwa zmiana, byłaby zmianą na lepsze, można przejść do rozważań, kto trenerem Podbeskidzia powinien być. Mój wymarzony kandydat był bardzo blisko klubu w maju, a teraz pracuje w Koronie Kielce. Na rynku trenerskim nie było aktualnie wielkiego wyboru. Wszelkie jazgoty pt. „dlaczego Podoliński, skoro jest Rumak/Kocjan/Wdowczyk”, to tylko jazgoty. Każdy może bardzo łatwo znaleźć argumenty przeciw każdemu z nich.

Słyszę, że Podoliński w Cracovii się zbłaźnił. Jak? Od furory oczywiście był daleko, ale nie mówmy o błaźnieniu się. Drużyna grała topornie, brzydko, miała wyniki bardzo przeciętne, jednak, hej, czy te wyniki odbiegały od tych, jakie zwykle Cracovia notowała? Mówimy o klubie, który przez tyle lat notorycznie walczył o utrzymanie, w którym trenerzy jedynie psuli sobie CV. Zajmowanie z nim miejsca tuż nad kreską to nie błaźnienie się, za mocne słowa. Podoliński w Cracovii wytrwał zaskakująco długo. Naprawdę mało który trener w erze Janusza Filipiaka tyle tam wytrzymał. Praca Podolińskiego w Cracovii nie jest sukcesem, ba, jest porażką, ale do błaźnienia się daleko.

Oczywiście, wyniki i styl gry Jacka Zielińskiego każą inaczej spojrzeć na pracę Podolińskiego w Krakowie. Trzeba jednak oddać Podolińskiemu, co jego: to on wymyślił sobie Sretenovicia i Polczaka jako stoperów. To za jego czasów w Krakowie pojawili się Deleu, Miroslav Covilo, Mateusz Cetnarski czy Dariusz Zjawiński. To on sprawił, że w klubie został Deniss Rakels. On postawił odważnie na Bartosza Kapustkę i Mateusza Wdowiaka. Nie zostawił po sobie w Krakowie spalonej ziemi.

Przede wszystkim jednak: za mała próbka badawcza, żeby stwierdzić, jakim trenerem jest Podoliński. Na Cracovii wyłożyło się wielu i to, że Zieliński się nie wyłożył, nie czyni automatycznie z wszystkich jego poprzedników nieudaczników.

Poza tym, w polskich warunkach jest bardzo niewielu trenerów, którzy dają jakąkolwiek gwarancję. Michał Probierz świetnie radził sobie w Bytomiu, Białymstoku, początkowo w Łodzi. Słabo w Salonikach, Bełchatowie, Krakowie i w Gdańsku, a świetnie w Białymstoku. Jakim jest trenerem? Słabym czy dobrym? Jacek Zieliński radził sobie praktycznie wszędzie, ale w Ruchu Chorzów spektakularnie sobie nie poradził. Skoro jest dobrym trenerem, to dlaczego notował tam tak fatalne wyniki? Przecież wkrótce potem przyszedł Jan Kocjan i zrobił z tą samą drużyną puchary. Wtedy Zieliński wyglądał przy Kocjanie tak, jak dziś Podoliński wygląda przy Zielińskim. Waldemar Fornalik prowadził karierę trenerską będącą pasmem sukcesów, ale w kadrze nie dał rady. Adam Nawałka, do momentu przyjścia do Katowic, miał opinię trenera, któremu praktycznie nic się nie udaje. I tak dalej. Przykładów jest mnóstwo.

Dolcan Ząbki nie działa na wyobraźnie, ale Podoliński wykonywał tam przez lata świetną pracę, ocierając się z małym klubikiem o awans do ekstraklasy. Wszyscy zgodnie podkreślali, że drużyna świetnie wyglądała taktycznie. W Cracovii sobie nie poradził. Jaki będzie w Podbeskidziu? Taki jak w Dolcanie, czy taki jak w Cracovii? Nie wiem. Jeśli wy wiecie, podziwiam.

Jest tajemnicą poliszynela, że Podoliński przegrał w Krakowie z szatnią. I co z tego? To oznacza, że przegra z wszystkimi szatniami w Polsce? Z szatnią Dolcanu dogadywał się dobrze, z szatnią Cracovii gorzej, bo to inna szatnia. Na tym polega trudność tej roboty, że coś, co z jednymi ludźmi działa, z inną grupą ludzi może nie zadziałać. Albo nie w danym momencie. Tysiąc czynników.

Podoliński pewnie wprowadzi w Podbeskidziu prosty, trochę toporny styl gry oparty na walce. W Cracovii się to nie udało, ale przychodził do drużyny, która dobrze pamiętała czasy Wojciecha Stawowego, czyli miał ją nauczyć czegoś zupełnie nowego, zmienić styl o 180 stopni. W Bielsku-Białej tak nie będzie. W Bielsku-Białej od lat sprawdzało się proste i toporne granie oparte na walce. Ma to większe szanse powodzenia niż w Krakowie.

Przede wszystkim jednak: nie wiem. Wy też nie wiecie. Podoliński ma takie same szanse bycia świetnym, jak bycia beznadziejnym trenerem Podbeskidzia. U mnie zaczyna z czystą kartą. Obserwujemy. To, że trenerowi możemy na początku pobytu zadawać pytania o to, jak chce grać, a nie o to, czy nie ucieknie do Rosji, jest kolosalnym krokiem do przodu.

Podbeskidzie zagrało na Legii beznadziejnie, a nie całkiem fajnie

U piłkarzy, trenerów i niektórych kibiców Podbeskidzia zauważam w ostatnich dniach dziwne zjawisko. Zamiast przyjąć na klatę kompromitację, do jakiej doszło w Warszawie, próbują przekonywać, że bielszczanie zagrali na Legii dobry mecz i przegrali pechowo. Dowodem na to być duża liczba stworzonych sytuacji. Dariusz Kubicki na konferencji prasowej też podkreślał, że nie pamięta, kiedy jego drużyna stworzyła na Łazienkowskiej tyle sytuacji.

Krótka piłka: ja nie pamiętam, kiedy Podbeskidzie straciło na Łazienkowskiej tyle goli.

Trener Kubicki lubi przedstawiać się jako zwolennika ofensywnego futbolu. Podkreśla, że Legii się nie boi, a jakby się bał, to powinien zmienić zawód. Ofensywny futbol jest fajny, jeśli się ma zabezpieczone tyły. Ofensywny futbol z niezabezpieczonymi tyłami to podwórkowy futbol. Przegrać na Legii oczywiście można, można przegrać nawet 0:5, chociaż jeśli jednocześnie deklaruje się „minimum awans do czołowej ósemki”, to jednak wypadałoby nawiązać walkę. Trener Kubicki pytany przed sezonem o awans do czołowej ósemki, kontrował: „a dlaczego nie do czołowej piątki?”. Może dlatego, że za łatwo przyjmujecie piątki.

W piłce nożnej chodzi o znalezienie odpowiedniego balansu między atakiem a obroną. Podbeskidzie w niedzielę go nie miało. To była drużyna, bez trenera, której jedynym celem było strzelenie na Łazienkowskiej gola, niezależnie od tego, ile przy tym straci. Gdy Podbeskidzie na Legii grało z trenerem, też przegrywało, bo Legia jest mocniejsza, ale jednak potrafiło do 81. minuty prowadzić (drugi sezon, za Kasperczyka), a gdy Legia zlekceważyła, potrafiło nawet wygrać.

Dawid nie wygrał z Goliatem w walce wręcz, wychodząc na niego odważnie, z wypiętą piersią. Wygrał, bo miał sposób, żeby ukryć swoje wady i wyeksponować swoje zalety. Toczył walkę partyzancką, a nie otwartą, bo wiedział, że w otwartej nie miałby szans. Podbeskidzie wyszło na ten mecz bez żadnego planu, więc chwaląc się dużą liczbą stworzonych sytuacji Dariusz Kubicki zmarnował znakomitą okazję, by trochę pomilczeć. Trudno, stało się, nie ma co od razu robić z trenera i zawodników bandy nieudaczników, ale też nie ma co się chwalić klęską i nieprzygotowaniem.

A wszystkim, którzy Podbeskidzie za grę w Warszawie chwalą, polecam przemowę Jose Mourinho kończącą poprzedni sezon ligi angielskiej. Trener Chelsea przedstawia tam różne drużyny. Mówi m.in. o zespole, który grał świetnie, fantastycznie i efektownie, ale tylko na jedną bramkę, na co FIFA się nie zgodziła, bo w futbol gra się na dwie bramki.

Czy Podbeskidzie się wzmocniło

podbes

Dziś prezentacja drużyny Podbeskidzia Bielsko-Biała. Z całą pewnością usłyszymy, że drużyna została wzmocniona i jej celem będzie awans do grupy mistrzowskiej. Celem działaczy Podbeskidzia na letnie okienko transferowe była taka zmiana drużyny, by była mocniejsza i młodsza, a plany awansu do czołowej ósemki brzmiały realnie. Wielu kibiców, z którymi rozmawiam, twierdzi, że to się udało, a trwające okienko w wykonaniu bielszczan było najciekawszym od lat. Jeśli chodzi o egzotykę i zakres poszukiwań, pewnie mają rację. Jeśli chodzi o realne wzmocnienia – wątpię. Ja, w przeddzień sezonu, mam o Podbeskidzie bardzo poważne obawy. Nie wydaje mi się, by drużyna była silniejsza niż w zeszłym sezonie, a dopuszczam możliwość, że może być słabsza. Pomijam, że rewolucje są zawsze olbrzymim ryzykiem, zwłaszcza jeśli są przeprowadzane w ciągu najkrótszego okresu przygotowawczego w historii.

Jako że piłka nożna to gra opinii, przygotowałem papierowe porównanie Podbeskidzia 2014/2015 i 2015/2016. Można się nie zgadzać, pod warunkiem, że podzielicie się dlaczego. Za rok tu wrócimy i pośmiejemy się ze swoich prognoz i analiz.

BRAMKARZE

Michal Pesković, Richard Zajac vs Wojciech Kaczmarek, Emilijus Zubas

Chyba wszyscy się zgadzają, że na tej pozycji Podbeskidzie najbardziej potrzebowało zmian. Nieprzedłużenie kontraktów z Zajacem i Peskoviciem było sensowną decyzją klubu, bo choć obaj byli dobrymi bramkarzami, to na pewno nie w zeszłym sezonie. W ich miejsce Podbeskidzie ściągnęło jednak dwóch kolejnych bramkarzy-zagadki. Kaczmarek w Cracovii i w Zawiszy Bydgoszcz dał się poznać jako zawodnik solidny. Żadna czołówka ligi, meczów nie wybroni, ale raczej nie lądował w kompilacjach z najbardziej spektakularnymi wpadkami. Tyle, że mówimy o czasie przeszłym. Od roku Kaczmarek nie rozegrał meczu i jego forma jest jedną, wielką zagadką. Jeśli Richard Zajac potrafił się zmienić o 180 stopni w ciągu miesiąca pomiędzy jednym sezonem a drugim, nie mając żadnej kontuzji, to tym bardziej może się zmienić bramkarz, który miał ciężką kontuzję i nie grał rok. Kaczmarek to niewiadoma. Zubas także. Wejście do ligi dwa lata temu miał fantastyczne, zwłaszcza, że miał niesamowicie dużo szczęścia. W Viborgu przegrał rywalizację z… Peskoviciem (tak, to prawda), w Bełchatowie z Malarzem i długo z Trelą. W zeszłym sezonie absolutnie nie bronił rewelacyjnie. Nie mam przekonania, że nowa dwójka będzie lepsza niż stara, dlatego na pozycji bramkarza dla mnie remis. 0:0

Prawa obrona

Tomasz Górkiewicz vs Bartosz Jaroch

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dalej brakuje tu ludzi. W zeszłym sezonie jedynym nominalnym prawym obrońcą był Tomasz Górkiewicz. Dla Marka Sokołowskiego z wiekiem ta pozycja robi się coraz mniej wygodna, bo wymaga więcej biegania – boczny obrońca biega do przodu tak, jak skrzydłowy, ale musi od niego zdecydowanie szybciej wracać. Grał tu też przestawiany z lewej obrony Adam Pazio i Kristian Kolczak, jednak brakowało drugiego wykwalifikowanego prawego obrońcy. Dalej brakuje, bo doszedł Mateusz Możdżeń, który przed tą pozycją się broni i ma grać w środku pomocy. Bartosz Jaroch jest niewiadomą, bo do drużyny dołączył kilka dni przed ligą, nie przepracował okresu przygotowawczego i jest debiutantem. Daje jednak spore nadzieje, bowiem był jednym z najlepszych bocznych obrońców I ligi, mimo ledwie 20 lat, rozegrał już 100 meczów w seniorach, nie sprawiały mu różnicy przeskoki z III do II, z II do I ligi, więc z I ligi do ekstraklasy też powinien dać radę. Poza tym, Górkiewicz był najsłabszym ogniwem zeszłorocznego Podbeskidzia – obok bramkarzy – więc Jaroch nie będzie musiał zrobić wiele, żeby być lepszym. Podbeskidzie stare – Podbeskidzie nowe 0:1

Środek obrony

Bartłomiej Konieczny, Pavol Stano, Kristian Kolcak, Gracjan Horoszkiewicz vs Krystian Nowak, Kristian Kolcak, Gracjan Horoszkiewicz

Podbeskidzie miało na tej pozycji problemy przez większość zeszłego roku, ale gdy zaczął ze sobą regularnie grać duet Stano – Konieczny, wyglądało na środku obrony całkiem solidnie. Koniecznego jesienią jednak nie będzie, co uważam za potężną stratę. Ostatnia runda, w której Koniecznego nie było, skończyła się dla Podbeskidzia z sześciopunktowym dorobkiem. Konieczny jest typem lidera obrony, u którego boku dobrze wyglądał np. Kristian Kolcak. Słowak typem lidera obrony nie jest, potrzebuje mieć u boku kogoś, kto dyryguje całą formacją. Wobec kontuzji Koniecznego, żałuję odejścia Stano, który piłkarsko zasłużył na nowy kontrakt, jednak przeszkodą był wiek. Podbeskidzie ma na ten moment trzech stoperów. Przyzwoitego Kolcaka, ale bez rewelacji, Krystiana Nowaka, który jest zagadką oraz Gracjana Horoszkiewicza, który z każdym miesiącem coraz bardziej oddala się od wielkiej piłki, którą kiedyś mu wróżono. Nie zdziwię się, jeśli sezon obok Kolcaka rozpocznie przesunięty z pomocy Adam Deja. To już jednak od razu rozwiązanie awaryjne. Sytuację poprawiłoby podpisanie kontraktu z Celestinem Lazarusem, tu jednak formalności przeciągają sprawę w nieskończoność i Podbeskidzie zacznie sezon bez Nigeryjczyka. Choć Podbeskidzie na środku obrony w zeszłym sezonie wyglądało mizernie, teraz wygląda jeszcze gorzej. Podbeskidzie stare – Podbeskidzie nowe 1:1.

Lewa obrona

Piotr Tomasik, Adam Pazio, Frank Adu, Robert Mazań vs Adam Mójta, Adam Pazio, Frank Adu, Robert Mazań

Trzy nazwiska pozostały bez zmian. Atuty i wady Adu wszyscy doskonale znamy. Ja wolałbym go widzieć w pomocy, gdzie mógłby bardziej eksponować ofensywne atuty, zakrywając przy tym defensywne wady. Pazio to niestety póki co chodząca przeciętność, ciężko mu wróżyć podstawowy skład. Robert Mazań wejście do drużyny miał bardzo trudne, Leszek Ojrzyński niestety mocno chłopaka spalił i wydawało się, że teraz, po półrocznej aklimatyzacji, pokaże talent. W sparingach jednak pokazywał, że Ojrzyński miał powody, by go nie wystawiać. Wiele jego błędów w lidze kończyłoby się bramkami dla rywali. Wygląda na to, że podstawowym lewym obrońcą będzie Mójta i dość ciężko się z tego powodu cieszyć. Nie bez powodu, mimo że pojawił się w ekstraklasie po raz pierwszy w 2007 roku, ma w niej na koncie tylko 38 występów. Podstawowym zawodnikiem był tylko w jednej drużynie. Zeszłorocznym GKS-ie Bełchatów, który z trudem spadł z ligi. Zmiana na minus w porównaniu do będącego w życiowej formie Piotra Tomasika. Podbeskidzie stare – Podbeskidzie nowe 2:1

Środek pomocy

Adam Deja, Maciej Iwański, Anton Sloboda, Artur Lenartowski, Dariusz Kołodziej, Maciej Felsch, Wojciech Trochim vs Adam Deja, Anton Sloboda, Dariusz Kołodziej, Maciej Felsch, Kohei Kato, Mateusz Możdżeń, Lukas Janić

Bez rozróżniania na „szóstki”, „ósemki” i „dziesiątki”, bo w Podbeskidziu typowej dziesiątki rok temu nie było, a w tym roku jest nią tylko Janić, który i tak raczej nie będzie grał w podstawowym składzie. To miejsce na boisku, w którym Podbeskidzie wygląda zdecydowanie najlepiej, ma nawet kłopoty bogactwa. Możdżeń powinien wnieść do gry dużo jakości, zdrowy Sloboda to bodaj najlepszy zawodnik Podbeskidzia, Deja robi piorunujące postępy, a sparingi sugerują, że po odejściu Iwańskiego jeszcze częściej będzie brał na siebie odpowiedzialność, co dobrze mu zrobi. Świetne recenzje zbiera Kohei Kato, który ma waleczność, szybkość i niezły strzał, a że wszędzie go pełno, jak niegdyś Dariusza Łatki, myślę, że ma potencjał na nowego idol kibiców. Pozytywne wrażenie robił też na mnie Janić, który potrafi i strzelić i dać dobrą prostopadłą piłkę. Będzie z kogo wybierać. Odejście Iwańskiego udało się zniwelować, myślę, że nawet z drobną nawiązką. Podbeskidzie stare – Podbeskidzie nowe 2:2

Skrzydłowi

Damian Chmiel, Piotr Malinowski, Sylwester Patejuk, Bartosz Śpiączka, Marek Sokołowski vs Damian Chmiel, Jakub Kowalski, Marek Sokołowski, Mateusz Janeczko

Bez podziału na prawych i lewych, bo i tak wszystko tu jest płynne. Szału, delikatnie mówiąc, jak nie było, tak nie ma. Pozycja Chmiela jest niezagrożona. Marka Sokołowskiego niestety też. Mówię niestety, bo Sokół, mimo wieku, wciąż w zeszłym sezonie był jednym z kluczowych piłkarzy Podbeskidzia. Chodzi jednak o to, by powoli go odciążać. Wykorzystywać jego doświadczenie i niewątpliwe atuty, ale nie oczekiwać, że uciągnie 37 meczów od pierwszej do ostatniej minuty, bez straty jakości. Niestety, jestem przekonany, że nadal, gdy kapitana nie będzie na boisku, to cała drużyna będzie wyglądać słabiej. Kowalski to zastąpienie niemal jeden do jeden Malinowskiego, a więc zawodnik, który raczej nie powinien zagrozić pozycji podstawowych skrzydłowych. Mateusz Janeczko wydaje się słabszy od Bartosza Śpiączki, którego odejście może być dużą stratą. Podbeskidzie stare – Podbeskidzie nowe 3:2

Napastnicy

Robert Demjan, Maciej Korzym, Krzysztof Chrapek, Idrissa Cisse vs Robert Demjan, Maciej Korzym, Mateusz Szczepaniak, Kamil Jonkisz

Chrapek i Cisse byli w zeszłym sezonie postaciami epizodycznymi, więc ich braku Podbeskidzie raczej nie odczuje. Kluczowymi postaciami w ataku nadal będą Demjan i Korzym. W szczytowej formie – atak śmierci. W obecnej – powód do obaw. Korzym nadal przypomina zawodnika, którego wciskano do reprezentacji Polski, tylko fryzurą. Demjan jest nadal niezwykle pożyteczny dla drużyny i miejsce w składzie powinien mieć, ale obawiam się, że 10 goli w sezonie może już nie strzelić. Kamil Jonkisz ciekawie wyglądał w sparingach, ale obawiam się, że może nie dostawać wielu szans. Cała nadzieja w tym, że Mateusz Szczepaniak nagle, wbrew logice, okaże się zbawcą, bo inaczej Podbeskidzie w ataku będzie wyglądać równie mizernie jak rok temu. Remis. Bezbramkowy. Podbeskidzie stare – Podbeskidzie nowe 3:2

Trener

Leszek Ojrzyński vs Dariusz Kubicki

Moje zdanie na temat obu znacie, nie ma co się powtarzać. Jednak mimo wszelkich wad, Ojrzyński był atutem tego klubu. Obawiam się, że Kubicki nim nie jest. Po prostu nie widzę wielkich sukcesów Podbeskidzia – czy kogokolwiek – pod wodzą tego trenera. O ile taka Korona czy Ruch wyglądają od Podbeskidzia słabiej kadrowo, ich trenerzy będą ciągnąć te zespoły w górę. W przypadku Podbeskidzia, żeby to powiedzieć delikatnie, raczej nie. Podbeskidzie stare – Podbeskidzie nowe 4:2

Mnie wyszło, że Podbeskidzie na papierze jest w tym roku minimalnie słabsze niż w zeszłym sezonie. Nie drastycznie, ale jednak. W zeszłym sezonie zajęło trzynaste miejsce, utrzymując się w przedostatniej kolejce. Trudno mi wierzyć w deklaracje, które dziś usłyszę. Ale wiecie, w piłce, zwłaszcza polskiej, często im gorzej tym lepiej. I tego się trzymajmy. Jak wypada wasze porównanie?

Podbeskidzie konsekwentnie pracuje na spadek z ligi

W ostatnich miesiącach piszę tutaj głównie o Bundeslidze, ale ciągle śledzę to, co dzieje się w bliskim mi Podbeskidziu Bielsko-Biała. A dzieje się bardzo niedobrze. Podbeskidzie konsekwentnie pracuje na spadek z ligi. Moja opinia na temat sytuacji w klubie TUTAJ.

Kapitan okazał się szczurem

Kubicki jest inny. Tak go najłatwiej scharakteryzować. Inny. Nie będzie miał przyjaciół wśród piłkarzy, to na 100 procent. Nie chciałbym współpracować z takimi ludźmi. Do zawodnika trzeba mieć odpowiednie podejście. Kuba umie pożartować, lubi to, ale za poważnie podchodzi do zawodu trenera. Gdyby zadał sobie pytanie, czy przez ostatnie dwa lata jakikolwiek piłkarz zgłosił się do niego z jakimś problemem, łatwo znalazłby pewnie odpowiedź – ani jeden. To nie przypadek.

Wiem dobrze, że wielu piłkarzy na myśl, że kiedyś Kubicki zastąpi Okukę, ogarniało przerażenie. Zastanawiali się, gdzie zwiewać. Nie chcę, żeby wyszło na to, iż Kubicki się nie nadaje. Nadaje się. Ma pojęcie o trenerce, nawet narzucał swój styl pracy Dragomirowi Okuce. Przez całe życie najlepsze rozgrzewki miałem właśnie u Kuby – piłka zamiast śmiesznych przebieganek. Tylko żeby on nie był tak z piłkarzami „na nie”. Żeby stał się normalny.

Ma ambicję, ma samozaparcie, ma też zmysł trenerski. Tylko o relacjach międzyludzkich nie ma pojęcia.

To słowa Wojciecha Kowalczyka z jego autobiografii „Kowal”. Kowal poznał Kubickiego dobrze, wszak najpierw grał z nim w jednej drużynie, a później doświadczył relacji trener-piłkarz. I w momencie zatrudniania Kubickiego sobie o nich przypomniałem.

Miałem je w głowie za każdym razem, gdy z szatni dochodziły sygnały o tym, że to „taki cwaniaczek, który tylko mówi z kim to nie grał i gdzie”. Gdy mówili, że opowiada „tylko o tym, że grał przeciwko Beckhamowi i Giggsowi”.

Od rozpoczęcia rundy wiosennej można było jednak zwracać uwagę bardziej na słowa Kowalczyka o Kubickim jako dobrym trenerze. Dziś na pierwszy plan wysunął się Kubicki-człowiek.

Wiem, że pracować w Podbeskidziu to nie jest szczyt marzeń dla nikogo i wpisywać sobie w życiorys spadku z ekstraklasy też nikt raczej nie lubi. Ale skoro się Kubicki tego podjął, skoro w styczniu mu położenie klubu nie przeszkadzało, to teraz też nie powinno to mieć żadnego znaczenia. Trudno. Podjąłeś się, to później choćby Real Madryt prosił, o ile masz za grosz przyzwoitości, nie możesz zawieść człowieka, który dał ci szansę.

Nie chcę tu prawić moralizatorskich kazań, ale wyobrażam sobie jak źle musi się czuć teraz Wojciech Borecki. Prezes odgrzebał gdzieś ze śmietnika historii trenera, który nie pracował w ekstraklasie pięć lat, którego sukcesy szkoleniowe były wątpliwe i mocno przebrzmiałe. Świeższe były za to jego problemy z prawem. I Borecki podał temu człowiekowi rękę, choć otoczenie raczej zachwycone nie było. Co więcej, od pierwszego meczu sytuacja diametralnie się zmieniła. Kubicki już zaczął zyskiwać miano cudotwórcy, już go doceniano, już pismaki, Trele-morele odszczekiwały. I w tym momencie, kiedy przysypany w kopalni górnik zaczął odzyskiwać przytomność i kopać rękami tunel, nastąpiło drugie tąpnięcie. Dobijające.

Wszystkie klęski spadają na Podbeskidzie w tym sezonie. Jeśli ci zawodnicy jakimś cudem by się z tego wydźwignęli, będą największymi bohaterami. I – jak mawia Jacek Trzeciak – będą „megakozaczkami”. Bo w tym momencie, to jak kopią piłkę ma mniejsze znaczenie. Ważniejsze, żeby potrafili się podnieść. Dostali cios w plecy. Trener opowiadał, jak to wierzy, jacy oni mocni, jaki mają potencjał, by czmychnąć po czterech meczach. CZTERECH!

 Nie jestem kaznodzieją, nie będę moralizował. Ale jestem dziwnie spokojny, że Kubicki planowanej kariery nie zrobi. Wygląda na to, że jest za małym człowiekiem. Takim, który, gdy ostatni zgasić światło, kiedy okręt utonie, wskoczył w ponton i wygodnie dopłynął do plaży, z której macha zawiedzionym chłopakom, którzy zostali.

Będzie bal czy jednak żal?

Tydzień temu furorę w internecie robił bielski kibic, który w czasie meczu z Legią wrzasnął „grajcie na Wawrzyniaka, on jest słaby!”. Wawrzyniak się zemścił, wyszedł mu świetny strzał, warszawianie wywieźli z Bielska-Białej komplet punktów. Wczoraj redakcyjny kolega napisał mi w czasie starcia ze Śląskiem „grajcie na Gikiewicza, on jest słaby”. Temu to już w ostatniej minucie wyszedł strzał życia. Trzeba mieć strasznego pecha, żeby trafić akurat na to jedno z tysiąca kopnięć, które nie zrobi krzywdy ani Gikiewiczowi, ani chłopcom do podawania piłek, ani pani z sektora G, nie wpadnie spokojnie w koszyczek bramkarza, tylko akurat poleci w samo okienko.

Rozumiem wściekłość piłkarzy Podbeskidzia i współczuję im. Jesienią nie współczułem. Jak dobrze życzę naszym drużynom, tak w pierwszej rundzie od pewnego momentu bielszczanie zaczęli mnie irytować. Oczywiście, łudziłem się, że może teraz się uda, że może teraz jest ten dzień, ale ta drużyna była tak beznadziejnie słaba, tak żałośnie tragiczna, że budziła może politowanie, ale na nic nie zasługiwała. Jeśli na koniec zabraknie jej dwóch czy trzech punktów, nie będę narzekał na to, że można było zdobyć jesienią więcej. Nie, nie można było. To, że tamten zespół zdobył sześć punktów, świadczy o słabości naszej ekstraklasy.

Teraz trzeba trochę odszczekać. Dariusz Kubicki jest bardzo nieciekawym rozmówcą, z tego, co słychać, raczej nie chciałbym przesiadywać z nim na piwie, bo to na pewno człowiek z nie mojej bajki, nie podobało mi się jego zatrudnienie, mimo ciągnącej się za nim sprawy korupcji w COS (czym się to różni od sprawy Jarosława M., z którym się rozstano?). Transfery delikatnie mówiąc, pośladków nie urywały, a wynikami sparingów jakoś się nie grzałem. Ale jednak po tych kilku meczach trzeba to przyznać:

Jakkolwiek by się ta walka o utrzymanie nie skończyła, Kubicki w dwa miesiące całkowicie odmienił drużynę.

Mimo beznadziejnej jesieni, zimą wymieniłbym siedmiu zawodników, którzy z całą pewnością mają pojęcie o grze w piłkę: Demjan, Cohen, Ziajka, Król, Sokołowski. Nawet jeśli to pojęcie było mgliste, nawet jeśli forma nie najwyższa, widziałem ich w drużynie. Trzech z nich odeszło. Przecież to powinien być gwóźdź do trumny. Bo też kto tu trafił? Rezerwowy Górnika i wcześniej Zagłębia? Jakiś słowacki nołnejm? Obrońca nie wybijający się ponad Polonię Bytom? Nastolatek z II ligi? Rezerwowy Jagiellonii? Gość, który rok nie grał w piłkę?

Zrobił z nich Kubicki drużynę, która w normalnych warunkach byłaby gdzieś w okolicach Piasta Gliwice i Lechii Gdańsk. Szóste-siódme miejsce. Czasem wygra, czasem przegra, czasem zremisuje. Mniej więcej po równo. Nie trzeba było znowu tak wiele. Wystarczy, że mają siłę biegać, chce im się walczyć, całkiem nieźle bronią, dobrze wykonują rzuty rożne i rzuty wolne oraz w dalszym ciągu mają Roberta Demjana.

To nie tylko największa gwiazda Podbeskidzia. Dziś Słowak z miejsca zyskałby miejsce w składzie Wisły Kraków, Śląska Wrocław, GKS-u Bełchatów, Górnika Zabrze, Jagiellonii, Korony, Lechii, Pogoni, Polonii, Widzewa, a raczej też Ruchu. Innymi słowy, tylko Legia, Lech i Piast Gliwice nie muszą się łakomie oglądać na Demjana. Jak nie strzela, to asystuje. Jak nie asystuje, to się rewelacyjnie zastawia. Działacze powinni już robić wszystko, żeby podpisać z nim kontrakt. Natychmiast. Nie po to, żeby grał w I lidze, bo na to polskiej ekstraklasy nie stać. Po to, żeby wreszcie coś za kogoś zarobić. Bo póki co albo zawodnikom się kończą kontrakty i odchodzą za darmo (Patejuk) albo są z nimi rozwiązywane umowy „ze względu na zasługi, jakie wniósł dla naszego klubu” (Ziajka).

Mimo wszystko, mecz ze Śląskiem pokazał jedno: to może być za mało. Takie mecze decydują o mistrzostwie, takie przesądzają o spadku. Nie chcę być złym prorokiem, bielszczanie tak grając, mają szansę odrobić straty. Obawiam się jednak, że na koniec czegoś zabraknie. Oby nie tych dwóch punktów z Wrocławia.

I to byłoby najgorsze. Gdyby Podbeskidzie zwaliło się z ligi z hukiem, mając sześć punktów na koncie, nikomu by nie było żal. Jeśli spadnie po bardzo dobrej wiośnie, kosztem np. Pogoni Szczecin, która wygra dwa mecze, będzie można się pociąć.

Podbeskidzie zmarnowało zimę

Politykę transferową duetu Borecki-Kubicki początkowo obserwowałem z niepokojem, potem już z obawą, teraz czuję już niesmak. A to wszystko w ciągu miesiąca. Marcina Sasala pożegnano, bo nie chciał stawiać na młodzież, zatrudniono – bądźmy delikatni – trenera chyba nie lepszego od poprzednika i… jeden szrot zastąpiono innym. Wcale nie młodym.

Niepokój odczuwałem, gdy myślałem, że Borecki ma zamiar naprawdę grać samą młodzieżą. Serio jest taki odważny? W sumie ma rację, ale… Cohena nie ma. Króla nie ma. Ziajki nie ma. I zamiast nich będą grać 20-latkowie? Tego jeszcze nie było. Ciekawe, choć ryzykowne.

Obawę zacząłem odczuwać, gdy zaczęły się pojawiać pierwsze nazwiska trochę starszych zawodników. Gusić? Cetković? Telichowski? O co tu chodzi, skoro nie o umiejętności?

Ale najbardziej symboliczne tej zimy jest postępowanie Podbeskidzia względem Damiana Byrtka. Chłopak, o którym od dawna wiadomo, że ma talent, spokojnie wprowadzany do drużyny przez Marcina Brosza, a potem odważniej przez Roberta Kasperczyka i odważnie przez Marcina Sasala, w minionej rundzie był podstawowym obrońcą. Oczywiście, padło z jego błędów trochę bramek, ale nie więcej niż np. z błędów Marka Sokołowskiego. Chłopak ma tego pecha, że jeśli już się myli, to zazwyczaj pada z tego bramka. Ale to minie. Za pięć, dziesięć, może 15 meczów w ekstraklasie, Podbeskidzie miałoby porządnego stopera, którego dodatkowo samo wychowało. No, to go wywalą na wypożyczenie.

Nie mogę pojąć, jak można doprowadzić do sytuacji, w której w kadrze nie ma Byrtka, a jest Dariusz Pietrasiak. Nie ma Byrtka, a jest Luka Gusić. Były bujdy o odmładzaniu, a tak naprawdę jedynego godnego uwagi młodego gracza Podbeskidzia, zsyła się gdzieś do Nowego Sącza, zastępując Chorwatem, o którym cała Polska wie, że jest bardzo słaby, tylko z jakichś powodów nie wiedzą tego panowie, którzy decydują o tym, kto będzie grał.

Podbeskidzie do wyjazdu na obóz miało zamknąć kadrę, więc przyjmuję, że nikt nowy już nie przyjdzie. Ściągnięto zawodników z dwóch kategorii:

- Lepsza: niewiadome, czyli Adam Deja i Anton Sloboda.

- Gorsza: zawodnicy, o których wiadomo, że są przeciętni (Górkiewicz, Cetković, Telichowski) i słabi (Baran, Gusić)

Stracono (kolejność nieprzypadkowa, wg stopnia ważności): Nathera, Króla, Adamka, Ziajkę, Cohena, Jelenia.

Bilans jest taki, że jedynymi wzmocnieniami Podbeskidzia na wiosnę (o ile niewiadome nie okażą się znakomite) będzie nieobecność w składzie Bąka i Sachy.

Oczywiście, przyjdzie prezentacja i prezydent, prezes oraz trener będą podkreślać, jak to drużyna została wzmocniona i będzie walczyć o utrzymanie. Pewnie. Na moje oko, zatrudniono zawodników i trenera, którzy ani nie dają jakiejkolwiek nadziei na wyrównanie oszałamiającego dorobku punktowego z jesieni, ani nie są w stanie pomóc w wygraniu I ligi.

 

Kubicki to żart

Dostałem ze źródła, które dotychczas nie zawodziło, informację o tym, że Dariusz Kubicki będzie nowym trenerem Podbeskidzia Bielsko-Biała.

 Nie zawodziło, ale teraz to musi być żart. Musi.

 Nie wierzę, że ktoś tak bardzo upadł na głowę. Pisałem oczywiście dzisiaj, że należałoby się zastanowić czy nie rozstać się z Sasalem, ale na Boga, nie dla Kubickiego!

 To wygląda tak, jakby jedynym kryterium była pierwsza litera nazwiska. „K”. Kasperczyk też był na „K” i zrobił awans do ekstraklasy!

 Rozumiem, że czasu jest mało, bo przygotowania się właśnie zaczęły i ktoś musi jak najszybciej zacząć prowadzić treningi. Ale z drugiej strony – to ma być trener, który poprowadzi też zespół w ekstraklasie. To w ogóle musi być trener. Już lepiej byłoby dać zespół Andrzejowi Wyrobie, przynajmniej tańszy.

 Tak jak pisałem. Na miejscu działaczy Podbeskidzia spróbowałbym wyjąć z Rozwoju Katowice Mirosława Smyłę. Młody. Stawia na młodych i umie sobie z nimi radzić, jednocześnie odnosząc sukcesy. O graczach z Rozwoju Katowice trąbią ostatnio wszędzie. A on nie dość, że umie ich promować, to jeszcze osiągać z nimi wyniki (awans do II ligi i dobra postawa w niej). Dobrze radził sobie też w GKS-ie Tychy. Wcześniej był asystentem Dariusza Fornalaka w Polonii Bytom, więc miał też styczność z ekstraklasą. Jest blisko, ma rozeznanie w regionie. I od dzisiaj może też prowadzić wszystkie drużyny w Polsce. Do końca kontraktu z Rozwojem ma pół roku, więc może dałoby się go wyjąć. Jak dla mnie kandydat idealny.

 Ale pal już licho Smyłę. Można było wziąć Kasperczyka, nawet Jacka Zielińskiego (tego od Smudy) pogodzić się z Sasalem, pomyśleć o jakimś Ryszardzie Kłusku czy nie wiem, Marku Mandli. Ostatecznie zostawić klub Wyrobie. Byle nie Kubicki.

 To raczej elegancki były piłkarz niż trener. Nigdzie póki co nie udało mu się zbudować od podstaw drużyny, a to chyba powinno być kryterium przejęcia Podbeskidzia w obecnej sytuacji. Ma stawiać na młodych, a za jego kadencji Górnik Łęczna był w ekstraklasie domem spokojnej starości. No, ale zapomniałem. Jest na „K”. Tak jak Kasperczyk.