Drużyna, z którą Copa America byłaby ciekawsza

Copa America, jaka była, każdy mógł przeczytać, bo nie każdemu z was chciało się wstawać, by te gnioty oglądać. Tak całkiem źle jednak nie było, a  najlepszym tego dowodem jest fakt, że da się sklecić jedenastkę turnieju, co niniejszym, autorytarnie, despotycznie, subiektywnie i jednoosobowo, czynię!

W bramce Justo Villar – wybrany najlepszym bramkarzem turnieju także oficjalnie, przez fachowców większych niż ja. Gdyby nie on, Paragwaj nie miałby szans na wygranie nawet meczu. A, przecież on nie wygrał meczu! No to nie mógłby zremisować. Nikt inny w tej drużynie nie istniał. Na mistrzostwach świata był świetny, na Copa America – wybitny. Miał refleks, niesamowitą pewność. Estudiantes La Plata, do których niedawno przeszedł z Realu Valladolid, będą mieli z niego wiele pożytku.

Na prawej obronie ustawiam Kolumbijczyka Camilo Zunigę. Kolumbia przywiozła do Argentyny najlepszych bocznych obrońców i spore szanse na miejsce w jedenastce miał też Pablo Armero, lewy defensor Udinese. Minimalnie lepszy był jednak Zuniga z Napoli, który przyćmił fatalnego w tym turnieju Daniego Alvesa. Rewelacyjnie grał zwłaszcza w fazie grupowej.

Osvaldo Vizcarrondo z Wenezueli to jedno z odkryć tego turnieju. Był liderem obrony półfinalisty. Zaczął turniej od wybronienia sercem i to dosłownie, strzału Brazylijczyków na opuszczoną przez bramkarza bramkę, a później grał tylko lepiej. Kryzys formy spotkał go w ćwierćfinale, ale wtedy akurat spełnił się pod bramką rywala. Gdyby sędzia uznał jego gola w półfinale, Wenezuela wyeliminowałaby Paragwaj. Długo nie pogra w wenezuelskim Deportivo Anzoategui.

Obok niego na pozycji stopera Urugwajczyk Diego Lugano. Na mundialu w parze z Diego Godinem był najlepszym środkowym obrońcą. Teraz Godin nie gra, ale gracz Fenerbahce Stambuł i tak radził sobie znakomicie. Profesor.

Lewą obronę rezerwuję dla Juana Vargasa. Peruwiańczyk na tym turnieju grał ustawiony bardziej z przodu, ale moja trenerska wizja każe go umieścić tam, gdzie gra w Fiorentinie, a więc na lewej obronie. Bez niego Paolo Guerrero nie zostałby królem strzelców. Jeden z niewielu peruwiańskich graczy, których istnienie da się jakoś wytłumaczyć.

Juan Arango wystąpi w mojej drużynie jako ofensywny pomocnik. W Wenezueli, jak w Borussii Moenchengladbach – niezawodny. Jego podania, stałe fragmenty gry, świadczyły o znakomitej klasie. To jednak było wiadome już przed turniejem, jednak potwierdzanie klasy jest sztuką tak trudną, że nie może jej podołać nawet Leo Messi. Tym większy szacunek dla Arango.

Za rozgrywanie po drugiej stronie boiska odpowiadać będzie Diego Forlan. Po pierwszym meczu Urugwajczyk mógłby liczyć co najwyżej na miejsce w jedenastce rozczarowań, jednak szybko się podniósł, a w fazie pucharowej był już znakomity. Mecz z Argentyną to jego wielki popis. To niewątpliwie jeden z najlepszych piłkarzy świata, choć wśród takich nie wymieniany. Nie zagrał tak dobrze, jak na mundialu, ale śmiem twierdzić, że na takim poziomie nie zagra już nigdy.

Ofensywną dwójkę pomocników będzie asekurował Chilijczyk Arturo Vidal. Gracz Bayeru Leverkusen był jednym z nielicznych jasnych punktów, bezbarwnych w tym roku Chilijczyków. Defensywny pomocnik, choć już znany, wypromował się na Copa America i od przyszłego sezonu będzie występował w Juventusie Turyn.

Atak wystawiam jeszcze bardziej zabójczy, niż wszystkie poprzednie formacje. Po skrzydłach, cały czas zmieniając się, będą biegać Luis Suarez i Joel Campbell. Tego pierwszego przedstawiać nie trzeba – mistrz, który omal nie został królem strzelców. A Campbell to absolutna perła. Młody gracz z Kostaryki napędzał swoją słabą reprezentację i był naprawdę rewelacyjny. Na dowód tego, że nie mam z nim koneksji rodzinnych i zapracował na moje zachwyty tylko dobrą grą przytaczam – niedawno przeszedł z Deportivo Saprissa do Arsenalu Londyn.

Na szpicy Jose Paolo Guerrero – Peruwiańczyk, który został królem strzelców i był całym pomysłem zdobywcy brązowego medalu na grę ofensywną. Gracz HSV Hamburg pokazał, że możliwości ma ogromne, jak tylko wsiada w samolot, a nie panikuje. Tudzież nie rzuca w kibiców butelkami.

Jedenastka dublerów prezentuje się następująco: Muslera (Urugwaj/Galatasaray) – M. Caceres (Urugwaj/Sevilla), Cichero (Wenezuela/Newell’s Old Boys), Acasiete (Peru/Almeria), Armero (Kolumbia/Udinese) – Fedor (Wenezuela/Getafe), A. Pereira (Urugwaj/Porto), Guarin (Kolumbia/Porto) – Aguero (Argentyna/Atletico), Falcao (Kolumbia/Porto), Rondon (Wenezuela/Malaga).

Trener – nie wiem jak się nazywa, ale ten masażysta czy inny dietetyk, który prowadził w finale Paragwajczyków, bowiem na trybuny zostali wyrzuceni trener oraz jego asystent.

Urugwaj największy

Najlepsza drużyna Ameryki Południowej udowodniła, kto rządzi na kontynencie. Urugwajczycy zmiażdżyli Paragwajczyków, którzy kończą turniej bez zwycięstwa. I bardzo dobrze, bo zwycięstwo zespołu, w którym grał tylko Justo Villar byłoby kompromitacją Copa America.

Właściwie to, że Urugwaj zostanie samodzielnym rekordzistą jeśli chodzi o liczbę triumfów w tym turnieju było jasne już po 10 minutach, kiedy gola strzelił Luis Suarez. Trudno się bowiem było spodziewać, że wyrównującego gola strzeli bramkarz Villar, jak już podkreślałem, jedyny Paragwajczyk na tym turnieju.

Cieszą mnie dwa piękne gole Diego Forlana, który dotychczas grał dobrze, ale nie strzelał bramek. Zawodnik Atletico nie był w takiej formie, jak rok temu na mundialu, ale taki turniej, jak wtedy, rozgrywa się maksymalnie raz w życiu. A bramka na 3-0 była takim absolutnym majstersztykiem kontrataku, że głowa mała. Była jakimś wynagrodzeniem tego mało atrakcyjnego turnieju. Albo chociaż mniej atrakcyjnego, niż miałem nadzieję.

W pojedynku dwóch najmniej ludnych krajów kontynentu – wygrywa ten mniej ludny. Powtórzmy jeszcze raz małe jest piękne, a URUGWAJ JEST WIELKI!

Dresik szkodzi

Gdyby Cesar Farias, trener Wenezueli, nie zmieniał ubioru po meczu półfinałowym z Paragwajem, wszystko byłoby jak należy. Dotychczas wyglądał jak typowy latynoski psychopata. Ale elegancki – w garniturze i charakterystycznych, czarnych, skórzanych rękawiczkach, tak aby nie zostawiać linii papilarnych. Na mecz o trzecie miejsce wskoczył w śmieszny dresik, to i wynik jest śmieszny.

Gdybym ja oglądał ten mecz w całości, tak jak dotychczas zawsze z Wenezuelczykami, też byłoby zdecydowanie lepiej. Mnie skusiły jednak uroki europejskiej piłki. Superpuchar Niemiec jest jednak bez porównania ciekawszy od meczu o trzecie miejsce Copa America. Ten turniej mnie zawiódł. Znaczy, jakieś niespodzianki były, tak jak chciałem, choć dojście Urugwaju do finału na pewno taką nie jest, ale poziom meczów jakiś taki mizerny.

I ta drużyna, która rozjaśniała mroki tych nudnych nocy, doznała najwyższej porażki w turnieju. (Była jeszcze Kostaryka przegrywająca 0-3 z Argentyną). Jose Paulo Guerrero najprawdopodobniej został królem strzelców i pokazał taką skuteczność, jakiej bardzo brakowało dziś piłkarzom Borussii Dortmund i Schalke Gelsenkirchen.

Mimo niedosytu, gratuluję więc Peruwiańczykom, którzy obok Wenezueli i Boliwii mieli być najsłabszymi zespołami turnieju. Mimo że mnie nie zachwycili w żadnym meczu, byli solidni. A raczej umieli wykorzystać to, że mieli jednego piłkarza wybitnego (Guerrero) i jednego, który mu dogrywał (Vargas, w meczu o trzecie miejsce nie grał). To wszystko, czego trzeba. Z Jeffersonem Farfanem i Claudio Pizzarro, ta drużyna mogła osiągnąć jeszcze więcej. I za to szacunek.

A Wenezuela – kto tu bywa częściej, ten wie, jak mnie zauroczyła. Copa America 2011 zawsze będzie mi się kojarzyła z Osvaldo Vizcarrondo i resztą.

PS Zostały jeszcze dwa akordy tego turnieju. Jutro oczywiście finał, a w najbliższym czasie saga – Guerrero wraca do Europy. Myślicie, że wsiądze do samolotu za pierwszym razem? A może wsadzą go w statek?

Świństwo

Jestem zdegustowany. Ten świat nie ma litości i ten sport też tego pojęcia nie zna. Wkurza mnie gadanie, że Wenezuela i tak już przeszła do historii. Widać było od początku, że chce do niej przejść bardziej.

W pierwszej połowie Osvaldo Vizzcarrondo strzelił gola głową. Meksykański sędzia bramki nie uznał z sobie tylko wiadomych powodów. Spalonego nie było na pewno w żadnym momencie akcji. Wyglądało to tak, jakby stoper wenezuelski został ukarany za odbicie piłki głową. A przypominam, że to, do cholery, zakazane nie jest! Myślę, że Chavez już szykuje notę dyplomatyczną do Meksyku.

W pierwszej połowie jeden z Wenezuelczyków po strzale głową trafił w poprzeczkę.
W pierwszej połowie dogrywki Wenezuela trafiła w dolną część słupka.
W drugiej połowie dogrywki Wenezuela trafiła w górną część tego samego słupka.
W pierwszej połowie dogrywki z boiska został wyrzucony Jonathan Santana z Paragwaju.
W pierwszej połowie dogrywki na trybuny został wyrzucony Gerardo Martino, trener Paragwaju.
Chwilę później, w pierwszej połowie dogrywki, dołączył do niego asystent. Coś takiego pierwszy raz widziałem.

Przez cały mecz, ze szczególnym uwzględnieniem dodanych 30 minut z Paragwajczyków znów grał tylko bramkarz Justo Villar. Zawodnicy tacy jak Barrios czy Valdez nie mieli żadnej sytuacji. W ogóle jej drużyna jej nie miała, podobnie jak w meczu z Brazylią. Dzięki bramkarzowi z Valladolid dotrwali do rzutów karnych.

I tam strzelali perfekcyjnie. Wenezuelczycy też. Ale Franklin Lusena się pomylił. Villar obronił. Paragwaj w finale.

Oto droga Paragwaju do finału.

Remis z Ekwadorem 0-0.
Remis z Brazylią 2-2.
Remis z Wenezuelą 3-3.
Remis z Brazylią 0-0, po karnych 2-0.
Remis z Wenezuelą 0-0, po karnych 5-3.

Oto ile trzeba, by zostać minimum drugą drużyną kontynentu. Wystarczy mieć w bramce Justo Villara.



Świat na głowie

W blisko stuletniej historii występów w Copa America Wenezuela wygrała dotychczas… dwa mecze. Potyczek stoczyła w tym czasie 50-kilka. W 2011 roku drużyna Cesara Fariasa ten dorobek podwoiła, jako jedyna spośród półfinalistów do wyeliminowania rywala nie potrzebowała nawet dogrywki. W najlepszej czwórce kontynentu, co oczywiste, znalazła się po raz pierwszy. A Chilijczyków odprawiła w niesamowity sposób. Znów…

 Chichotem losu jest fakt, że pierwszego gola dla zwycięzców strzelił w pierwszej połowie Osvaldo Vizcarrondo. To ten stoper, którego zachwalam od pierwszego meczu, zdecydowanie jeden z najlepszych obrońców turnieju. Sęk w tym, że dzisiejszy mecz… kompletnie mu nie wyszedł! Był najsłabszym punktem defensywy i jeśli kogoś ogrywali Chilijczycy to właśnie jego. Swoje pod bramką jednak strzelił, po świetnym dośrodkowaniu z rzutu wolnego Juana Arango, jedynego znanego Wenezuelczyka, grającego w Borussii Moenchengladbach.

 Prawdziwym bohaterem był jednak inny stoper, który dotychczas był w cieniu Vizcarrondo. Gabriel Cichero strzelił zwycięskiego gola, dobijając strzał Arango z wolnego. Wcześniej jednak dwukrotnie wybijał piłkę z linii bramkowej. Był dzisiaj przedłużeniem rąk bramkarza Renny’ego Vegi.

 Pomiędzy tymi dwoma golami dla Wenezueli działy się jednak rzeczy niezwykłe. Chile cisnęło jak najęte. W drugiej połowie dwa razy piłkarze z tego kraju ostukiwali poprzeczkę, strzelili jednego nieuznanego gola. Wynik meczu wyrównał Humberto Suazo strzałem również od poprzeczki. Wreszcie wspomniane dwa wybicia z linii bramkowej. Wyglądało na to, że faworyci muszą zniszczyć moją biedną Wenezuelę. Od czego są jednak stałe fragmenty gry i stoperzy pod bramką rywali.

 Nawet nie śmiałem marzyć, że będzie aż tak pięknie. Z trzech drużyn uznawanych od lat za najsłabsze na kontynencie – Wenezuela, Boliwia, Peru – aż dwie są w półfinałach! Świat stanąłby na głowie, gdyby w finale zmierzyły się właśnie one. Ale czemu nie? Wenezuelę na pewno na to stać.



Me gusta Justa

To tak apropos wirtuozerii Brazylijczyków… Co mnie obchodzą przekładanki nad piłką, te wszystkie befsztyki nadziewane ementalerem wykonywane stopami, gdy czterech graczy wielkiej Brazylii nie potrafi kopnąć z 11 metrów do bramki? Paragwajczyków umiało dwóch i to wystarczyło, by wyszło na moje. Znaczy moje sprzed turnieju, kiedy mówiłem, że Brazylia i Argentyna nie wygrają Copa America. Później jakoś uwierzyłem, że to drużyny turniejowe. A okazało się, że wcale nie turniejowe, ale słabe.

 Oddajmy jednak Villarowi co villarskie. Bramkarz Paragwaju wygrał ten mecz niemal w pojedynkę. Grał fantastycznie. Nie chodzi nawet o same rzuty karne, tam obronił tylko jedną „jedenastkę”, resztę po prostu przestrzelili rywale. Gdyby nie on nie byłoby serii karnych. Nie byłoby w ogóle dogrywki. Nie byłoby Paragwaju w turnieju.

 Teraz Neymar może ze spokojem wrócić do podbijania ceny transferu i żonglowaniem między Realem Madryt a Barceloną. Oby wybrał ten pierwszy klub, bo wygląda na przereklamowaną gwiazdeczkę w typie Robinho. Może dla niektórych to smutne, ale na tym polega obecna Brazylia. Na wyczynianiu cyrkowych popisów kompletnie nieprzydatnych na boisku.

 Mamy na razie piękne ćwierćfinały niespodzianek. Znaczy niespodzianka była mimo wszystko dzisiaj i we wczorajszym meczu Peru z Kolumbią. Urugwaju można się było spodziewać. Wszystkie spotkania ostatnio kończą się po dogrywkach. Coś mi jednak mówi, że Wenezuela upora się zaraz z Chile w szybkich 90 minutach.

 I jeszcze słowo o sędzim z Argentyny. Świetny człowiek! Gdy piłkarze zaczęli się grupowo bić, on nie biegł ich rozdzielać, jak każdy inny. On stanął z boczku, podparł się o boczki i patrzył boczkiem oka. Gdy już stwierdził kto zasługuje na czerwone kartki, bez ceregieli pokazał je i auf wiedersehen. Ma facet charyzmę.



Co za pogoń!

Żyję, żyję, jakby się ktoś o mnie niepokoił, ale mam chwilową przerwę od Copa America, celem odzyskania czynności życiowych. To sprawiło, że dziś obejrzałem tylko jeden mecz. Warto było i tyle, choć żałuję, że nie widziałem też drugiego. Bo w ostatnich spotkaniach grupowych wreszcie obrodziło bramkami i emocjami!

 Wenezuelczycy są świetni. Paragwaj miał, jak kolejny podrażniony faworyt, przejechać się po nich jak walec. No i tak się przejeżdżał, że po fatalnym błędzie Nestora Ortigozy (San Lorenzo), Tomas Rincon (Hamburg) leżąc wystawił piłkę Jose Rondonowi, a napastnik Malagi tak huknął, że od początku prowadził lider grupy.

 A później jakby wszystko wróciło do normy. Gole Antolina Alcaraza w pierwszej połowie,   Barriosa na początku drugiej połowy i Cristiana Riverosa na cztery minuty przed końcem sprawiały, że Wenezuela traciła na rzecz Paragwaju pozycje lidera. Wszystkie padły po stałych fragmentach gry, w niezwykłym zamieszaniu, przy fatalnym zachowaniu obrony wenezuelskiej, która dotąd nie straciła gola.

 Ale Cesar Farias sobie na takie rzeczy nie pozwala! W niesamowitej końcówce Nicolas Fedor i Grenddy Perozo (Boyaca Chico) w takim samym tłoku strzelili po golu w doliczonym czasie gry. A asystę przy wyrównującym trafieniu zaliczył… bramkarz Renny Vega, który poszedł w pole karne rywala przy dośrodkowaniu i świetnie zgrał piłkę głową. Co za drużyna!

 Co się działo dalej? Wiem tyle, co i wy, więc tylko przytoczę, że Brazylia wygrała 4-2 z Ekwadorem. Znowu sześć goli! Czy ktoś tu mówił, że w turnieju nie padają bramki? A teraz się zacznie. Z moich przedturniejowych przypuszczeń wyszło tyle, że sześć drużyn, które wyszły z grupy, trafiłem. Oczywiście nie przewidziałem, jak mocna jest Wenezuela i jak się ułożyła grupa Peru. Ale wierzcie, że jak na mnie to i tak cudowny wynik.

 Teraz śpimy ile się da i zaraz zaczynamy! Ćwierćfinały: (w nawiasie typ)

Kolumbia – Peru (Kolumbia).

Argentyna – Urugwaj (Argentyna, niestety).

Brazylia – Paragwaj (znowu! Oj, będzie się działo…)

Chile – Wenezuela (We-ne-zu-ela!).

 



Argentyńscy dziennikarze wygrali z Kostaryką

Chociaż kozaczyłem i tak się obawiałem. Siedziałem przez całą pierwszą połowę i za Kostarykańczyków cierpiałem katusze. Wiedziałem, że nad ich głowami wisi siekiera. Że Argentynie w końcu się uda. No i niestety się udało. Wszystko przez ten rykoszet w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Poodbijała się piłka, świetnie grający Leonel Moreira wybił, ale z dobitką zdążył Sergio Aguero.

 Jego obecność w składzie okazała się zbawienna. W ogóle, fachowość dziennikarzy argentyńskich okazała się zbawienna. Im przypisuję połowę zasługi za wyjście z grupy, a resztę oczywiście piłkarzom. Trener Sergio Batista na razie nie poprawił swojej pozycji. Skąd taka ocena sytuacji? Selekcjoner argentyński dokonał wręcz rewolucyjnych zmian w porównaniu do poprzednich meczów. Z ustawienia 4-3-3 przeszedł do 4-2-3-1, pozbył się ze składu Evera Banegi, którego zastąpił Fernando Gago, Ezequiela Lavezziego (Sergio Aguero), Carlosa Teveza (Gonzalo Higuain) i Estebana Cambiasso (Angel di Maria). Wszystkie trzy gole zdobyli gracze, których presja społeczna wcisnęła do składu Batiście… Moja propozycja pójścia w ślady Roberta Kasperczyka i nie wpuszczenia Messiego z ławki nie tyle nie spodobała się argentyńskiemu trenerowi, co notka „Batista na staż do Kasperczyka” wciąż jest przekładana na język hiszpański. Jestem pewny, że argentyńscy tłumacze zdążą przed ćwierćfinałami.

 Do pierwszej bramki dalej mieliśmy starą, „dobrą” Argentynę z pierwszych meczów. Leo Messi tracił piłki w dryblingach, ale szczególnie żałosna była jego nieudolna próba wymuszenia rzutu karnego. Powinien się przejść do Inzaghiego na prywatne lekcje w tej kwestii. Kiedy lepiej zaczęła grać cała ekipa, poprawił się też piłkarz Barcelony. Zaliczył dwie świetne asysty przy golach Aguero i Di Marii, po jego podaniu bardzo bliski zdobycia gola był Lavezzi, wprowadzony w końcówce. Swoją drogą argentyński trener długo zwlekał ze zmianami, bo też pewnie musiał czekać na to, jakie propozycje przedstawili dziennikarze prowadzący relacje minuta po minucie.

 A Kostaryka? Przez cały mecz świetny był Leonel Moreira, bramkarz, który rozegrał dopiero trzy spotkania w kadrze. Wszystkie podczas tegorocznego Copa America. Nie do przejścia w pierwszej połowie był Heiner Mora, pomocnik Deportivo Saprissa. Wreszcie Joel Campbell na tle mocnego rywala również pokazał się świetnie. Dawać go do polskiej ligi!

 PS W pierwszej połowie Maciej Iwański powiedział, że skoro Argentyna jest tak słaba, to szkoda, że w czerwcu nie przyjechała do Warszawy podstawowym składem. „Też byśmy wygrali!”. Odpowiem krótko: Irtysz Pawłodar.



Szaraczek już nie szary

Wenezuela od zawsze była najsłabszą drużyną południowoamerykańskiej strefy CONMEBOL. Jako jedyna nigdy nie awansowała do mistrzostw świata. Z grupy podczas Copa America wychodziła tylko dwa razy w blisko 100-letniej historii turnieju. W latach 60. zajęła piąte miejsce, 4 lata temu odpadła w ćwierćfinale. Pojedynczych piłkarzy też raczej wybitnych nie miała.

Obecna reprezentacja Cesara Fariasa przeżywa więc jedne z najlepszych chwil w dziejach. Wenezuelczycy po dzisiejszym ograniu Ekwadoru są o krok od awansu do najlepszej ósemki. Po dwóch meczach prowadzą w grupie, w której są przecież takie firmy jak Brazylia czy Ekwador. Jako jedyni obok Kolumbii nie stracili jeszcze gola. A ich gra naprawdę może się podobać.

Na Ekwadorczykach siedli i poddusili ich już w pierwszych 10 minutach. Mieli zdecydowaną przewagę, której, jak większość drużyn w tym turnieju, nie umieli udokumentować. W drugiej połowie mieli fantastyczną okazję. Gdyby ją wykorzystali, podziwianoby  tego gola wszędzie. Jeden z zawodników… przewrotką dograł w pole bramkowe, a tam Nicolas Fedor z Getafe strzelał z pierwszej piłki piętką. Bramkarz się zorientował, ale to mógł być piękny ciąg zdarzeń.

Ledwo Ekwadorczycy się otrząsnęli, a już otrzymali piorunujący cios. Naprawdę piorunujący, bo Cesar Gonzales z Gimnasia La Plata tak rąbnął w piłkę, że ta osiągnęła trzecią prędkość kosmiczną. Gdy ogląda się takie strzały, przypomina się, że futbol to prosta gra. Wystarczy tej okrągłej skórze z buta wygarnąć.

Ekwador straty próbował odrabiać nieudolnie, ale i tak miał jedną wspaniałą akcję. Felipe Caicedo z Levante Walencja nabrał w polu karnym czterech obronców, wbiegł w „piątkę” i… fatalnie strzelił. Szkoda, bo choć lepiej życzyłem rodakom Chaveza, to żal zmarnować tak efektowny drybling.

To był jedyny raz, kiedy Osvaldo Vizcarrondo dał się ograć. W pozostałych przypadkach był bez zarzutu, a i zaczął się zapędzać pod bramkę rywali. Z taką grą już w drugim meczu, może nie długo zabawić w wenezuelskim Deportivo Anzoategui.

I jeszcze ciekawostka – co można zrobić, mając w składzie zawodnika Manchesteru United? Można, jak w pierwszym spotkaniu, zdjąć go z boiska po pierwszej połowie. Można też, jak dziś, pokazywać mu mecz tylko z ławki rezerwowych. Wiem, że Ekwador to światowa potęga pełna niesamowitych zawodników, ale czy naprawdę Antonio Valencia nie przydałby się przy gonieniu wyniku?

Śmieszek

Turniej się rozkręca. Wynik 0-0 nie padł już od trzech dni. Kolumbia zgodnie z przedturniejowymi przewidywaniami wygrała grupę. Boliwia zawiedziona inauguracyjnym remisem z Argentyną, nie mogła się już podnieść z tej traumy, przegrała kolejne mecze i odpadła z Copa America. A Radamel Falcao pokazał wreszcie, kto jest największym objawieniem tego roku.

Sukces Kolumbijczyków niezwykle ucieszył pana komentatora Jacka Jońcę. Zawsze zlewał mi się z Tomaszem Jasiną w jedną osobę, tworząc Jacka Jasinę, czy też Tomasza Jońcę. Podobne głosy, podobnie żywy komentarz. Z nimi przy mikrofonie każdy mecz wygląda jak pucharowe starcie rundy przedwstępnej pomiędzy Wisłą Płock a NK Primorję Ajdovscina. Tym razem mecz mu się udał, co wprawiło go w dziką satysfakcję.

Wiem, że nie tylko ja miałem wrażenie, że komentator cały czas się śmiał. Może go ktoś po stopach łaskotał? Bo nie podejrzewam Tomasza Wołka o odgrywanie min poza kamerami. Było wesoło, było ciekawie. Było zgodnie z planem. Kolumbia idzie po mistrzostwo, o ile nie trafi na Wenezuelę czy Peru, wyrastających na głównych kandydatów do triumfu. Pamiętajcie, że za chwilę, daj Manitou, nie będzie w turnieju Argentyny i Brazylii, a może też, nie daj Manitou, Urugwaju.

Argentyna do wyjścia z grupy potrzebuje wygrać z Kostaryką, którą wszyscy nazywają słabiutką. Wszyscy, którzy albo nie oglądali jej ani jednego meczu, albo nie zaglądają na Z nogą w głowie. Gdy zremisuje – o ćwierćfinał może być ciężko. A ten szczebel to i Maradona osiągnął, tyle, że w mistrzostwach świata.