Angers SCO. Jak z budżetem niższym od Legii zadziwić Europę

Żaden klub z pięciu najsilniejszych lig europejskich nie zachował w tym sezonie więcej czystych kont od nich. Mniej goli od nich straciły tylko PSG, Atletico i Bayern. Jako jedyni w tym sezonie, obok Realu Madryt i Bordeaux, zdołali nie przegrać u siebie z miliarderami z Paryża. Zanotowali najdłuższą w lidze serię meczów bez straty gola. Na półmetku rozgrywek są na miejscu premiowanym grą w eliminacjach Ligi Mistrzów. Wszystko to z budżetem 20 razy mniejszym niż PSG i bez dokonania ani jednego transferu gotówkowego. Stanowczo za głośno jest o Leicesterze City czy Piaście Gliwice, gdy takich cudów w Ligue 1 dokonuje Angers SCO.

Stabilizacja na szczytach

Ten klub to pochwała stabilizacji w gabinetach. W szatni może panować tłok, byle tylko nad całością czuwali cały czas ci sami, sensowni ludzie. Z tercetu, który stworzył dzisiejsze Angers, najwcześniej – w 2006 roku, jeszcze w III lidze – pojawił się w klubie dyrektor sportowy Olivier Pickeu. Od tego czasu zatrudnił tylko dwóch trenerów. Jean-Louis Garcia wytrwał na stanowisku pięć lat, tyle samo stuknie w tym roku Stephaneowi Moulinowi. Pracujący w klubie od 2011 roku prezes Said Chabane nie wie jeszcze co to zmiana trenera i dyrektora sportowego. Cały czas pracuje z tymi, których zastał.

Dwa rekordy w pół roku

Co innego w szatni. Tu wymiana kadr następuje bardzo mocna, jak w niemal wszystkich biednych klubach, które muszą sprzedawać każdego, kto tylko trochę się wybija. Dlatego nawet w sezonie awansu, Angers musiało tracić najważniejsze ogniwa. Soufiane’a Boufala sprzedało do Lille jeszcze zimą, za rekordowe 3 miliony euro. 22-latek zanotował dobre wejście do Ligue 1, czym zrobił reklamę swoim kolegom. Pół roku później, już po powrocie do elity po 21 latach przerwy, zespół stracił najlepszego strzelca Jonathana Kodjię, sprzedanego również za 3 miliony euro do angielskiego Bristolu City.

Po awansie nowa drużyna

Angers awansowało do Ligue 1 jako najsłabszy z beniaminków, zajmując trzecie miejsce w II lidze. Nie poszło jednak drogą, stosowaną przez większość. Trener i dyrektor sportowy nie mieli żadnych sentymentów i zobowiązań wobec tych, którzy dali klubowi niespodziewany awans. Latem dokonano całkowitej wymiany kadr. Ściągnięto aż 14 zawodników. Połowa z nich od razu wskoczyła do pierwszego składu i nie oddała miejsca do dziś. W mieście znad Loary, znanym dotychczas tylko z pięknego średniowiecznego zamku, a w Polsce z faktu, że w latach 1939-40 miał tam siedzibę polski rząd na uchodźstwie, stworzono po awansie całkiem nową drużynę, co było szalenie ryzykowne, ale okazało się niesamowicie skuteczne.

Zamek w Angers, jeden z licznych tego typu obiektów nad Loarą.

Wyszperani w drugiej lidze

W zespole beniaminka trafnie ocenili mizerny potencjał drużyny, która wywalczyła awans, co rzadko się zdarza. Zwykle po awansie wszyscy są pijani z euforii, a weryfikacja następuje dopiero, gdy już jest za późno na jakiekolwiek zmiany kadrowe. W Angers wykazali się wielką zręcznością, nie wydając na transfery ani grosza. Korzystając z rozeznania na rynku II-ligowym, zdecydowali się pociągnąć w górę kilku wyróżniających się zawodników z innych klubów. Jedynym wzmocnieniem z Ligue 1 był napastnik Gilles Sunu z Evian TG. Dla reszty była to niepowtarzalna szansa pokazania się w elicie.

7 milionów w rok

Trafili. Nowi zdobyli blisko 60% całego dorobku drużyny w Ligue 1. Defensywny pomocnik Cheikh N’Doye jest jednym z objawień sezonu we Francji. Bramkarza Ludovica Butellego, który wywalczył z klubem awans, sprzedano kilka dni temu za milion euro do Brugii. Skrzydłowy Abdoul Camara trafił w tym tygodniu do Derby County za 1,7 miliona. Mające budżet niższy od Legii (25 milionów euro) Angers, w ciągu roku, dzięki dobrym wynikom, sprzedało zawodników za 7 milionów euro. Dla takiego klubu to majątek i szansa na lepsze jutro. Mimo transferowych zarobków, w Angers nie wariują. Najwyższym transferem w historii klubu wciąż pozostaje Rudison Ferreira, kupiony 11 lat temu z OFK Belgrad za… 200 tysięcy euro. Co w tym wszystkim najbardziej niezwykłe, siła drużyny bardzo przy tym nie spada, skoro Angers po rundzie jesiennej przegrywa tylko z PSG i – minimalnie z – Monaco.

Klub Kopy i Adamskiego

Piłkarskie zasługi andegaweńskiego Angers były dotychczas bardzo mizerne. Klub grał już w Ligue 1, najdłużej nieprzerwanie przez 12 lat (1956-68), ale nie walczył o najwyższe cele. Największą zasługą dla francuskiego futbolu było umożliwienie dobrego startu do kariery Raymondowi Kopie, jednemu z najlepszych piłkarzy świata w latach 50. To nie jedyny polski ślad w Angers, bo epizod zaliczył tam też obrońca Marcin Adamski.

O awans do Europy

Trudno być naiwniakiem i wierzyć, że Angers wiecznie będzie stawiać się Paryżowi, ogrywać Lyon i Marsylię i mieć jedną z najszczelniejszych defensyw w Europie. Ale zanim drużyna doszczętnie się rozpadnie, jak wszystkie jej podobne poprzedniczki, jest szansa powalczyć o drugi w historii klubu awans do europejskich pucharów. W 1972 roku Angers odpadło z Pucharu UEFA po dwumeczu z NRD-owskim Dynamem Berlin. Przez następne 40 lat do takich sukcesów nawet się nie zbliżało. Teraz, gdy brakuje mu tylko osiem punktów do utrzymania, gdy dołują Lyon, Marsylia i Bordeaux, Angers może się znów zdobyć na szalony skok do Europy. Na dłuższą metę pieniądz rządzi futbolem, ale na krótszą, udaje się czasem oszukać pusty portfel. 

1 – tylu byłych reprezentantów Francji jest w kadrze Angers. Jedynym jest Olivier Auriac, który w drużynie narodowej zagrał… raz.

21 – tyle meczów w Ligue 1 rozegrali średnio przed tym sezonem piłkarze Angers. Żadna drużyna nie miała mniejszego doświadczenia w elicie.

O fenomenie beniaminka porozmawiałem z Jakubem Golańskim, ekspertem od ligi francuskiej i autorem strony Vive la Ligue 1.

 Który czynnik był twoim zdaniem decydujący dla znakomitej rundy Angers? Wielu beniaminków próbuje grać dobrze w defensywie, ale mało komu to po awansie wychodzi. Dlaczego Angers wyszło?

Jakub GOLAŃSKI: „Dlaczego Angers wyszło?” to pytanie, które zadaje sobie każdy – dosłownie – każdy fan ligi francuskiej. Znajdźcie mi takiego, który znalazł na nie odpowiedź, a wtedy go zacytuję. Co stoi za sukcesem Piasta? Co stoi za sukcesem Leicester? To podobnie brzmiące pytanie i identyczny brak jednoznacznej odpowiedzi. Najłatwiej oprzeć się na mieszance dwóch fundamentów – udanych transferach oraz obiecującym starcie. Cheick N’Doye, Thomas Mangani, Billy Ketkeophomphone, Romain Saiss, Yoann Andreu, Ismaël Traore, Romain Thomas czy Gilles Sunu, a więc kluczowi zawodnicy tej drużyny, dołączyli przed startem obecnego sezonu. Klasa działaczy, którzy postawili właśnie na tych zawodników oraz wielkie brawa dla trenera, który potrafił tak wiele nowych twarzy scalić w jedną, dobrze rozumiejącą się, grupę. Nie zapomnijmy także o „miesiącu miodowym” Angers, jak nazywaliśmy ledwie jedną porażkę i skromne sześć straconych bramek w jedenastu pierwszych kolejkach. To właśnie Angers było liderem po premierowej kolejce sezonu 2015/16. To pozwoliło chłopakom uwierzyć w siebie, a każdy kolejny dobry rezultat (jak choćby wygrana w spotkaniu z OM na Velodrome) tę wiarę wzmacniał.

Twoim zdaniem Angers będzie w stanie powtórzyć wiosną bardzo udaną rundę i powalczy o awans do europejskich pucharów czy nadal jedynym celem jest spokojne utrzymanie w lidze?

- Absolutnie nie. Angers nie będzie w stanie powtórzyć podobnych wyników, a tym samym plany o awansie do europejskich pucharach trzeba będzie przesunąć na następne lata. Dlaczego? Ponieważ drużyna straciła już dwóch podstawowych zawodników – bramkarza Butelle oraz Abdoula Camarę – a na dniach planowe jest odejście paru następnych zawodników. Angers przestanie być anonimem, przestanie być zagadką. Wszyscy wiedzą już, jaki styl prezentuje ta drużyna i czego można się po niej spodziewać. Dodatkowo, przeciwnicy przestaną patrzeć na Angers jak na beniaminka, a zaczną dostrzegać ich w kategorii mocnego rywala. A to spowoduje, że znacznie częściej zaczną gubić punkty. Utrzymanie w lidze jest w dalszym ciągu głównym celem dla trenerów oraz prezesa. Mało kto odważy się mówić o większych planach.

Jak wpłynie na zespół strata Ludovica Butellego i Abdoula Camary?

- Wielką stratą dla klubu jest odejście Butellego. Wielką. Butelle w wielu ankietach został uznany najlepszym bramkarzem Ligue 1 rundy jesiennej, a fani tak bardzo nie mogli i nie chcieli uwierzyć w jego transfer, że zaczęli pisać do niego listy z pogróżkami i nazywać go zdrajcą. Francuz ze spokojem odpowiadał, że transfer służył zarówno jego karierze, jak i finansom klubu, a gdyby nie akceptacja ze strony zarządu on sam nie planowałby odejścia. Jeśli myślimy o sensacyjnych wynikach Angers, najpierw myślimy o solidnej defensywie. A defensywę utożsamiamy właśnie z nazwiskiem Butelle. Ciężko będzie go zastąpić.

Czy widzisz w Angers kolejnych kandydatów do transferów do lepszych klubów?

Cheick N’Doye, przede wszystkim! Zawodnik stworzony do ligi angielskiej – silny, agresywny, z olbrzymią wytrzymałością i dobrym odbiorem. Stąd liczne zainteresowanie jego usługami ze strony kilkunastu europejskich klubów. Romain Saiss jest drugim nazwiskiem, który przychodzi na myśl – nieco w cieniu N’Doye, jednak i jemu należą się olbrzymie brawa za świetne wyniki klubu.

Francja walczy z Rosją. O przetrwanie

Jest pięć lig zagranicznych, które w sporym wymiarze można u nas oglądać co tydzień z polskim komentarzem. Przegląd Sportowy wydaje skarby kibica pięciu największych lig. W mediach są działy zajmujące się pięcioma najlepszymi ligami zagranicznymi. I gdy tak wyliczam te pięć lig, każdy wie, że chodzi o Premier League, Bundesligę, La Ligę, Serie A i Ligue 1.

Nie wszędzie tak jest. Niemcy mówią o trzech wielkich ligach zagranicznych. Serie A, Premier League i La Liga. W Kickerze pisze się o nich dwa razy w tygodniu, o Francji od wielkiego dzwona.

I gdy tak zajrzeć w ranking UEFA, wychodzi, że nasze zaliczanie Francji do piątki najlepszych/największych lig w Europie, coraz mniej ma wspólnego z rzeczywistością. Ranking UEFA uważam za niezwykle miarodajne narzędzie do mierzenia siły lig. To nie ranking FIFA, gdzie czasem wyniki są z kosmosu (Szwajcaria w pierwszej dziesiątce na świecie, etc.). W rankingu UEFA za każdą wygraną drużyny w pucharach, przyznaje się punkty (dwa w fazach zasadniczych i pucharowych, jeden w kwalifikacjach). Za remis 1 albo 0,5. Do tego odpowiednie premie – za awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, do pucharowej obu lig. To wszystko podzielone przez liczbę zespołów z danego kraju biorących udział w rozgrywkach. A co najważniejsze, bierze się pod uwagę pięć ostatnich sezonów. To wyklucza wahnięcia po bardzo udanych wyskokach i pojedynczych tąpnięciach. Pięć lat to miarodajny okres. Na podstawie tego rankingu wyznacza się m.in., ile drużyn dany kraj ma w pucharach.

W czołówce rankingu zaczynają się dziać rzeczy dziwne, przeczące ogólnie znanym „faktom”. Na przykład na ten moment czwartą najsilniejszą ligą w Europie jest… portugalska Liga Zon Sagres. Włoska Serie A przegrywa z nią minimalnie, ale w tym roku włoskie kluby muszą wykręcić lepszy wynik od portugalskich. Jeśli zrobią tyle samo, stracą czwarte miejsce. To ma jednak dość małe znaczenie, bo nie zmienia rozkładu miejsc w pucharach. Tu kluczowe są pozycje:

trzecia – bo daje cztery drużyny w Lidze Mistrzów (kilka lat temu ten przywilej powędrował z Włoch do Niemiec).

szósta – bo daje trzy drużyny w Lidze Mistrzów zamiast dwóch.

A to już znacząca różnica. W tym roku liga francuska musi stoczyć prawdziwą, bardzo ważną dla całej piłki w tym kraju, batalię. Jeszcze sześć lat temu Ligue 1 była rankingowo mocniejsza od Bundesligi i goniła Serie A. Jednak ostatnie nieudane lata w pucharach sprawiły, że francuskie rozgrywki obsunęły się nie tylko za Portugalię, ale też – uwaga – od tego roku za Rosję. To dopiero początek sezonu, więc wiele może się jeszcze zmienić, ale jeśli francuskie kluby nie zagrają w pucharach lepiej niż rosyjskie, od sezonu 2016/2017 Ligue 1 będzie miała tylko dwie drużyny w Lidze Mistrzów!

Francja nawet w dobrych dla tamtejszej klubowej piłki czasach narzekała, że ma problemy z konkurowaniem na najwyższym poziomie z klubami z zagranicy ze względu na przepisy podatkowe. Od tego czasu, wraz z nowymi przepisami podatkowymi ekipy prezydenta Hollande’a, sytuacja tamtejszych klubów jeszcze się pogorszyła. Paris Saint Germain to jedyna wyspa dobrobytu. Monaco niby też, ale ono wygląda już coraz słabiej. W Ligue 1 dalej jest wielu świetnych piłkarzy, zwłaszcza ze względu na dobre szkolenie i umiejętność przeczesywania rynku afrykańskiego, ale zanim większość z tych piłkarzy zdąży zaistnieć w pucharach, przejmą ich kluby z Premier League, La Liga i Bundesligi. Pieniądz rządzi światem.

Równo 10 lat temu, liga rosyjska była na 21. pozycji (sześć miejsc za Polską!). Traciła do Francji 16 miejsc. Teraz jest u progu jej przeskoczenia. Zwłaszcza, że kluby z Ligue 1, póki co się kompromitują.

Lille nie weszło wczoraj do Ligi Mistrzów. Zenit Sankt Petersburg wszedł. W czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy Lyon uległ u siebie rumuńskiej Astrze Giurgiu. Saint Etienne przegrało na wyjeździe z tureckim Karabuksporem. Rosjanie? Lokomotiv Moskwa zremisował na wyjeździe bramkowo z Apollonem, Rostów przegrał w Trabzonsporze,  Krasnodar w San Sebastian, a Dinamo Moskwa zremisowało u siebie z Omonią Nikozja. Wyniki Rosjan nie wyglądają wcale wiele lepiej od Francuzów, ale pamiętajmy, że Francuzi muszą wykręcić wynik lepszy, a nie taki sam.

W fazie grupowej Ligi Mistrzów Francja ma PSG i Monaco, Rosja CSKA Moskwa i Zenit. W fazie grupowej Ligi Europy z Francji są Lille i Guingamp, a rosyjska czwórka gra w eliminacjach. Wielką nadzieją Ligue 1 jest PSG, które powinno wykręcić w Lidze Mistrzów lepszy wynik niż rosyjskie drużyny. Na Monaco specjalnie bym nie liczył. Kluczowa będzie jednak Liga Europy. Te mniej poważane rozgrywki są punktowane tak samo jak Liga Mistrzów, a wygrywać tam zdecydowanie łatwiej. Na miejscu Francuzów nie liczyłbym specjalnie na marniutkie Guingamp, ale Lille może kilka punktów nabić.

Z perspektywy Ligue 1 – musi. Świat może nie zauważać, że Francja coraz mocniej obsuwa się w rankingu, ale na pewno zauważy, gdy z całej 20-zespołowej ligi, tak mało będzie miejsc w pucharach. Francja kończy już nowe stadiony na Euro 2016, odbudowała piłkę reprezentacyjną, ale klubowo – gdyby nie przeklinani szejkowie ze swoimi paryskimi petrodolarami – obsunęłaby się na dno już dawno temu.

Francja – Rosja. Najbardziej pasjonujący korespondencyjny pojedynek sezonu 2014/2015.