„Dla Olkowskiego to sezon prawdy. Bundesliga może go wypluć”

Wikimedia Commons

Dzisiejszym odcinkiem zamykamy tygodniowy okres przygotowawczy do Bundesligi. Mam nadzieję, że przekonaliście się, że w Polsce mamy wielu bardzo ciekawych ekspertów od Bundesligi, którzy może i w niej nie grali, ale mają coś ciekawego do powiedzenia. Ale taki cykl byłby niepełny, gdyby zabrakło w nim Tomasza Urbana, czołowego speca od Bundesligi w tym kraju. Z Tomkiem porozmawiałem o klubach, którym w ciągu tygodnia jeszcze nie mieliśmy się okazji bliżej przyjrzeć. Udanego sezonu, Bundesligowicze!

urban

Jakub Błaszczykowski znowu w Bundeslidze. Myślisz, że w Wolfsburgu w końcu będzie grał regularnie?

Tomasz URBAN: – Wszystko zależy od tego, jak będzie chciał Dieter Hecking. W Pucharze Niemiec wyszli na mecz ustawieniem 4-3-3, z Kubą teoretycznie na prawej obronie. Choć to było nietypowe, mocno niesymetryczne, ustawienie, bo w posiadaniu piłki grał bardzo wysoko, więc trudno go było nazwać obrońcą. Jeśli będą chcieli grać 4-3-3, to Kubie zostaje tylko prawa obrona, o którą będzie rywalizował z Vieirinhą, Sebastianem Jungiem i Christianem Traeschem. Tyle, że ten ostatni może grać też jako środkowy pomocnik, co przy kontuzji Joshui Guilavoguiego może się przydać, a pozostali dwaj są kontuzjowani. Więc tak, Kuba będzie grał. Wniesie do tej drużyny coś ekstra. Nie tylko klasę piłkarską, ale i mentalność.

Nie widzisz możliwości, żeby przy 4-3-3 grał jako jeden z ofensywnych skrzydłowych?

Nie, przy 4-3-3 nie będzie grał wyżej. Daniel Didavi i Julian Draxler będą trochę podwieszeni pod Mario Gomeza. Mówi się o Hueng-Min Sonie z Tottenhamu, ale to też nie byłby konkurent dla Kuby, a raczej dla Didaviego i Draxlera. Ewentualnie mógłby czasem zastąpić Gomeza. Generalnie, w Wolfsburgu widać pewien trend – chcą odmładzać zespół. To nie jest przypadek.

Będą mocniejsi niż w zeszłym sezonie?

Nie wiem, bo są mocni „od pasa w górę”. Ofensywę mają bardzo mocną. Trójka Draxler-Didavi-Gomez to absolutny top. Może nie jest to Bayern, może nie Borussia, ale ścisła czołówka. Tyle że są problemy z defensywą. Po odejściu Dantego do Nicei zostało im trzech środkowych obrońców, z czego Robina Knochego chcieli oddać, Carlos Ascues dopiero się uczy Bundesligi. Są duże dziury w obronie. Myślę, że w ostatnim tygodniu okienka VfL dogada się z Hannoverem w sprawie Salifa Sanego. Obskoczyłby dwie pozycje – stopera i środkowego pomocnika, więc byłby bardzo cenny. Myślę, że gdyby nie mieli kogoś na oku, to nie puszczaliby Dantego. Zobaczymy, jak Hecking to wszystko poukłada. Mogą odegrać lepszą rolę niż w zeszłym sezonie, ale zagadkami są gra defensywna i to czy system zaskoczy.

O Kubę jesteśmy jednak generalnie spokojni. A o Pawła Olkowskiego?

- Byłem trochę zaskoczony, że w Pucharze Niemiec, mimo że grali 4-4-2, wyszedł Milos Jojić, a nie Paweł i jeszcze do tego strzelił gola. Podobnie jak ty, uważam, że przy systemie z trójką obrońców, Olkowski nie ma szans na grę. Widziałem dla niego szansę przy 4-4-2, gdzie mogliby z Marcelem Rissem grać po prawej stronie, niezależnie od tego, kto na obronie, a kto w pomocy. Jeśli w pierwszym meczu, przy sprzyjającym mu systemie, nie było dla niego miejsca, to znaczy, że jest w najlepszym przypadku drugim-trzecim wyborem. A to dość niepokojący sygnał. Peter Stoeger wypowiada się o nim ciepło, podkreśla, że wraca do siebie, wie, na co go stać, uporał się z kontuzjami. Ale dla Olkowskiego to będzie sezon prawdy. Jeśli znów będzie miał takie rozgrywki jak poprzednie, to Bundesliga go wypluje. Zostanie mu ewentualnie Darmstadt, zbierające odrzuty z innych klubów. Wtedy opcją mógłby być powrót do Polski, co też nie byłoby takie złe. Przykład Adama Hlouska pokazuje, że można sobie radzić w ekstraklasie bardzo dobrze, nawet jeśli w Bundeslidze się – delikatnie mówiąc – nie błyszczało.

Zapomniany trochę Eugen Polanski został kapitanem Hoffenheim. Jesteś zaskoczony?

- To była ogromna niespodzianka. Naprawdę, zastanawiam się jak Julian Nagelsmann poukłada drużynę w środku pola. Ma naprawdę dużo opcji. Typowałem, że Polanskiego nie będzie w podstawowym składzie, bo przecież są Sebastian Rudy, Pirmin Schwegler, Kevin Vogt, Polanski właśnie czy Lukas Rupp, najlepszy zawodnik Stuttgartu z poprzedniego sezonu. A jeszcze do tego Nadiem Amiri. Zastanawiam się jak ich zmieścić. Skoro Polanski jest kapitanem, to sygnał, że pewnie będzie grał. Gdzie w takim razie zmieścić innych?

Czego się spodziewasz po Hoffenheim?

- Znacznie więcej niż tego, co zrobili w zeszłym sezonie. Czuję, że Nagelsmann ma to coś, ma jakąś magię, pierwiastek szaleństwa i że to może być nowy Tuchel. Odkąd przyszedł, grali przyzwoicie, spokojnie się wyratowali. Wydaje mi się, że w tym sezonie przeprowadzili bardzo mądre transfery. Jeśli Sandro Wagner utrzyma dyspozycję z Darmstadt, będą mieli w ofensywie Andreja Kramaricia, Marka Utha, Amiriego, dobry środek pola. Wydają się mocniejsi, mimo odejścia Vollanda. Jestem przekonany, że bez problemu skończą sezon w środku tabeli. Na puchary może być jeszcze za wcześnie. Co roku trafia się jeden zespół niespodziewany, więc pewnie mają jakieś szanse. Ale jest dużo zespołów mocniejszych kadrowo.

Nowym Polakiem w Bundeslidze jest bramkarz Rafał Gikiewicz z Freiburga. Jak widzisz jego szanse na pierwszy skład?

- W Pucharze nie było go jeszcze w kadrze meczowej. Dali mu w klubie trochę czasu na potrenowanie bez presji. We Freiburgu jest trzech bramkarzy na bardzo podobnym poziomie – Alexander Schwolow, Patrick Klandt i Gikiewicz. To wszystko podobny poziom, więc wszystko w rękach Rafała. Wiele razy rozmawiałem z nim jeszcze w poprzednim sezonie. 1. Bundesliga to było jego marzenie i wymarzony cel. Dostał się tam. Schwolow to solidny bramkarz, ale do przeskoczenia. Gdy trafi mu się słabsza forma, trzeba od razu wykorzystać szansę i przekuć w złoto. Na razie musi cierpliwie czekać na swoją kolej.

Czego się spodziewasz po beniaminku?

- Mają bardzo ciekawy zespół. Mój ulubiony Vincenzo Grifo, Amir Abrashi robią fajne wrażenie. Jest kilka atutów. Nie wystarczy to pewnie do środka tabeli, będą balansować na granicy, ale myślę, że się utrzymają. Mimo wszystko, jest kilka zespołów słabszych niż Freiburg. Widzę ich na pozycjach 11-14.  Bez konieczności grania baraży, ale też bez super spokojnego sezonu. Kadrę mają nie za szeroką. Przez większość letniego okresu przygotowywali się na grę trójką z tyłu, ale kontuzje pokrzyżowały im szyki, bo z gry wypadli Marc-Oliver Kempf i Marc Torrejon. Nie mogli się do tego systemu przygotować tak, jak by chcieli. To może mieć znaczenie.

Twoja ulubiona Borussia Moenchengladbach znów będzie mieszać w ścisłej czołówce?

- Nadal nie wiemy do końca, jakim trenerem jest Andre Schubert. Widać, że ma jasną wizję. Chce grać systemem 3-4-3 i tak kompletował kadrę, by mieć możliwie dużo opcji. Kadra wyszła niesamowicie szeroka. Dokonali kilku niezłych transferów. Dla mnie błogosławieństwem jest Max Eberl. Dopóki będzie tam dyrektorem sportowym, będzie gwarancją rozwoju. Nie myśli tylko o tu i teraz, ale też dba o przyszłość. Stąd transfery Mamadou Docoure czy Laszlo Benesa. To podobne ruchy do pozyskanych wcześniej Nica Elvediego czy Djibrila Sowa. Do tego w zimie dojdzie Paragwajczyk Julio Villalba, wzięli też Mikę Hanrathsa, ponoć największy talent w Fortunie Duesseldorf od wielu lat. Opcji jest więc naprawdę sporo. Pytanie, jak poradzą sobie z potrójnym obciążeniem. Zwłaszcza, że Schubert to nie jest trener, za którym idzie się w ogień. Widać, że jest traktowany z dozą nieufność, czuć trochę do niego dystans. Nie wszyscy są przekonani, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Wciąż nie wiemy, jak przetrwa jakiś kryzys na dłuższym dystansie. Pod tym względem jest niezweryfikowany. Ogólnie rzecz biorąc, o ponowną kwalifikację do Ligi Mistrzów będzie Borussii bardzo ciężko. Myślę, że skończą w Lidze Europy, choć o to czwarte miejsce mogą – przy zbiegu okoliczności – powalczyć. Może odpali im – jak pod koniec zeszłego sezonu – Andre Hahn, może Thorgan Hazard na dłużej podkreśli potencjał, bo na razie miewa przebłyski na kilka kolejek, potem gaśnie. Może pokaże się jeszcze ktoś z tylnego szeregu?

Dla FSV Mainz podobnym gwarantem rozwoju był zawsze dyrektor sportowy Christian Heidel. Jak klub poradzi sobie bez niego?

- Trener Martin Schmidt wykonuje tam genialną robotę. Skład udało się utrzymać. Największy skarb to zatrzymanie Yunusa Malliego, mimo że miał klauzulę odejścia. Nikt z niej jednak nie skorzystał. To bardzo solidny zespół, budowany już od jakiegoś czasu. Ogromne osłabienie to odejście Juliana Baumgartlingera do Leverkusen. Wykonywał ogromną robotę. Wydaje mi się jednak, że Mainz jakoś sobie poradzi. To zespół na miejsca 8-12. Kilka zespołów ma słabsze kadry. Odejście Heidela powinno nastąpić bez większych perturbacji. Wiedzą, co mają robić, a Schmidt to bardzo dobry trener. Kłopoty mogą się pojawić dopiero w dalszej perspektywie, jeśli Rouven Schroeder nie da sobie rady tak dobrze jak jego poprzednik. W tym sezonie pojadą jeszcze trochę siłą rozpędu po pracy Heidela.

Sezon temu zaskoczyła Hertha Berlin, wchodząc do pucharów. W eliminacjach Ligi Europy zagrała jednak bardzo źle i odpadła z Broendby Kopenhaga. Myślisz, że dla ekipy Pala Dardaia Liga Europy jest do powtórzenia?

- Spodziewam się po nich przede wszystkim bezpłciowej gry. Czasem zaskoczą znienacka i wygrają z mocniejszym, czasem przegrają ze słabszymi. Raczej nie załapią się w okolice pucharów. Wbrew pozorom, nie mam do Dardaia jakiegoś super przekonania, nie mogę się do niego do końca przekonać. Odpadnięcie z Broendby to ogromna niespodzianka in minus. Może zostać w głowie piłkarzom, że byli o krok od finału Pucharu Niemiec na swoim stadionie, o krok od eliminacji Ligi Mistrzów i o krok od Ligi Europy, a ostatecznie nic z tego się nie udało. W głowach piłkarzy może się rodzić myśl, że pewnych barier nie przeskoczą. Typuję dla nich miejsca 9-10. Na pewno nie jest to też zespół do walki o utrzymanie.

Do Berlina trafił w lecie Ondrej Duda. Jak widzisz jego rolę?

-To był jeden z najwyższych transferów w historii Herthy. Tylko cztery były wyższe. Duda był sprowadzany z myślą o grze jako „dziesiątka”. Co może niepokoić, to pomysł z ustawieniem na tej pozycji Salomona Kalou. Do składu powoli wraca Valentin Stocker, który jest ponoć jednym z wygranych okresu przygotowawczego. Jeśli sprawdzi się na lewej stronie, a współpraca Kalou z Vedadem Ibiseviciem będzie się układać, to Duda będzie miał problem. Zwłaszcza, że przez większość okresu przygotowawczego się leczył i nie miał gdzie się pokazać. Trudno liczyć, że z miejsca dostanie pewny plac. Trzeba sobie go będzie wypracować, a trudno się pokazać, wchodząc z ławki. Miał pecha, że zaczęły go męczyć urazy zaraz na wejściu do nowego zespołu. Nie będzie miał łatwo, ale w klubie są do niego przekonali. Michael Preetz, dyrektor sportowy, czy Dardai, wiedzieli, kogo biorą i jakie ma zalety. Preetz oglądał go specjalnie w trakcie Euro. Szansę na pewno dostanie. Ale pamiętajmy, że wspomniany Stocker kosztował podobne pieniądze, a po kilku słabszych meczach na długo usiadł na ławce. Pieniądze nie są gwarantem gry.

Widzisz w Hamburgerze SV jakieś symptomy powrotu do normalności?

- Co roku mi się wydaje, że wreszcie zrobili mądre transfery, a potem okazuje się, że jednak nie. Największe problemy znowu będą mieli w defensywie. Jakościowo nie ruszyli tam nic. Wzmacniali tylko ofensywę. A nie przekonują mnie ani Matthias Ostrzolek, Gotoku Sakai na bokach, ani tym bardziej Cleber, Emir Spahić czy Johan Djourou na środku. Zdziwiło mnie, że nic z tym nie zrobili. To może hamować dużą siłę ofensywną. Myślę, że Filip Kostić, Bobby Wood czy Pierre-Michel Lasogga nie nastrzelają tyle goli, ile Cleber i Djourou zawalą. HSV widzę w dolnej części tabeli. Myślę, że raczej nie spadną. Po VfB Stuttgart też się tego nie spodziewałem.

 To kto spadnie?

- Głównym kandydatem jest dla mnie Darmstadt. Nie wierzę, że powtórzą to, co w zeszłym roku. Drugiego spadkowicza szukałbym w gronie Ingolstadt, Augsburg, Frankfurt. Te trzy drużyny mogą mieć spore problemy.

Nie wymieniłeś RB Lipsk. Ale beniaminek chyba nie od razu zatrzęsie Bundesligą?

- Popatrzmy choćby na letnie wydatki. Lipsk nie szalał jakoś bardzo. Dortmund wydał na transfery ponad 100 milionów euro, a RB 26 milionów. Oni narzucili sobie kryterium płacowe, mówiące, że nie będą dawać pensji większych niż 3 miliony euro rocznie. Mają swoją linię, ściągają zawodników mających nie więcej niż 23 lata. Spodziewam się po nich spokojnego utrzymania. Ligi nie zawojują, bo nie mają aż tak wielkiej jakości. Jest dużo dziur do załatania. 

Po kim z lipskiej młodzieży spodziewasz się najwięcej?

- Znakomity na igrzyskach olimpijskich był Lukas Klostermann. To może być rewelacja ligi. Naby Keita z Salzburga może ugruntuje środek pola. Do dyspozycji jest bardzo mocna ofensywa, z Emilem Forsbergiem, Yusufem Poulsenem czy Daviem Selkem. Fajne w RB jest to, że obrali swoją drogę, widać po nich klarowną wizję Rangnicka. Chcą jak Wolfsburg, wychować sobie tożsamość drużyny. Dortmund idzie tą samą drogą. Celowo postawił na młodych, żeby ich związać z klubem i wychować w duchu „echte Liebe”, żeby trudniej było im potem pójść do Bayernu. 

Wydaje się, że selekcjonera Joachima Loewa może ucieszyć awans właśnie Lipska.

- Zdecydowanie. Jeśli chodzi o graczy w reprezentacjach młodzieżowych, RB przegrywa tylko z Dortmundem. Loew będzie na ten zespół patrzeć uważnie, bo tam może być rozwiązanie problemu z bokami obrony. Jonas Hector grał ostatnio na lewej obronie kadry, ale on w Kolonii jest planowany do występów w środku pola. Po długiej przerwie, nie wiadomo, jak będzie sobie radził na lewej obronie. Na prawej obronie też jest wakat. A Klostermann to prawy obrońca mogący grać w środku. Jeśli będzie grał w lidze tak, jak na igrzyskach, to jest gotowym reprezentantem. Równie dobrze po drugiej stronie prezentował się Jeremy Toljan z Hoffenheim. Obaj szybko mogą trafić do kadry i na bokach obrony już nie będzie problemów.

PRZECZYTAJ TAKŻE POPRZEDNIE ODCINKI CYKLU:

Z Michałem Jeziornym o Bayernie Monachium

Z Pawłem Musiałem o Borussii Dortmund

Z Martinem Huciem o Bayerze Leverkusen

Z Marcinem Borzęckim o Schalke 04

Z Mariuszem Mońskim o Werderze Brema

„Werder wzmocnił skład, a kasa i tak została w budżecie”

294336535_b1954acf83_z

Werder Brema to jeszcze jakiś czas temu był poważny kandydat do czołowych miejsc w Bundeslidze. W ostatnich latach, z powodu problemów finansowych, klub popadł w przeciętność i nierzadko musiał drżeć do samego końca o utrzymanie. W lecie doszło w Bremie do zmiany na stanowisku dyrektora sportowego, co zawsze rodzi nowe nadzieje. Czy Werder w końcu rozpoczął drogę do odbudowy dawnej potęgi? Pytam o to dzisiaj, w dniu inauguracji Bundesligi, w której Bayern Monachium podejmie właśnie bremeńczyków, Mariusza Mońskiego, kibica Werderu, prowadzącego twitterowy, polskojęzyczny profil na temat tego klubu.

monski

Lata minęły od czasów, kiedy Werder Brema ostatni raz liczył się choćby w walce o europejskie puchary. Widzisz chociaż jakieś światełko w tunelu, że bremeńczycy będą powoli wracać do czołówki?

Mariusz MOŃSKI: – Bardziej liczyłem przed meczem w Pucharze Niemiec (Werder odpadł ze Sportfreunde Lotte – przyp. MT). To był dla mnie trochę kubeł zimnej wody przed nowym sezonem. Ale generalnie, Frank Baumann, nowy dyrektor sportowy, zrobił fantastyczną robotę. W jedno okienko zrobił więcej dobrego niż Thomas Eichin przez całą karierę. Mam poczucie, że wzmocnił skład, a kasa i tak została w budżecie. Przyszło bardzo dużo nowych piłkarzy, jest cała nowa obrona. Jest na czym opierać nadzieję.

W poprzednim sezonie posada trenera Viktora Skripnika parę razy wisiała na włosku. Jesteś zadowolony, że jednak z klubu odszedł dyrektor sportowy Eichin, a nie trener?

- Jeżeli mają do niego szczere zaufanie, to jestem zadowolony. A jeżeli mają już kogoś innego nagranego, a tylko czekają na jego wpadkę, to moim zdaniem nie ma to sensu. Jeśli go nie zwolnią po kilku nieudanych meczach, to będzie znaczyło, że jest częścią jakiegoś planu. Ma w końcu pięciu nowych piłkarzy. Nie da się zrobić tak, żeby wszystko grało od razu. Zwłaszcza, że to zmiany w obronie. W ofensywie to można sobie jeszcze pokombinować, ale w defensywie zawodnicy muszą się choć trochę nawzajem znać. Z czasem pewnie defensywa będzie wyglądać lepiej, ale na inaugurację, z Bayernem Monachium, może być łomot…

Zachwycałeś się transferami Baumanna. Dlaczego?

- Odniosłem wrażenie, że wszystkie były przemyślane. Nie kupował ludzi tylko do zapełnienia składu, ale na konkretne pozycje. Kadra jest teraz bardzo liczna. Moim zdaniem zbyt liczna. Jeszcze z dziesięciu piłkarzy trzeba wytransferować lub przynajmniej wypożyczyć. 33 graczy do grania na jednym froncie, to za dużo. Szkoda na to pieniędzy. W ostatnich dniach okienka transferowego trzeba usiąść i zacząć ostre wycinanie. Przy takiej liczebności kadry, zbyt dużo byłoby ludzi niezadowolonych, siedzących wiecznie na trybunach.

PRZECZYTAJ TAKŻE: „NIE ZABOLAŁA MNIE STRATA LEROYA SANEGO. ZA ROK MÓGŁBY PRZEJŚĆ DO BAYERNU”

Kilku piłkarzy też odeszło. Którego będzie ci brakować najbardziej?

- Na pewno boli strata Jannika Vestergaarda, bo to był prawdziwy lider defensywy. Gdy przychodził, różnie się o nim mówiło, ale okazał się strzałem w dziesiątkę. Zarówno na nim, jak na Anthonym Ujahu, Werder zarobił kupę pieniędzy. Obaj musieli odejść, bo Bremy nie stać, by odrzucać takie wielomilionowe oferty. Ale z nazwisk wynika, że następcy powinni być dobrze. Kompletnie się nie spodziewałem, że Baumann tak szybko załata te ubytki. I to nie piłkarzami nie wiadomo skąd, tylko konkretnymi, o realnej wartości. Gdy dany zawodnik odchodził, dwa dni później przychodził nowy. Widać, że dyrektor sportowy działał z planem.

Po którym ze wzmocnień obiecujesz sobie najwięcej?

- Będę mało obiektywny – po Florianie Kainzu. Oglądam go już wielu lat w austriackiej lidze. Dla mnie to najlepszy piłkarz austriackiej Bundesligi obok Jonathana Soriana z Salzburga. Kainz musi w Niemczech nabrać trochę masy, bo na razie może mieć syndrom Marcina Kamińskiego w Stuttgarcie. Ma umiejętności, ale twardzi obrońcy z Bundesligi go zniszczą. Podobnie było z Kevinem Kamplem po transferze z Austrii do Niemiec – w Borussii Dortmund przepadł, ale w Bayerze Leverkusen zaczął grać bardzo dobrze. Jeżeli Skripnik chwilę poczeka, da mu czas, to będzie z niego pożytek. Zresztą chyba tak będzie, bo nie ma potrzeby, by od razu go wstawiać, skoro jest chociażby Fin Bartels. Z tym że Kainz to dla mnie piłkarz o klasę lepszy od Bartelsa. Ciekaw jestem też nowych francuskich obrońców. Lamine Sane w Bordeaux podobno był długo liderem obrony, ciepło mówili o nim spece od Ligue 1. Niklas Moisander to były kapitan Ajaksu Amsterdam, co ma swoją wymowę. Swego czasu to był świetny obrońca. Pytanie, jak jest dzisiaj. Umiejętności zostają, ale szybkość może już nie być ta. Szybkim testem będzie mecz Bayernem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: „TO MOŻE BYĆ PRZEŁOMOWY SEZON BAYERU LEVERKUSEN”

Gdzie w tej kadrze widzisz największe braki, które z czasem mogą być problemem Werderu?

- Trudno powiedzieć o brakach, ale moim zdaniem największym błędem Skripnika jest to, że Sambou Yatabare jest ustawiany jako prawy, a nie defensywny pomocnik. W Belgii grał tylko i wyłącznie na środku pomocy. On nie ma technicznych umiejętności, kreatywności i szybkości na skrzydłowego. Jeżeli trener dalej będzie tak robił – a w Pucharze Niemiec tak zrobił – to wyrządzi krzywdę zarówno drużynie, jak i chłopakowi, wystawiając go cały czas na nie jego pozycji. W środku pomocy mógłby sobie świetnie poradzić. Nie znam Roberta Bauera, wziętego z Ingolstadt, ale Santiago Garcia przynajmniej będzie czuł, że ma na prawej obronie jakiegoś zmiennika. Ważne, że na każdej pozycji są po dwaj zawodnicy, nikt – poza Claudiem Pizarrem – nie ma pewnego miejsca w składzie.

Nie boisz się o obsadę bramki?

- Mam nadzieję, że Raphael Wolff szybko spakuje walizki. Doszedł Jaroslav Drobny, który swoim doświadczeniem może bardzo pomóc Feliksowi Wiedwaldowi na treningach. Może nie poprawi jego bramkarskich umiejętności, ale przekaże trochę doświadczenia. Jeśli Wiedwald będzie bronił tak, jak w końcówce poprzedniej rundy, to nie mam się czego obawiać. W dużej mierze to on uratował Werderowi miejsce w Bundeslidze. Trudno, żebym teraz wieszał na niego psy, skoro bronił całkiem niedawno rewelacyjnie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: „PISZCZEK OPIERA SIĘ ODMŁODZENIU W BORUSSII, BŁASZCZYKOWSKI MUSIAŁ ODEJSĆ”

Najgłośniejszym nazwiskiem, które trafiło do Werderu, był niewątpliwie Max Kruse. Czego się po nim spodziewasz?

- Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, jak będzie szło drużynie. Jeśli będą punkty i atmosfera, to powinien szybko – po wyleczeniu kontuzji – wpaść w swój rytm. Jeśli zespół będzie przegrywać, od niego będzie się natychmiast wymagało bramek, nie dadzą mu kilku meczów na złapanie formy. Kosztował bardzo duże – jak na Werder – pieniądze. Jeśli początek sezonu będzie jak za Robina Dutta i bremeńczycy będą dostawać od każdego bęcki, będzie problem. Wiadomo, że z Bayernem przegrają, ale później w miarę może się to ułożyć. A wtedy Kruse będzie bardzo silnym punktem zespołu, bo to klasowy piłkarz. Generalnie, w Werderze napastnicy z Bundesligi generalnie nie zawodzą. Ten klub wypromował kilku napastników. Niektórzy w Werderze się sprawdzali, a w innych klubach już nie. Ale nigdy nie było problemu z tym, żeby napastnicy strzelali dla Werderu gole.

Znów wszystko się będzie kręcić wokół nieśmiertelnego Claudia Pizarra?

- Myślę, że nie. Poprzedni sezon miał rewelacyjny, choć zawodnicy w tym wieku, po 60 minutach powinni być zmieniani. A on był za bardzo eksploatowany przez cały sezon. Od niego wymaga się za dużo, dlatego grał prawie bez przerwy. Myślę, że teraz to skutkuje kontuzjami. Jeśli będzie zdrowy, to on nie musi biegać, żeby strzelić gola. Wie, gdzie stać, ma umiejętności. Ale Werder ma teraz taką możliwość rotacji, tylu napastników, że powinien się trochę od Peruwiańczyka uniezależnić. Pytanie, czy Skripnik będzie potrafił z tych napastników korzystać.

PRZECZYTAJ TAKŻE

„Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego”

„Nie zabolała mnie strata Leroya Sanego. Za rok mógłby przejść do Bayernu”

20242991260_4c3f485a70_z

Po dwóch z rzędu rozczarowujących sezonach, Schalke 04  znów zaczyna wszystko od nowa. Ma nowego trenera oraz dyrektora sportowego i chce wreszcie zacząć  gonić dystans do uciekającej z roku na rok ścisłej czołówki. O nowej odsłonie klubu z Gelsenkirchen mówi Marcin Borzęcki, dziennikarz Weszło i fan Schalke.

borzecki

W ostatnich latach nie było łatwo kibicować Schalke. Czy masz jeszcze jakieś nadzieje przed nowym sezonem?

Marcin BORZĘCKI: – Nigdy nie było łatwo kibicować Schalke. Nastroje mam mocno ambiwalentne, bo takiej niewiadomej, jak w tym sezonie, jeszcze nie było. Na górze zmieniło się właściwie wszystko – zarówno dyrektor sportowy, jak i trener. Jest wielu nowych zawodników, więc ciężko powiedzieć, jak to będzie wyglądało. Na pewno jestem spokojniejszy niż przed każdym poprzednim sezonem. Markus Weinzierl nie jest moim wymarzonym trenerem, ale to część planu. A wcześniej dominowały w Schalke doraźne sposoby zaleczenia problemów – jak nie Roberto Di Matteo, to Andre Breitenreiter. Dyrektor sportowy Christian Heidel to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nie mam wielkich oczekiwań na ten sezon, ale wierzę, że z czasem jego praca będzie przynosić efekty.

Jesteś przekonany, że Heidel będzie tak samo skuteczny, jak był w Moguncji?

 Na początku był pewien niepokój, jak poradzi sobie z dostępem do dużej gotówki, ale te pierwsze ruchy świadczą o nim bardzo dobrze. Porusza się po rynku transferowym naprawdę sprawnie, mądrze dysponuje pieniędzmi. Gdy czytam wywiady z nim, sprawia wrażenie gościa rozsądnego i konkretnego. Horst Heldt, jego poprzednik, wszystko robił trochę po omacku, na farta, a tu wszystko jest przemyślane. Mocno przygotował się do swojej roboty. To projekt na lata.

Wiadomo, że w Schalke ścierają się różne frakcje. Nie obawiasz się, że Heidel nie dostanie pełnej władzy?

- Na pewno wokół klubu kręci się sporo podpowiadaczy, mądre głowy, które dorzucają swoje trzy grosze, ale myślę, że charakter Heidela nie pozwoli na to, by ktoś ingerował w jego pracę. To gość z jajami. Nie da sobie przeprowadzać dużych transferów na ostatnią chwilę, jak Heldt z Kevinem-Princem Boatengiem. Heidel pewnie będzie się starał dążyć do autorytarnej władzy. W jego działce nikt nie będzie mógł na pewno mieszać.

Wspomniałeś, że Weinzierl to nie jest twój wymarzony trener. Dlaczego?

- Nie jest wymarzony, ale z drugiej strony, gdy zastanawiałem się kto byłby wolny, w zasięgu, wpisujący się w plany klubu, to nie znalazłem nikogo lepszego. Mam pewne obawy czy nie okaże się to Breitenreiter bis, ale ich doświadczenia są jednak nieporównywalne. Weinzierl prowadził Augsburg przez długi czas, grał z nim w Lidze Europy. Ciężko ich porównywać, choć Weinzierl też jest sporą niewiadomą. Ale jestem optymistą. 

Czego twoim zdaniem należy realnie oczekiwać po Schalke?

- Zadowoliłoby mnie miejsce w pierwszej czwórce i taki wymóg bym stawiał. Wydaje mi się to w miarę w zasięgu, choć gdy patrzę na wzmocnienia Leverkusen czy Wolfsburga, jestem trochę przerażony. A jest przecież jeszcze Gladbach. Mimo to myślę, że czwórka byłaby w zasięgu. Ale nie o to chodzi. Nie chcę patrzeć krótkowzrocznie. Pracę Heidela czy Weinzierla powinniśmy oceniać w perspektywie kilku lat. Dałbym im czas. Jako kibic Schalke, jestem tak wyposzczony, że jestem w stanie dać dużo czasu i ogromne wotum zaufania, byleby spokojnie popracowali i w długim okresie coś poprawili. Gdyby okazało się, że znów będzie tylko Liga Europy, to nie będę narzekał. Nie zawieszam wysoko poprzeczki. 

Wielu spodziewało się po Schalke sporej aktywności transferowej. Tymczasem Heidel chyba chce zobaczyć, jak na niektórych zawodników wpłynie zmiana trenera.

- Po części się zgadzam, bo obserwując okres sparingowy, zwróciłem uwagę, że np. Eric-Maxim Choupo-Moting spisywał się doskonale. To był zawodnik, którego nie poznawałem. Poprzednio był chimeryczny, a teraz grał świetnie. Może Weinzierl z Heidelem chcą poczekać i ocenić z bliska niektórych piłkarzy. Czy spodziewałem się szaleństwa? Miałem pewnie cichą nadzieję na sporo transferów, ale wiem, że Schalke ma nadal spore długi i nie może sobie pozwolić na rozrzucanie pieniędzy na lewo i prawo. Ale coś się jeszcze może wydarzyć przed końcem okienka.

A z obecnych transferów jesteś zadowolony?

Jak najbardziej. Niedosyt pozostawia oczywiście kontuzja Kokego, po którym wiele sobie obiecywałem. Świetnym ruchem było rozbicie transferu Breela Embola na trzy raty po około osiem milionów, przez co budżet klubu tak mocno tego nie odczuje. Naldo w sparingach pokazał, że może wnieść wartość większą niż Joel Matip. Możemy bardzo szybko zapomnieć o Kameruńczyku. Świetnie gra w destrukcji, a do tego bardzo dużo podpowiada innym. W tym sezonie to może być najważniejszy transfer. Bo Embola traktuję jednak jako wzmocnienie głównie na przyszłość.

O drużynie Schalke mówiło się, że jest za grzeczna. Czy to się zmieniło?

 - Chciałbym w drużynie takiego doświadczonego pomocnika z jajami. Przywołam znowu Koke. Kibice Sevilli podkreślali, że to nie był zawodnik, który trafiał na czołówki gazet, ale był pierwszy do pracy. To podobno dusza i serce zespołu, dlatego fajnie jakby był jak najszybciej do dyspozycji. Poza zasięgiem jest Bastian Schweinsteiger, ale o kimś takim w Schalke bym marzył. Chociaż nie wiem, jak wtedy Weinzierl pomieściłby w składzie jeszcze Leona Goretzkę, Johannesa Geisa i Maksa Meyera. Ale to problem tylko hipotetyczny.

Na ile zabolała cię strata Leroya Sanego?

 - Nie zabolała mnie. Kocham go oglądać i na pewno będę regularnie oglądał dla niego mecze Manchesteru City, ale jestem świadom tego, że za rok mógłby odejść do Bayernu Monachium, a tego bym nie przeżył. Już po Manuelu Neuerze długo się zbierałem. Jego sprzedaż cieszy mnie tym bardziej, że udało się wyciągnąć za niego kolosalne pieniądze. Kosztował więcej milionów niż rozegrał meczów w Bundeslidze.

 Nie boisz się, że wzmocnienia wzmocnieniami, a znów wszystko będzie zależeć od dyspozycji Klaasa-Jana Huntelaara?

 - Punktem wyjścia jest to, jak Weinzierl to ustawi. W sparingach grał na jednego albo dwóch napastników. Za Breitenreitera napastnicy też czasem grali w linii, ale tutaj zawsze jeden z nich cofał się po piłkę. Nie jestem zbytnio fanem Huntelaara, widać, że nie ma już żadnej dynamiki. Być może jest rozpatrywany jako mentor dla Embola. Wierzę, że z racji obecności w klubie Szwajcara oraz Franca Di Santa, odpowiedzialność za strzelanie goli trochę się rozłoży. Liczę, że Argentyńczyk, po fatalnym sezonie, wróci do poziomu prezentowanego w Werderze Brema. Przydałby się jeszcze jakiś skrzydłowy. Wtedy, grając rozsądnie i z głową w obronie, nie powinniśmy być uzależnieni od tego czy Huntelaar trafi do bramki.

PRZECZYTAJ TAKŻE 

Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego” – rozmowa z Michałem Jeziornym.

„Piszczek opiera się odmłodzeniu w Borussii. Błaszczykowski musiał odejść” – rozmowa z Pawłem Musiałem.

„To może być przełomowy sezon Bayeru Leverkusen” – wywiad z Martinem Huciem.

 

„To może być przełomowy sezon Bayeru Leverkusen”

bayarena

Trudno sobie przypomnieć Bayer Leverkusen, który przed sezonem wyglądałby tak obiecująco jak teraz. O ile w poprzednich latach, nie było żadnej walki nie tylko o mistrzostwo, ale też o wicemistrzostwo Niemiec, o tyle tym razem, Bayer może rzucić wyzwanie nie tylko Borussii Dortmund, ale nawet Bayernowi Monachium – oczywiście, gdyby ten raczył choć trochę osłabnąć. O nadziejach przed nowym sezonem opowiada nam dzisiaj Martin Huć, redaktor polskiego serwisu Bayeru Leverkusen.

huc

Pal Dardai, trener Herthy Berlin, mówi, że mistrzem Niemiec będzie Bayer Leverkusen. Zwariował czy coś w tym może być?

Martin HUĆ: – Zawsze jestem ostrożny z nadziejami przed kolejnymi sezonami. 19 lat kibicowania Bayerowi mnie tego nauczyło. Było kilka takich sezonów, gdy wydawało się, że będzie przełom i nagle wszystko się sypało. Patrząc na kadrę, to naprawdę może być przełomowy sezon. Kadra jest świetna. Nie licząc lewej obrony, gdzie jest tylko Wendell i – awaryjnie Beniamin Henrichs – na każdej pozycji jest dwóch-trzech zawodników. Z drugiej strony, nie wiem czy to nie będzie pułapka. Po czerwcowych ruchach transferowych, było dla mnie nie do pomyślenia, że Andre Ramalho, Robbie Kruse, Admir Mehmedi czy Ryu Seung-woo zostaną w drużynie. A wszyscy w tej kadrze są. Obawiam się jedynie czy ta kadra nie jest za szeroka, czy nie pojawią się z tego powodu jakieś niesnaski. Na pozycję środkowego obrońcy jest sporo zawodników, a jeszcze może przyjść Aleksandar Dragović z Dinama Kijów (we wtorek podpisał kontrakt – przyp. MT). Na środku pomocy na początku nie będzie tłoku, bo Lars Bender i Julian Brandt grali na igrzyskach olimpijskich, ale za chwilę będzie tam kilku graczy. Tak samo na skrzydłach, gdzie doszli Levin Oeztunali czy Kevin Volland. Próbowałem rozpisać podstawową jedenastkę, jak mogłaby wyglądać i miałem problem, by kogoś odrzucić. Wielu dobrych graczy nie załapie się nawet na ławkę. Dlatego faktycznie, jakąś nadzieję nawet na mistrzostwo można mieć. Przykład Leicester City pokazał, że wszystko jest możliwe. Nie powiem, że Bayer to główny kandydat. Na razie jest za plecami Bayernu i Borussii Dortmund. Ale są podstawy do optymizmu.

Mówimy o planie maksimum. A na co realnie stać Bayer?

- Na pewno ten sezon będzie trudniejszy dla trenera Rogera Schmidta, bo miejsce poza trójką będzie porażką. W zeszłym sezonie czwarte miejsce jeszcze byłoby OK, za rok byłoby rozczarowaniem. Na pewno zarząd oczekuje też pokazania się w Europie. Nie tylko wyjścia z grupy Ligi Mistrzów, ale walki o ćwierćfinał. Wicemistrzostwo Niemiec na pewno byłoby traktowane jako sukces. Pieniądze, które Bayer wydał na transfery i utrzymanie całej kadry, choćby zatrzymanie w klubie Oemera Topraka, powodują, że oczekiwania wobec Schmidta rosną. Nikt nie oczekuje mistrzostwa, wicemistrzostwa też nikt głośno nie wymaga, ale miejsce na podium to minimum. 

Po którym transferze najwięcej sobie obiecujesz?

Paradoksalnie, po transferze sprzed roku. Charles Aranguiz do Bayeru trafił latem 2015, ale kontuzja, której się nabawił, spowodowała, że zagrał tylko kilka meczów, które dały ogromną nadzieję. Myślę, że teraz pokaże, że zeszłoroczny transfer był trafiony. Powinien być motorem napędowych drużyny. Z zawodników pozyskanych tego lata – na pewno wiele oczekuję od Kevina Vollanda. Bayer zaskoczył wielu, że zdołał go wyciągnąć z Hoffenheim i prześcignąć konkurencję. Sparingi pokazały, że już dobrze rozumie się z Karimem Bellarabim i uzupełnia się z Javierem Hernandezem.  

 W Bayerze w ostatnich latach wyskakiwali zwykle jacyś młodzi, zdolni zawodnicy, jak Brandt, Vladlen Jurczenko czy Henrichs. Ktoś taki jest dziś na horyzoncie?

- Z tym jest problem, bo ta szeroka kadra sprawia, że trudno będzie się jakiemuś nowemu przebić. Henrichs na pewno dostanie swoje szanse, może Joel Abu Hanna, mistrz Niemiec juniorów, który był już parę razy na obozach. Może usiądzie parę razy na ławce, ale raczej nagle nie wskoczy do podstawowego składu. Nie za bardzo jest miejsce dla młodych graczy. Mam nadzieję, że w kolejnych latach przebije się bramkarz Tomek Kucz, który już parę razy trenował z drużyną, był na obozie. Może z czasem dostanie szansę.

Przez lata atak Bayeru opierał się na Stefanie Kiesslingu. Teraz Niemiec jest kontuzjowany, ale chyba udało się od niego uniezależnić?

-  Parę lat obawiałem się tego, że gra była oparta tylko na nim, dyskutowałem często z wieloma osobami, kogo by ściągnąć, żeby był dobrym następcą. Okazało się jednak, że poszło to dość bezboleśnie. Przyszedł Hernandez, dobrze wpasował się do gry w Bundeslidze i Kiessling zszedł trochę na boczny tor, choć gdy wchodził, pomagał drużynie. Teraz przyszedł Volland, Bayer zostawił wypożyczonego ostatnio Joela Pohjanpalo, ze względu na problemy zdrowotne „Kiessa”, ale wierzę, że ten doświadczony napastnik jeszcze się nam przyda. Jest legendą Bayeru, ma szacunek wśród kibiców, jest dobrym łącznikiem pomiędzy drużyną a fanami, ma też posłuch w szatni. Przez najbliższe lata może być pomocny jako zawodnik od dbania o atmosferę. A przy okazji, gdy będzie zdrowy, na pewno pomoże doświadczeniem i zaangażowaniem.

Czy twoim zdaniem to będzie kluczowy sezon dla Rogera Schmidta? W Leverkusen pracuje już od dwóch lat. Miał świetne momenty, ale wydaje się, że pełni potencjału z zespołu jeszcze nie wycisnął.

- Na pewno to będzie najtrudniejszy sezon. Już poprzedni był bardzo trudny, bo w rundzie wiosennej przytrafiła się seria nieoczekiwanych porażek, odpadnięcie z Villarrealem w Lidze Europy, zawieszenie za kłótnię z sędzią i przed meczem ze Stuttgartem pojawiły się spekulacje, że gra o posadę. Sytuacja kadrowa była ciężka. Zagrali wtedy Jurczenko, Ramalho, Henrichs. I nagle drużyna wygrała 2:0, a wszystko się odmieniło, do samego końca grając już świetnie. Widać było, jak niewiele trzeba, żeby odbiór trenera nagle się zmienił. Sam byłem już w tym momencie za tym, żeby coś zmienić, bo sytuacja robiła się fatalna, po czym Bayer zaczął grać najładniej w Bundeslidze. Długo miałem ze Schmidtem problem, bo młodzi zawodnicy się u niego nie rozwijali. Brandt, Calhanoglu stanęli w miejscu. Końcówka to wszystko zmieniła.  Teraz jednak znów będą duże oczekiwania, koniecznie trzeba zająć miejsce na podium i jeszcze pokazać się w Europie. Bayer już nie będzie w Lidze Mistrzów jako klub z młodą kadrą, niedoświadczony, ale jako mocny klub z Bundesligi, który w meczu z najmocniejszymi walczy i robi zamieszanie, a słabszym pokazuje miejsce w szeregu. Ale wierzę, że Schmidt temu podoła. Wierzę w niego. Podbudowała mnie końcówka sezonu. Myślę, że to trenera na lata, który ma swoją wizję. Mówi się, że jest wizjonerem. Potrafi grać ofensywnie, ładnie dla oka. Mam nadzieję, że potwierdzi. Głównym testem będzie umiejętność rotowania składem i utrzymania spokoju w szatni oraz dbania o atmosferę, przy tak szerokiej kadrze.

Wspomniałeś o Calhanoglu. Jeszcze rok temu wydawało się, że będą się o niego bić największe firmy. Myślisz, że to dla niego też sezon ostatniej szansy?

- Każdy chciał odejścia Calhanoglu już tego lata. Myślałem: „Niech Anglicy dadzą te 30 milionów i niech idzie, znajdziemy za niego dwóch lepszych zawodników za 15 milionów”. Dlatego dużym zaskoczeniem było dla mnie, gdy został tymczasowym kapitanem. To pokazało, żę Schmidt widzi w nim ciągle wielki talent, zawodnika, który ma charakter i większy wpływ na drużynę. Czy w tym sezonie może się obudzić? Przede wszystkim, musiałby wywalczyć miejsce w składzie, a ja na razie tego nie widzę. Przy Kevinie Kamplu, Aranguizie, Julianie Baumgartlingerze, gdzie on mógłby grać? Póki nie będzie Bendera i Brandta, to może tak, ale potem stanie się  rezerwowym. Mam nadzieję, że nie będzie się go wpychać do składu tylko po to, by go potem sprzedać. Liczyłem na pieniądze z jego transferu, ale po nieudanym Euro, kompletnie do zera spadło zainteresowanie nim. Ale może to mu pomogło, bo miał spokojny okres przygotowawczy po poprzednim, okropnym sezonie. Pierwszy rok w Bayerze ratował jeszcze liczbami – golami z wolnych, asystami – ale w poprzednich rozgrywkach już nawet wolne mu nie wychodziły. Zyskał łatkę nieudanego transferu, niespełnionego talentu. Nadal jest młody i wszystko przed nim, ale będzie miał problem z grą. Jeśli Schmidt ma stawiać na kogoś młodego, wolałbym częściej oglądać Jurczenkę, który przyszedł za drobne z rezerw Szachtara Donieck i w obliczu wielu kontuzji, pokazał się z dobrej strony.

PRZECZYTAJ TAKŻE

„Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego”

„Piszczek opiera się odmłodzeniu w Borussii. Błaszczykowski musiał odejść”

„Piszczek opiera się odmłodzeniu w Borussii. Błaszczykowski musiał odejść”

10575605576_edc3655e7e_z

Na „Z nogą w głowie” kontynuujemy przygotowania do startu Bundesligi z najlepszymi polskimi ekspertami od niemieckich klubów. Po rozmowie z Michałem Jeziornym o Bayernie Monachium, dziś przyglądamy się sytuacji Borussii Dortmund, głównej nadziei całej ligi na zdetronizowanie Bawarczyków. Naszym przewodnikiem będzie Paweł Musiał, redaktor polskiego serwisu klubu z Dortmundu – borussia.com.pl.

Masz jakiekolwiek nadzieje, że Borussia Dortmund w tym sezonie wreszcie poważnie zagrozi Bayernowi Monachium?

Paweł MUSIAŁ: – Z jednej strony, zmiana trenera w Bayernie czy też – biorąc pod uwagę podatność kilku zawodników na kontuzje – nieco zbyt wąska kadra monachijczyków, to jakieś przejawy tego, że to jest właśnie ten sezon, w którym Bawarczyków uda się zdetronizować. Z drugiej strony, mam świadomość, że Borussia straciła trzech kluczowych zawodników, piłkarzy klasy światowej. W klubie panuje rewolucja personalna, więc ciężko wymagać, by wszystko grało od początku. Spodziewam się, że Thomas Tuchel będzie jednak potrzebował trochę czasu zanim to wszystko zaskoczy. Czyli są jakieś przesłanki, że to może być słabszy sezon Bayernu, ale zmiany w Borussii mogą sprawić, że nie uda się tego wykorzystać.

Do tego dochodzi jeszcze Liga Mistrzów, którą Dortmund nie musiał sobie w zeszłym sezonie zaprzątać głowy.

Zdecydowanie. Dla Tuchela to będzie debiut w Lidze Mistrzów i to też pewien znak zapytania, jak drużyna będzie w stanie to łączyć z Bundesligą. Na pewno Liga Mistrzów wymaga innej motywacji, Tuchel też będzie musiał pokazać coś nowego. Faktycznie, może to mieć przełożenie na ligę, ale kadra Borussii jest jednak dość szeroka. Mam nadzieję, że wystarczająco.

Borussia dostała za piłkarzy ponad sto milionów i wydała na nowych graczy sto milionów. Wzmocniła się czy osłabiła?

Z początku byłem trochę podłamany. Spodziewałem się, że Ilkay Guendogan odejdzie, bo na to się zanosiło od dawna. Mats Hummels dał do zrozumienia, że szanse na jego pozostanie wynoszą 50 na 50, więc też można się było spodziewać, że odejdzie. Ale najbardziej zszokowało mnie, że odszedł Henrich Mchitarian, po roku tak owocnej współpracy z Tuchelem. Odejście całej trójki musiało boleć. Zwłaszcza, że klub dawał do zrozumienia, że wzmocnienia mogą się skończyć na kilku młodych zawodnikach. Potem jednak doszli Andre Schuerrle oraz Mario Goetze i sytuacja zaczęła wyglądać lepiej. Zespół opuściło trzech klasowych piłkarzy, ale z drugiej strony – Hummels miał fantastyczną rundę, lecz wcześniej nie brakowało głosów, że to dobry moment na zmianę środowiska, bo był nierówny, chimeryczny. Guendogana cały czas trapiły kontuzje i w ostatnich sezonach nie zawsze był ważnym ogniwem. A Mchitarian – przed przyjściem Tuchela – był największą klapą transferową w historii klubu. Do tego w ostatnich latach z nimi, Borussia nie zdobyła żadnych trofeów. Nie chcę być źle zrozumiany – to świetni zawodnicy, ale mam wrażenie, że to był odpowiedni moment na zmianę. Też nie wyobrażałem sobie klubu bez Juergena Kloppa, a po roku wszyscy zachwycamy się Tuchelem, jego Borussią, stylem prowadzenia drużyny. Dlatego mam nadzieję, że teraz wszystko też pójdzie w dobrą stronę.

8682625903_724832bf5e_z

Wspomniałeś o Goetzem. Jak – jako kibic Borussii – traktujesz jego powrót? Jako policzek ze strony klubu w kierunku fanów?

- Jeszcze przed kilkunastoma miesiącami taki transfer wydawał mi się nierealny i nie do zaakceptowania. Ale wiemy, ile się od tego czasu wydarzyło. Nie pomyślałbym też, że Hummels wróci do Bayernu. Takie jest życie kibica. Futbol jest szalony. Dziś fani Bayernu witają Hummelsa, fani Borussii witają Goetzego. Dobro klubu jest najważniejsze. Wierzę, że Mario doda Borussii jakości. To nadal bardzo młody zawodnik, ale już z ogromnym bagażem doświadczeń. Nadal ma ogromny talent, bo to się przecież nie zmieniło w czasie jego pobytu w Monachium. Obudziliśmy się w takiej rzeczywistości. Trzeba to zaakceptować, dać mu szansę i wierzyć, że znów poprowadzi Borussię do sukcesów.

A co z Andrem Schuerrlem? On też nie był oczywistym wyborem.

To fakt, ten transfer też wzbudził w Dortmundzie kontrowersje. Kosztował około 30 milionów euro, a wszyscy mają w pamięci, że w ostatnich latach był bardzo nierówny. Ciężko powiedzieć, jak się rozwinie. Ale trzeba pamiętać, że swój bardzo dobry okres w Bundeslidze przeżywał w Mainz, pod skrzydłami Tuchela. Borussia zdecydowała się na bardzo odważny ruch. To taki autorski transfer Tuchela. Mam nadzieję, że Schuerrle się przebudzi, a Tuchel będzie w stanie dobrze zagospodarować go dla drużyny.

Schuerrle przychodzi w ramach pewnej wymiany z Wolfsburgiem za Jakuba Błaszczykowskiego. Byłeś zaskoczony tym, że Kuba nie dostał szansy?

Bardzo ubolewam nad tym, jak sprawy potoczyły się przede wszystkim przed rokiem. Żałuję, że wtedy nie zdecydował się na pozostanie w BVB. Łatwo mówić z perspektywy czasu, ale to była najlepsza okazja, by przekonać do siebie Tuchela. Jak się okazało, Adnan Januzaj nie odegrał w Borussii żadnej roli. Jonas Hofmann, po dobrym początku, również rzadko pojawiał się w składzie. Później często pierwszą opcją na skrzydło bywał Gonzalo Castro czy – w dalszej fazie sezonu – Erik Durm. Tego mi najbardziej szkoda. Błaszczykowski mógł wtedy wrócić do łask. Teraz, po transferach Emrego Mora i Ousmane’a Dembelego, można się było jeszcze łudzić, że znajdzie się miejsce dla Kuby. Ale pozyskanie Goetzego i Schuerrlego postawiło sprawę jasno. Wtedy byłem już przekonany, że Polak odejdzie. Od strony kibicowskiej, to wielka szkoda, że tracimy kolejnego zasłużonego zawodnika, jednak jak najbardziej rozumiem decyzję Tuchela. Kuba jest już dość zaawansowany wiekowo. Nie chcę robić z niego emeryta, ale znamy jego podatność na kontuzje. Do tego dochodzi chęć odmłodzenia kadry BVB. Musiał szukać szczęścia gdzie indziej.

 Temu odmłodzeniu cały czas opiera się Łukasz Piszczek, najstarszy piłkarz Borussii z pola. Myślisz, że znów będzie wyborem numer jeden na prawej obronie?

- Przed rokiem bałem się co z nim będzie, po tych jego problemach z biodrem. Na szczęście przetrwał tę rewolucję Tuchela, przetrwał świetną rundę Matthiasa Gintera i potrafił na nowo wywalczyć sobie miejsce w składzie. W tym sezonie raczej nic się w tej kwestii nie zmieni. Felix Passlack to moim zdaniem przyszłość reprezentacji Niemiec na prawej obronie, ale będzie potrzebował trochę czasu. Na pewno rozegra kilka spotkań, zbierze doświadczenia, ale Piszczek nie musi się obawiać z jego strony o miejsce w składzie. Opcją jest również Ginter, ale Tuchel w tym sezonie da mu więcej szans na środku obrony. Nie będzie bezpośrednim rywalem Piszczka, tylko ewentualną możliwością na wypadek kontuzji Polaka. On też ma swoje predyspozycje, ale znamy jego braki w dynamice. Jest jeszcze Durm. Nie wiemy, ile potrwa jego przerwa. Docelowo jednak myślę, że to ostatni sezon Durma w Borussii. Pałeczkę po nim przejmie Passlack i to on będzie powoli wdrażany w zespół. To jednak trochę potrwa i Łukasz ma jeszcze przynajmniej sezon regularnej gry przed sobą.

 Na wiosnę Tuchel wystawiał czasem Piszczka jako jednego ze stoperów w systemie z trójką obrońców. Myślisz, że może w tym miejscu zostać na dłużej?

- Raczej będzie zmieniał ustawienie tylko w pewnych fragmentach meczu, zależnie od sytuacji. Myślę, że nie będzie uwzględniany jako środkowy obrońca, nie licząc pewnych krótkich, awaryjnych sytuacji. Ogólnie, przed sezonem pojawiały się głosy, że Tuchel może chcieć częściej grać na trzech obrońców. To pewnie możliwe, ale na razie wygląda na to, że bazowym ustawieniem pozostaje system z czterema defensorami.

Borussia wprowadza do Bundesligi kilku nowych, bardzo ciekawych piłkarzy. Po kim obiecujesz sobie najwięcej?

- Borussia sprowadziła ośmiu nowych piłkarzy. Każdy jest wciąż młody i z potencjałem na jeszcze lepszą grę. Gdybym miał wybrać jednego, wskazałbym na Dembelego. Wszyscy wiążą z nim duże nadzieje, ze względu na swobodę poruszania się z piłką. Borussia będzie miała z niego wiele radości, a przypuszczam, że w przyszłości także wiele pieniędzy. Ciekawy jest też Emre Mor. Na razie trochę chaotyczny, pytanie czy będzie potrafił przejść granicę z juniorskiej do seniorskiej piłki, bo znamy jednak przypadki graczy imponujących techniką, szybkością, dryblingiem, ale nazywamy ich jeźdźcami bez głowy. Niemniej, w obu przypadkach, ich umiejętności są naprawdę imponujące i z przyjemnością patrzy się jak mijają kolejnych rywali.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego

Zdjęcia: Flickr.com/creative commons

 

„Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego”

14798256151_98187e9352_z

Jako że za pięć dni rusza Bundesliga, czas się do niej właściwie przygotować. A nikt nie przygotuje was do sezonu lepiej niż najwięksi eksperci. W kolejnych dniach na „Z nogą w głowie” będziecie mogli przeczytać rozmowy z ludźmi spoza pierwszych stron gazet, którzy jednak o swoich niemieckich klubach wiedzą wszystko. Prowadzą bowiem ich polskie serwisy internetowe, czytają wszelkie możliwe informacje, śledzą wszystkie możliwe sparingi. Nie grali nigdy w Bundeslidze, ale znają ją jak mało kto. Na pierwszy ogień zachęcam do przeczytania rozmowy o Bayernie Monachium z Michałem Jeziornym, tłumaczem, który przełożył na polski biografie m.in. Roberta Enkego, Philippa Lahma, Francka Ribery’ego, a do niedawna redaktorem polskiej strony Bayernu. Bez wątpienia jeden z największych ekspertów od spraw monachijczyków w Polsce.

jeziorny

Cztery lata z rzędu Bayern Monachium dominuje w Bundeslidze. Czy zmiana trenera może być czynnikiem, który zakończy tę dominacje?

Michał JEZIORNY: – Myślę, że dominacja nie minie, chyba, że naprawdę odpaliłyby od razu wszystkie młode gwiazdy Borussii Dortmund. Ale muszę przyznać, że te początki Carla Ancelottiego ogląda mi się póki co bardzo dziwnie. Jestem już bardziej przyzwyczajony do tego, że Bayern cały czas posiada piłkę. Gra w pierwszych meczach za Włocha wydawała mi się jakaś taka nienaturalna. Ale gdy przypominam sobie kontrataki, jakie wyprowadzał Real Ancelottiego, gdy grał z Bayernem, gola Karima Benzemy z tamtego pierwszego meczu półfinałowego, nabieram przekonania, że będzie dobrze. Do tego, że posiadanie piłki będzie niższe, trzeba się przyzwyczaić.

Wiemy, że drużyny Ancelottiego często miały problemy w rozgrywkach ligowych. Czy w Bayernie te częste straty punktów mogą się powtórzyć?

- To możliwe, że Bayern będzie częściej niż ostatnio tracić punkty. Zmiana taktyki może się okazać bardzo duża, co będzie wymagało trochę czasu. Jakość jest jednak duża, że powinni sobie poradzić. Ale nie wolno lekceważyć przeciwników. O mistrzostwo mogą powalczyć też inne mocne ekipy – przede wszystkim Borussia Dortmund i Bayer Leverkusen, ale ja doliczyłbym do tego grona jeszcze Schalke.

Transfery Matsa Hummelsa i Renato Sanchesa to były brakujące ogniwa Bawarczyków?

- Sanches niekoniecznie, bo pomoc jest tak wysokiej jakości, że może się to okazać transfer dopiero na przyszłość. W tym momencie niekoniecznie zrobi różnicę. Hummels natomiast jak najbardziej. To piłkarz, którego brakowało. Gdyby Holger Badstuber nie miał tylu kontuzji, mógłby regularnie grać u boku Jerome’a Boatenga. Javi Martinez nie jest typowym środkowym obrońcą, najlepsze mecze grał przecież u boku Bastiana Schweinsteigera na środku pomocy, za Juppa Heynckesa w sezonie 2012/2013. Hummels z Boatengiem to będzie wspaniały duet. Szczerze żałuję, że Mats nie trafił do Monachium rok temu, tak by miał jeszcze możliwość popracować z Pepem Guardiolą.

Wspomniałeś o Martinezie. Jaki będzie los takich piłkarzy jak on czy David Alaba, którym Guardiola zmienił pozycje? Myślisz, że u Włocha wrócą tam, gdzie zaczynali?

- Tego, że Alaba będzie grał na lewej obronie, jestem pewny. Zbyt dobrze sobie tam radził, żeby wystawiać go gdzie indziej. Zwłaszcza, że Juan Bernat nie jest piłkarzem, któremu udałoby się wygryźć Austriaka ze składu. Martineza może mi być szkoda. Nie został powołany na Euro, bo okazało się, że są piłkarze, którzy grali równie dobrze. Dochodzi w tym momencie Sanches, który gra na podobnej pozycji. Chciałbym zobaczyć rotacje na tej pozycji. A jeśli już miałbym kogoś wybierać, wolałbym, żeby wypadł Xabi Alonso. Chociaż w formie z zeszłego sezonu może być bardzo potrzebny.

7513565668_25cb9f84d5_z

Wiadomo, że kadra Bayernu jest niemal idealna. Ale gdybyś miał znaleźć jakiś jej słaby punkt, gdzie byś go szukał?

To może brzmieć absurdalnie, ale jednak na skrzydłach. Przede wszystkim przez problemy zdrowotne bocznych pomocników. Jest w tym momencie czterech klasowych skrzydłowych, ale dwóch – Arjen Robben i Kingsley Coman mają kontuzje. Pozostała dwójka nie będzie w stanie uciągnąć wszystkich meczów. Spore znaczenie będzie miało, jakim ustawieniem będzie grał Ancelotti. Zobaczymy, czy wróci do ustawienia Heynckesa – 4-2-3-1. Jestem ciekaw, czy nie postawi na dwóch napastników – z Thomasem Muellerem trochę cofniętym za Robertem Lewandowskim. Może to mieć sens. Innych rażących słabych punktów, poza skrzydłami, raczej nie ma. Jeśli obrona się ułoży i zacznie grać na swoim poziomie – ze zdrowym Boatengiem i Hummelsem na środku oraz Lahmem i Alabą na bokach, powinna być bardzo solidna. Największym wrogiem Bayernu mogą się znów okazać kontuzje. Bardzo mnie ciekawi, jak zmiana trenera, treningów, całego procesu szkoleniowego, wpłynie na sprawy zdrowotne. Na razie wszyscy po kolei się rozkładają. Urazy mogą powstrzymać Bayern.

Przez lata Bayern opierał się na Francku Riberym i Arjenie Robbenie. Dziś o Francuzie jest głośno głównie z racji kolejnych uderzeń łokciami, Holender nie gra w ogóle. Wierzysz w ich renesans czy raczej będą powoli wypierani?

- Costa i Coman powinni ich stopniowo wybierać. Ribery ma 33 lata, Robben 32. Jeśli już dziś są tak podatni na kontuzje, to pewnie z każdym rokiem będzie coraz gorzej. Zdrowia nie oszukamy. Regeneracja jest u nich już coraz wolniejsza. Wielkim znakiem zapytania jest Robben. Leczy się długo, a dalej właściwie nie ma perspektyw na jego powrót. Zmiana na skrzydłach powoli będzie następować, nowi będą coraz mocniej wchodzić. Ribery czy Robben na pewno zagrają jeszcze dobre mecze, ale to już nie będzie taki duet jak w sezonie 2012/2013.

Znowu jedynym napastnikiem Bayernu będzie Robert Lewandowski. Myślisz, że znów będzie królem strzelców? I czy nie sądzisz, że Bayern potrzebowałby jakiegoś jego zastępcy?

- Liczyłem po cichu, że Mario Gomez wróci i będzie zmiennikiem Lewandowskiego. Czuję do niego wielką sympatię i bardzo liczyłem, że znów trafi do Monachium. W tym momencie nie ma żadnego sensownego zmiennika dla Lewandowskiego. Robert jest bardzo silny, wspaniały. Było to widać w pucharze. Zwłaszcza ta trzecia bramka, gdy stanął i z takim luzem kopnął piłkę w lewy róg. Jeśli będzie karmiony piłkami z kontr, jak to było w Realu z Benzemą, to będzie jeszcze większą bestią niż jest. Granica trzydziestu bramek znów jest realna. Mam nadzieję, że kontuzje nadal będą go omijać. Fizycznie jest póki co nie do zdarcia.

Nastawiasz się, że to będzie ostatni sezon Lewandowskiego w Monachium i za rok będzie już nie do zatrzymania?

Za 12 miesięcy będziemy mieli 2017 rok. Lewandowski ma kontrakt do 2019. Nie wierzę, że w Bayernie zgodzą się na jego odejście. Wszyscy znamy jego profesjonalizm. Wiemy, jakie miał nastawienie w Dortmundzie. Chciał odejść, Borussia go blokowała, a on grał tak samo dobrze jak wcześniej, poziom jego gry ani trochę nie spadł. W Bayernie mają tego świadomość i też będą go blokować. Bayern nie potrzebuje pieniędzy z jego transferu. Potrzebuje Lewandowskiego. Jeśli Robert bardzo by się uparł na odejście, to myślę, że najwcześniej będzie to możliwe w 2018 roku, na rok przed końcem umowy, żeby nie odszedł za darmo.

Dla którego zawodnika to może być sezon ostatniej szansy?

- Bardzo lubię Badstubera i mam do niego duży sentyment, bo jest wychowankiem. Ale ma tyle tych kontuzji, że dla niego ten sezon to zdecydowanie jest być albo nie być. Tego lata odeszli wszyscy piłkarze, przy których nazwiskach były znaki zapytania. Sebastian Rode jako zmiennik był fantastyczny, ale jego jakość przy reszcie była trochę niższa. Minimalnie, ale nie okazał się piłkarzem klasy Bayernu. Mario Goetze się nie sprawdził. Medhi Benatia nie dał rady kontuzjom. To była trójka potencjalnie do odejścia i wszyscy odeszli. W tym roku, oprócz Badstubera, byłby to ewentualnie Juan Bernat. Pytanie, jak Ancelotti go zaplanował. Alaby nie przejdzie, nie ma co dyskutować, ale może Włoch będzie miał na niego inny pomysł. Ci dwaj muszą się sprawdzić. Reszta jest dość bezpieczna.

 

Hummels i Bayern. Transfer niemal idealny

Transfer Matsa Hummelsa do Monachium nabiera coraz wyraźniejszych kształtów. Najpierw zamieszanie swoimi wypowiedziami wywołał ojciec piłkarza, teraz coraz poważniejsze źródła potwierdzają rozmowy. Nawet Hans-Joachim Watzke, prezes Borussii Dortmund, przyznał wczoraj, że „jeśli Hummels odejdzie z Borussii, to raczej do Bayernu”. To byłby dla obu stron transfer ze wszech miar zrozumiały.

Fatalny błąd Klinsmanna

Hummels nie ukrywa, że Monachium jest docelowym miejscem, w którym ma osiąść jego rodzina. Zamieszkał tam, wraz z rodzicami, jako siedmiolatek w 1995 roku. Żył w stolicy Bawarii przez 13 lat. Na przedmieściach Monachium, w Unterhaching, do dziś pracuje jego ojciec. W tamtejszym IV-ligowym klubie gra jego młodszy brat. Z Monachium pochodzi jego żona. A on sam przez 13 lat grał w Bayernie. Przeszedł przez wszystkie grupy wiekowe. W 2007 roku, jako 19-latek, zagrał 38 minut w kończącym sezon meczu z FSV Mainz. Na więcej u Ottmara Hitzfelda nie mógł liczyć, bo przegrywał rywalizację z ówczesnymi stoperami Martinem Demichelisem i Luciem. Gdy pół roku później bawarski klub ściągnął za 12 milionów brazylijskiego stopera Breno, który zasłynął tylko tym, że spalił swój dom, Hummels zdecydował się odejść na wypożyczenie. Chciało go Hoffenheim, ale trafił do Dortmundu. Miał tam otrzaskać się z Bundesligą i wrócić do Bayernu jako podstawowy zawodnik. Ale talentu nie rozpoznał w nim Jürgen Klinsmann i stoper został sprzedany do Dortmundu za cztery miliony euro.

Od dziecka fan Bayernu

To była pomyłka, która ludziom w Bayernie długo tkwiła w głowie. Próbowali ściągnąć Hummelsa z powrotem w 2012 roku. Później spekulowało się o tym transferze jeszcze kilka razy. Ostatnio – pół roku temu, gdy Bayern na gwałt potrzebował stopera. Ale takiego transferu nie da się przeprowadzić w cztery dni, zwłaszcza w zimowym okienku transferowym. Teraz powrót wydaje się dużo bardziej prawdopodobny. Zwłaszcza, że lata temu Hummels podkreślał, że do momentu odejścia z Bayernu, był fanem tego klubu i „jego celem zawsze było grać dla Bayernu”. O tym, że perspektywy finansowe i sportowe w Monachium są lepsze niż w Dortmundzie, nie trzeba nikogo przekonywać. Dla Hummelsa to ruch praktycznie bez wad. W Borussii gra osiem i pół roku. Ma 27 lat. Obecny kontrakt obowiązuje do 2017 roku. Pozostając teraz w Dortmundzie, musiałby sobie odpowiedzieć na pytanie czy nie zostanie tam aby do końca kariery. Bardzo ryzykując, że nigdy nie wygra Ligi Mistrzów i wiedząc, że ciężko mu będzie zostać mistrzem Niemiec.

Wizerunkowe mistrzostwo świata

Dla Bayernu Hummels też byłby transferem idealnym. Takiego zawodnika Bayernowi brakowało od dawna. W Jeromie Boatengu Bawarczycy mają jednego z najlepszych stoperów świata. Ale Boateng jest tylko jeden. Ustawiani obok Niemca David Alaba czy Javi Martinez są oczywiście świetnymi piłkarzami, ale na najwyższym poziomie często wychodzi, że brakuje im tych kilku procent. Zwłaszcza jako stoperom, w czasach przed Guardiolą grali przecież w innych rejonach boiska. Hummels to postać godna Bayernu. Z Boatengiem znają się od lat. Tworzą przecież duet stoperów reprezentacji Niemiec. Razem zdobyli mistrzostwo świata. Uzupełniają się idealnie. Sportowo byłby wielkim wzmocnieniem i zapełnieniem pewnej luki. Także wizerunkowo byłby bardzo wygodny.Od lat narzeka się, że w Bayernie gra coraz mniej Niemców i coraz mniej wychowanków, co było niegdyś klubowym fundamentem. Hummels jest jednym z nielicznych piłkarzy spełniających trzy warunki: a) gracz światowej klasy b) Niemiec c) wychowanek Bayernu. Aż dziw, że dopiero dziś ten transfer nabiera kształtów.

Lepszy Bayern niż Barcelona

Miotają mną mieszane uczucia czy to dobry transfer dla bezstronnych fanów Bundesligi. Odejście Hummelsa będzie wielkim osłabieniem Borussii. Bayern znów skumuluje u siebie najlepszych piłkarzy ligi niemieckiej. W momencie, w którym rywalizacja o mistrzostwo Niemiec zaczynała się robić ciekawa, to będzie spory cios w Dortmund. Z drugiej strony, ostatnimi czasy zaczynała się nasilać niebezpieczna tendencja, w której najlepsi piłkarze Bundesligi nie idą do Monachium, ale do innych lig. Rozumiem, że zatrzymanie Hummelsa w Dortmundzie będzie trudne. Rozumiem, że nadszedł moment na transfer. A jeśli już ma odejść z Dortmundu, to lepiej, żeby trafił do Monachium i pozostał w Bundeslidze niż żeby grał w Barcelonie czy innym Manchesterze. Jeśli angielskie pieniądze sprawiają, że najlepsi piłkarze z Niemiec mają wyjeżdżać do Premier League, to cieszę się, że Bayern jest w stanie się temu przeciwstawić.

A poza wszystkim, transfer Hummelsa do Monachium miałby istotny walor estetyczny. Oznaczałby, że będziemy mogli co tydzień – a nie raz na kilka miesięcy, gdy gra reprezentacja Niemiec – podziwiać najlepiej wyprowadzających piłkę, najbardziej elegancko grających, stoperów świata, występujących obok siebie. Ta perspektywa nie pozwala mi pomstować na Bayern, że znów uderza w konkurencję.

Bundesligowcy na Wyspach. Kto zyskał, kto stracił

Trend jest na razie świeży, ale już można z całą pewnością stwierdzić, że będzie się nasilał. Angielskie kluby dopiero teraz odkryły Bundesligę. Latem minionego roku wydały na transfery zawodników z ligi niemieckiej rekordowe 207 milionów euro. To więcej niż przez siedem poprzednich lat razem wziętych. Jeszcze w 2009 roku kluby Premier League nie przelały niemieckim zespołom ani centa. Jeszcze w 2004 roku doszło między nimi do trzech transferów – Tomasza Kuszczaka, Gabora Kiraly’a i Jonasa Kolkki – za łączną kwotę 700 tys. euro. Dziś Anglicy łowią w Niemczech jak się da. Jeszcze chwilę i można będzie stwierdzić, że Bundesliga nie potrzebuje nowej umowy telewizyjnej, bo wszystkie kluby dostaną solidne wsparcie finansowe z Anglii.

Trend będzie się nasilał. Manchester City ma już tej zimy złożyć za Leroy’a Sanego ofertę za 55 milionów euro, angielskie media przebąkują, że Arsenal będzie się starał ściągnąć Pierre’a-Emericka Aubameyanga. Angielskim klubom nie można się dziwić – skoro poziom niemieckiej ligi jest wyższy, a przynajmniej nie jest niższy, a pieniądze są zdecydowanie mniejsze, to grzechem byłoby nie łowić w Bundeslidze. Kluby Bundesligi też narzekać nie mogą, bo wprawdzie tracą piłkarzy, ale zarabiają na nich świetnie, a w akademiach już czekają wcale nie gorsi następcy. Pamiętajmy, że Sane jest następcą sprzedanego raptem pół roku temu za 36 milionów Juliana Draxlera. Talent goni talent.

W czasie przerwy zimowej w Bundeslidze siłą rzeczy z większą niż zwykle uwagą patrzę na Premier League i widzę wielu starych znajomych z Niemiec. Niektórzy zgaśli, niektórzy rozkwitli. Aktualnie naliczyłem ich w niemieckich klubach 35. Dałoby się więc z nich sklecić klub, który całkiem porządnie mógłby sobie radzić w Premier League. Oto robocza jedenastka z przeszłością w Bundeslidze:

Gomes – Can, Mertesacker, Kompany, Fuchs – Schweinsteiger, Coquelin – De Bruyne, Oezil, Son – Okazaki. 

Kto najbardziej zyskał, a kto stracił na odejściu z Bundesligi? Oczywiście sportowo. Finansowo prawdopodobnie wszyscy zyskali.

Zyskali

Heurelho Gomes (ex Hoffenheim/dziś Watford), Vincent Kompany (HSV/Manchester City), Per Mertesacker (Werder/Arsenal), Francis Coquelin (Freiburg/Arsenal), Mesut Oezil (Werder/Arsenal), Emre Can (Bayer/Liverpool), Marko Arnautović (Werder/Stoke), Christian Fuchs (Schalke/Leicester), Mark Schwarzer (Kaiserslautern/Leicester), Steven Pienaar (Dortmund/Everton), Arouna Kone (Hannover/Everton), Gyfli Sigurdsson (Hoffenheim/Swansea), Joshua King (Gladbach/Bournemouth).

Całkiem pokaźne grono zawodników, którym transfer z Bundesligi do Premier League wyszedł na dobre. Ilu piłkarzy, tyle historii. Nie wszyscy przechodzili bezpośrednio z Niemiec do Anglii, niektórzy się tułali. Niektórzy, jak Mark Schwarzer czy Steven Pienaar, w Niemczech zaliczyli tylko epizody, a w Anglii spędzili najlepsze lata w karierze. Nikt jednak nie zyskał tak spektakularnie jak Francis Coquelin. Młody Francuz był dwa lata temu wypożyczony z Arsenalu do Freiburga. W londyńskim zespole kompletnie się nie łapał, ale także walczący wówczas – jak zwykle – o utrzymanie Freiburg okazał się dla niego zbyt mocną ekipą. Teoretycznie, by zasłużyć na szansę w Arsenalu, Coquelin powinien przerastać Freiburg o głowę. Tymczasem przez cały sezon w Bundeslidze zaliczył tylko trzy pełne występy. Wrócił do Anglii, Arsenal wypożyczył go do Charltonu, ale z konieczności w grudniu Arsene Wenger musiał na niego postawić. A ten okazał się jednym z objawień. Dziś Coquelin pauzuje z powodu kontuzji, ale gdy jest zdrowy, może liczyć na grę w Arsenalu, o co we fryburskich czasach nikt by go nie podejrzewał.

Mesut Oezil czy Vincent Kompany to przykłady piłkarzy, którzy w czasach bundesligowych świetnie się zapowiadali, ale rozkwitli dopiero na Wyspach. Per Mertesacker w Niemczech był solidnym drwalem, lecz mało kto myślał, że tyle lat wytrwa na dobrym poziomie w Arsenalu. Emrego Cana negatywnie zweryfikował Bayern, w Leverkusen pokazał spore możliwości, ale eksplodował talentem dopiero w Liverpoolu, gdzie zapracował na powołanie do kadry Niemiec. Christian Fuchs w Leicesterze niespodziewanie walczy o wyższe cele niż walczyłby z Schalke, a i jest bardziej szanowany niż w Gelsenkirchen. Heurelho Gomes w Hoffenheim okazał się kompletną porażką, a w Watfordzie się odbudował. Gyfli Sigurdsson i Arouna Kone przez Bundesligę ledwie przemknęli, a w Anglii zapracowali już na jako taką markę. Wreszcie Marko Arnautović w Niemczech więcej szumu robił poza boiskiem niż na nim, a teraz w Stoke przeżywa najlepsze chwile w karierze.

Bez zmian

Martin Demichelis (Bayern/Manchester City), Tomas Rosicky (Dortmund/Arsenal), Roberto Firmino (Hoffenheim/Liverpool), Kevin De Bruyne (Wolfsburg/Manchester City), Muhamed Besić (HSV/Everton), Oriol Romeu (Stuttgart/Southampton), Papiss Cisse (Freiburg/Newcastle), Philipp Wollscheid (Mainz/Stoke), Mame Diouf (Hannover/Stoke), Ibrahim Affelay (Schalke/Stoke), Shinji Okazaki (Mainz/Leicester), Valon Behrami (HSV/Watford), Jose Manuel Jurado (Schalke/Watford).

Najliczniejsza grupa, potwierdzająca, że poziom Bundesligi i Premier League jest porównywalny i w większości przypadków, kto błyszczy w jednym miejscu, będzie błyszczał w drugim, a kto nie błyszczy w jednym, przepadnie w drugim.

Do grupy błyszczących jak dawniej należy De Bruyne, który wprawdzie nie gra w Manchesterze na takim poziomie jak w Wolfsburgu, nie rzucił na ziemię Anglii, jak rzucił Niemcy, ale też gra w lepszym klubie niż VfL i jest jego najlepszym strzelcem we wszystkich rozgrywkach. Demichelis tak w Anglii jak w Niemczech gra w czołowym klubie, ale tak w Anglii jak w Niemczech trochę do niego nie pasuje. Tomas Rosicky, gdy jest zdrowy, pokazuje w Arsenalu tak dobrą grę jak ta, która wypromowała go w Dortmundzie. Ale rzadko jest zdrowy. Roberto Firmino gra w lepszym klubie niż w Niemczech, ale za to gorzej. Być może aklimatyzacja trwa. Cisse, Okazaki i Diouf potwierdzili w Anglii, że są przyzwoitymi snajperami dla przeciętnych klubów. Mizernie spisują się na Wyspach Affelay, Besić, Wollscheid, Behrami, Jurado czy Romeu, czyli pokazują dokładnie tak mało jak w Niemczech.

Stracili

Kevin Wimmer (Kolonia/Tottenham), Abdul Rahman Baba (Augsburg/Chelsea), Hueng-Min Son (Bayer/Tottenham), Gerhard Tremmel (Energie/Swansea), Joselu (Hannover/Stoke), Sebastien Pocognoli (Hannover/WBA), Sebastian Proedl (Werder/Watford), Bastian Schweinsteiger (Bayern/Manchester United), Xherdan Shaqiri (Bayern/Stoke)

Tak jak w poprzednich latach znalazła się w całej masie transferów grupa, która – jak wcześniej Lewis Holtby czy Andre Schuerrle – sobie nie poradziła. Przewodzą jej dwaj młodzi obrońcy. Kevin Wimmer był w Kolonii jednym z objawień poprzedniego sezonu, a w Tottenhamie nawet jeszcze nie zadebiutował w Premier League. Trochę więcej szans dostał Son, ale znaczy dla „Kogutów” zdecydowanie mniej, choć przecież Bayer wydaje się jednak mocniejszym klubem. Baba, czyli objawienie z Augsburga, na razie kompletnie przepadł w Chelsea. Joselu w Hanowerze nie pokazywał cudów, ale zarówno tam, jak w Eintrachcie miewał momenty. W Stoke ma ich na razie bardzo mało. Pocognoli w Hanowerze grał mało, ale przynajmniej grał. Podobnie jak Gerhard Tremmel, przez lata bramkarz słabych klubów Bundesligi, ale jednak pierwszy, a nie rezerwowy. Sebastian Proedl był liderem obrony Werderu, a w Watfordzie nie ma pewnego miejsca w składzie. Najbardziej stracił chyba jednak Bastian Schweinsteiger. W Niemczech był ikoną, gwiazdą, celebrytą. W Bayernie legendą i wielokrotnym mistrzem. W Manchesterze gra o czwarte miejsce – i to na razie bez powodzenia – i przestał być kimś wyjątkowym.

Wnioski

Jeśli ktoś tęskni za Bundesligą, powinien w tym miesiącu oglądać Stoke, gdzie gra aż sześciu byłych piłkarzy z ligi niemieckiej. W większości przypadków sportowo transfery wychodzą na mniej więcej to samo albo na minimalny plus. Rzadko zdarzają się tacy, którzy w Premier League błyszczą, a przez Bundesligę zostali odrzuceni. Niewielu jest też takich, którzy w Bundeslidze byli gwiazdami, a w Premier League okazali się niewypałami. Wszystko byłoby normalne, gdyby nie cena. Anglikom często zdarza się kupić przeciętnego w Bundeslidze piłkarza za wielkie pieniądze, by później dowiedzieć się, że piłkarz jest przeciętny. To oznacza, że Niemcy potrafią nieźle ocenić potencjał piłkarza, a Anglicy mają spore problemy z ocenieniem sensownej ceny za niego.

Zagłębie Ruhry. 90-minutowy raj

 bochumpompa

Mieszkając przez pół roku w Niemczech, zjeździłem kraj wzdłuż i wszerz. Gdy tylko zaczynał się weekend, opuszczałem mieszkanie i do poniedziałku wieczorem tułałem się, gdzie tylko się dało. Pod jednym warunkiem: z dala od Zagłębia Ruhry. Wiedziałem, że wjechanie tam, skończy się tragicznie – przepadnę na kilka miesięcy, zawalę studia i pracę, wydam wszystkie pieniądze i wyląduję na bruku. Postanowienia się trzymałem, choć parokrotnie znajdowałem się już niebezpiecznie blisko, a raz nawet siedziałem w autobusie do Kolonii. Zdążyłem wysiąść.

Wiedziałem jednak, że kiedyś pojadę tam specjalnie, na dłużej, żeby wszystko dokładnie zobaczyć. Polowałem rok na tydzień, w którym mógłbym codziennie być na meczu. Prawie się udało. W ciągu siedmiu dni, byłem na sześciu. Chłonąłem atmosferę miast i regionu. Zobaczyłem Gelsenkirchen, Bochum, Düsseldorf, Kolonię, Leverkusen i Dortmund. Powinienem wrócić zaspokojony. Tymczasem dopiero teraz widzę, jak bardzo miałem rację nie pakując się wcześniej w Nadrenię-Północną Westfalię. Dopiero po tygodniu spędzonym tam widzę, jak niewiele widziałem.

Mimo bardzo intensywnego programu, wciąż nie wiem, jaka jest atmosfera na stadionie 1. FC Köln. Nie wiem, jak radzi sobie MSV Duisburg. Nie widziałem Arminii Bielefeld ani SC Paderborn. Nie zobaczyłem Essen, które miało się, jak Bilbao, podnosić przez kulturę, a podobno nie za bardzo to wyszło. No i – oczywiście przy okazji – nie byłem na stadionie tamtejszego Rot-Weiss. A w Kolonii jest przecież jeszcze Fortuna, też klub z tradycjami. No i wypadałoby jeszcze zobaczyć, gdzie dziś jest dawny bundesligowiec Wattenscheid. Wejść do klubowego muzeum Borussii Dortmund (ponoć świetne) i Schalke. Pojechać do Akwizgranu, jednego z najładniejszych ponoć miast regionu i zobaczyć Alemannię. No i do pięknego Monastyru, rzucając też okiem na stadion Preussen. Nie byłem też w Neandertalu i nie widziałem przełomu Renu. Czuję się, jakbym praktycznie niczego nie widział, choć przecież trochę widziałem.

Zobaczyłem, że wrażenie, jakoby wszystkie miasta Nadrenii-Północnej Westfalii były tuż koło siebie i wpadały jedno w drugie, jest mylne. Wbrew pozorom, trzeba się trochę najeździć, by wszystko zobaczyć. Runął też  w mojej głowie mit pięknego Zagłębia Ruhry. Wyobrażałem sobie, że te industrialne klimaty będą mi odpowiadać, bo lubię. Ale nie każda dzielnica przemysłowego miasta to Nikiszowiec. Większość z tych miast jest po prostu brzydkie i nie ma na czym oka zawiesić. Zdecydowanie lepiej czułem się w pięknej Bawarii. Ale mimo to do Nadrenii chciałbym jeszcze wrócić. Dla zakochanych w niemieckim futbolu, to raj na ziemi. Nawet jeśli tylko przez 90 minut w ciągu dnia.

Dortmund. Najlepsze miejsce na świecie

muzeumzewnatrz

Całkiem przypadkowo tułaczkę dookoła Zagłębia Ruhry spinały wizyty w dwóch najbardziej piłkarskich miastach: na początek Gelsenkirchen, na koniec Dortmund. Przez cały tydzień regularnie podszczypywałem kibiców Borussii, pisząc, że w porównaniu do innych klubów, atmosfera na jej stadionie wcale nie jest jakoś obłędna, pisząc, że fani Fortuny Duesseldorf przekrzyczeliby fanów Borussii i że nikt nie kocha swoich piłkarzy bardziej niż Schalke.

To tylko przypominajki, że Borussia Dortmund nie jest ósmym cudem świata, choć jednym z cudów świata niewątpliwie jest. Pod względem piłkarskim to stolica regionu i jedno z najważniejszych miast dla niemieckiej piłki. Dlatego to właśnie tu znajduje się najlepsze miejsce na świecie. Uwaga: nie jest to stadion Borussii Dortmund.

Będąc w Dortmundzie w kwietniu, zapowiadałem, że wkrótce zostanie tam otwarte miejsce, które dla mnie i mi podobnych będzie rajem. Raj jest już od października otwarty. To Muzeum Niemieckiego Futbolu.

Tak jak Kolonia przedstawia gościom swoją największą atrakcję już od pierwszego wejrzenia, tak robi też Dortmund. Muzeum powstało dokładnie naprzeciwko dworca głównego.

goetze

Gdy tam wszedłem, całkiem poważnie rozważałem czy jeszcze kiedyś wracać do Polski. Jednocześnie byłem wdzięczny losowi, że nie wszedłem tam pierwszego dnia wyjazdu. Pierwszy nocleg zaliczyłem przecież w Dortmundzie. Przechodziłem koło tego muzeum. Ale odłożyłem wejście na czwartek. Gdybym tego nie zrobił, nie byłoby wizyt w Gelsenkirchen, Moenchengladbach, Bochum, Duesseldorfie i Leverkusen.

Siedziałbym cały tydzień w muzeum.

Żeby być interesującym dla współczesnego klienta, muzeum potrzebuje działać wielokanałowo. Nie tylko pokazywać eksponaty i podpisy do nich, ale wypuszczać też inne bodźce. W centrach nauki, typu warszawskiego czy monachijskiego, łatwiej jest zaangażować odwiedzającego, zachęcając do naciskania, dotykania, sprawdzania samemu. Bo to nauka. Jak to zrobić z piłką nożną? Niemcom się udało.

kicker

Zaczyna się od długiego wyjazdu ruchomymi schodami. Schody są w tunelu. Po obu bokach widzimy zdjęcia kibiców wszystkich drużyn Bundesligi, z transparentami, z głośników słyszymy przedmeczowy gwar znany z niemieckich pociągów.

tunel

Później, żeby skorzystać ze wszystkiego, trzeba by tam siedzieć tydzień. Będąc tam, czułem się jakbym przeżywał na nowo książkę „Tor”. Historia każdego triumfu w mistrzostwach świata, piłka, którą Rahn wbił do bramki w Bernie w 1954, oczywiście komentarz radiowy Herberta Zimmermanna, wspólne oglądanie półfinału Niemców z Brazylią sprzed roku (nie da się obok tego przejść obojętne),  oglądanie butów Goetzego czy zwiedzanie autobusu reprezentacji Niemiec – to rzeczy dość standardowe. Każdy, kto wymyślałby muzeum futbolu, wybrałby mniej więcej taką formę.

ddr

Co jest wyjątkowego? Np. quiz z niezapomnianych cytatów Seppa Herbergera, możliwość patrzenia na mecz oczami sędziego i konieczność podjęcia poprawnej decyzji w ciągu trzech sekund, szansa wzięcia udziału w karaoke z przyśpiewkami niemieckich klubów (!) czy możliwość telewizyjnego skomentowania meczu. Przy tym wszystkim niesamowite materiały wideo. Cała masa materiałów wideo z najciekawszymi momentami z historii Bundesligi. Wiele epizodów z lat 60. czy 70., o których tylko czytałem, teraz była szansa zobaczyć.

koloniakoszulka

To nie jest muzeum stricte historyczne. To muzeum całego niemieckiego futbolu, rozebranego do cząstek elementarnych. Poświęcające uwagę i każdemu aspektowi piłki nożnej. Od nowinek taktycznych, statystycznych, żywienie, przez sędziowanie aż po chociażby prasę sportową, której też jest poświęcony jeden dział czy ośmiornicę Paul (!), która swoim typowaniem wyników wprawiała w zachwyt cały świat w 2010 roku. No i dżinsowe kamizelki, bez których nie byłoby niemieckiej kultury futbolowej.

osmiornica

kamizelka

Gdy będziecie w Nadrenii-Północnej Westfalii, możecie odpuścić Kolonię, Duesseldorf, Leverkusen, Gelsenkirchen, Moenchengladbach, Bochum. Ale tego muzeum nie można odpuścić. Trudno mi sobie wyobrazić, że na świecie może być jakieś lepsze miejsce.

trabant

Okolicznościowy Trabant z okazji zjednoczenia Niemiec.