Dziewczyna piłkarza niskoligowego

Ja jestem Gisele, a tam jest mój Misio. Mój Misio gra w piłkę. Taaak, serio. Naprawdę, jest piłkarzem. Kiedyś będzie wielki, a ja będę prawdziwą celebrytką, jak Victoria. Tak mnie nawet nazywają, koleżanki. Jestem przecież trochę podobna, nie? Ta figura, te okulary… Mój Misio gra na razie w V lidze, w Erlangen, ale szybko się przebije, to pewne, bo kto jak nie on? Poza tym, gra w najlepszym klubie w Erlangen – TSV Erlangen-Bruck. Nie znasz? Ale poznasz, to pewne. Zapamiętaj go. To ten w różowo-turkusowych butach i cudowną blond grzywką zaczesaną na bok. Seksi, c’nie? Zawsze się tylko boję, żeby się nie poharatał – biedny – na tych betonowych bandach. Niech tak nie biega do końca. Wiem, że chce mi pokazać, że jest dzielny. No, jesteś, Misio, jesteś.

 Zawsze jestem na jego meczach, bo on się wtedy bardziej mobilizuje i lepiej gra, więc szybciej się wybije, jak Lothar Matthaeus, czy jakoś tak Misio mówił. On też z Erlangen a wybił się ponoć bardzo. Ja nie wiem dokąd, ale wiem, że bardzo chciałabym tam być, z Misiem, taka wybita, hihi.

 W ogóle, to nic a nic mnie ta piłka nie interesuje, ale kiedy Misio tak lubi? To chodzę, no bo co.Nawet kozaczki włożyłam – nie białe wprawdzie, ale jednak – mimo że tak ciepło. W sumie to mogą się przydać, bo co z tego, że tu są cztery boiska, jak jedno prawie żużlowe, hihi. W ogóle na nim trawy nie ma, nic a nic. Jak w trzecim świecie, słowo daję! Krzesełka też brudne, jędrne pośladki mi się pobrudzą. Nie czyści nikt tego, czy co? Taki niby niemiecki porządek, a brudno jak w Polsce. Wiem, byłam.

 Tyle do tego meczu, a mi się taaaaak nudzi. Misio! Wiidzę cię! Mówiłam ci, żebyś nie sikał pod krzakiem. No, nic nie rozumie, przecież jak to tak, pod krzakiem, wszyscy? Ludzie tu, siedzą w restauracji, piwo piją, a piłkarze tak pod drzewem siusiają. A koło mnie to nikogo tu nie ma, tylko jakieś dziadki i jakiś paparazzo, co mi fotki strzela z ukrycia. Niech strzela, muszę się przyzwyczajać, bo wkrótce będę razem z moim Misiem obserwowana caalutki czas.

 Ja sobie poczytam, mam fajną książkę. Bardzo ciekawa. Coelho, coś takiego. Bardzo mądra, o życiu. Bo ja nie jestem pusta, o nie. Mój Misio wie. Tylko ta muzyka tak głośno. Lubię Deutsche Disco, chociaż moją ulubioną piosenką jest „Sie taenzt fuer mich”. Poznaliśmy się przy niej z Misiem. Lepsze to na pewno niż to całe łupanie, przy którym tutaj na mecz wychodzą. ACDC, Hells bells, oh mein Gott. St. Pauli od siedmiu boleści. Ale do Hamburga, to bym z Misiem pojechała i byłabym jak Sylvie van der Vaart, a mój Misio jak Rafale. Tyle, że my się nigdy nie rozstaniemy!!!

 Misia biją. Jeden, dwa, trzy zero. Dużo. Będzie smutny, będę musiała pocieszać. On się będzie irytował, a ja będę musiała mówić, że i tak był wspaniały. A jeszcze te dziadki, tak rechoczą, sami sobie – debile – za spikerów robią i odpowiadają, a potem znowu rechoczą. Obosheeee.

 Misio?! To nic, że przegraliście, za tydzień będzie lepiej! To nie przez ciebie, ty byłeś cudowny. Oj, grzywka ci się przekrzywiła. Wszystko będzie dobrze, Kotku. Wybijesz się, tak, na pewno, będziemy niemieckimi Beckhamami, tak jak ci mówiłam.