Dlaczego zwolnienie Kiko Ramireza byłoby absurdem

Kiko Ramirez powinien był w ciągu roku w Polsce nauczyć się języka polskiego. Albo chociaż angielskiego. Chociaż w jakimkolwiek stopniu. Albo chociaż podjąć próbę. Dziwię mu się, że tego nie zrobił. Nie tylko z szacunku do zawodników, kibiców czy pracodawców. Także dlatego, że jemu samemu byłoby łatwiej. Dogadać się z zawodnikami. Wyjaśnić swoje decyzje. Przy tłumaczeniu zawsze coś się traci. Czasem, gdyby Ramirez potrafił dokładniej opowiedzieć, dlaczego dany zawodnik gra, a dlaczego inny nie gra, uspokoiłby atmosferę. Nie tylko w drużynie, ale też w mediach i wśród kibiców. Poza tym, zrobiłby sobie świetne wejście. Nenad Bjelica na dobrej opinii, którą wyrobił sobie, ucząc się języka polskiego w trzy miesiące, jechał przez następny rok, zanim ktoś się zorientował, że jego Lech nie ma wyników i nie robi postępów. Oczywiście, Bjelicy było łatwiej, bo chorwacki jest dość podobny do polskiego. Dlatego nikt nie oczekiwał od Ramireza, że w kwietniu będzie mówił po polsku, albo po angielsku. Ale w grudniu już powoli można zacząć oczekiwać. Jeśli Węgier Richard Guzmics dał radę z polskim, jeśli Pep Guardiola na pierwszej konferencji w Bayernie Monachium mówił po niemiecku, to nie ma wymówek. Zwłaszcza, że Guardiola, w przeciwieństwie do Ramireza, niemieckiego uczył się w Nowym Jorku, a nie na miejscu. Ramirez polskim jest otoczony. Wystarczy tylko chcieć. Dziwię się trenerowi, że nie chciał.

Nie wygrywają z czołówką

Nie da się dyskutować z faktami. W ciągu całego 2017 roku Wisła Kraków wygrała jeden mecz z drużyną z czołówki: w lutym, z Jagiellonią Białystok zmierzającą po wicemistrzostwo Polski. Od tego czasu Wisła: przegrała z Legią, zremisowała z Lechem, zremisowała z Legią, przegrała z Lechią, przegrała z Jagiellonią, przegrała z Lechem (poprzedni sezon), przegrała z Górnikiem, przegrała z Zagłębiem, przegrała z Arką, przegrała z Koroną, przegrała z Koroną, zremisowała z Jagiellonią, przegrała z Legią, zremisowała z Lechem (cudem), przegrała z Górnikiem. Mówi się, że ekstraklasa to liga, w której każdy może wygrać z każdym i to zwykle prawda, ale nie dotyczy Wisły. Wisła może wygrać tylko z drużynami z dolnej ósemki. To poważny zarzut do Ramireza.

Nieodpowiedni styl?

Hiszpanowi zarzuca się też styl. Wisła często oddaje inicjatywę. Gra z kontry. Gdy strzeli gola, często się cofa. Jest nastawiona dość defensywnie, co nie oznacza, że ma jakąś żelazną defensywę. Często ma niższe posiadanie piłki, niż rywal, a ludzie z jakiegoś powodu uważają, że to Wiśle nie przystoi. Moim zdaniem nie ma nic uwłaczającego w tym, że Ramirez szuka sposobu, by wygrać, a nie wierzy w bajki, że rywal go nie interesuje i skupia się tylko na swojej drużynie. Ale fakt, Wisła nie gra porywająco.

Narzekanie na VAR

Do listy zarzutów dodałbym jeszcze kwestię VAR-u. Uważam to akurat za chwalebne, że ekstraklasa jest jedną z pierwszych lig na świecie, w której się go testuje. Początkowo byłem przerażony, gdy zdecydowano się wprowadzić go na chybcika, bo akurat tak, z soboty na niedzielę, postanowił Zbigniew Boniek. Wiedziałem, że Niemcy do wprowadzenia VAR przygotowywali się kompleksowo przez rok i obawiałem się, jaka katastrofa u nas nastąpi. Ale okazało się, że nie jest tak źle. Nie jest idealnie, jednak ogólnie VAR funkcjonuje w Polsce całkiem przyzwoicie. A już na pewno lepiej, niż w Bundeslidze. Mimo to, Ramirez notorycznie mówi krytycznie o VAR-ze. Pół biedy, gdy tak, jak po meczu z Legią, brzmiał po prostu smutno, na poły filozoficznie, mówiąc, że to już inna dyscyplina, odarta ze spontaniczności. Gorzej, gdy jak po meczu z Górnikiem, mówi już o tym wściekle, nawet kilka dni po spotkaniu, cytując jakichś bliżej niezidentyfikowanych trenerów z Hiszpanii, którzy mówili mu, że gdyby VAR tak działał w Hiszpanii, porzucono by go po tygodniu. Gdyby polscy sędziowie sędziowali jak hiszpańscy, Ramirez byłby pierwszym, który żądałby wprowadzenia VAR-u w lidze. Poza tym, odczuwam lekki niesmak, gdy ekstraklasa raz jest w czymś pionierem, kiedy w końcu nowinka jest przynoszona do nas od razu, a nie dopiero, gdy Kolumb wróci z Ameryki, a trener, który, gdyby nie w ekstraklasie, pracowałby w niższych ligach hiszpańskich, śmie na to narzekać. Naprawdę, gdybym był Ramirezem, skupiałbym się na wykorzystaniu życiowej szansy w Wiśle, a nie pouczał ludzi, którzy starają się, by ta liga była nowocześniejsza, sprawiedliwsza. Wiosną Ramirez najpierw chwalił sędziów, a potem narzekał na błędy sędziowskie. Ktoś podjął działania, by przez błędy sędziowskie m.in. Wisła już nie traciła punktów, albo traciła ich mniej. To teraz Ramirez narzeka, że nie ma spontaniczności.

Piszę to wszystko, by podkreślić, że nie twierdzę, iż Kiko Ramirez nie ma wad i wszystko robi dobrze. Ma wady i nie wszystko robi dobrze. Niemniej, podnoszącą się po każdej porażce na wiślackim Twitterze i forum śpiewkę o konieczności zwolnienia Ramireza, uważam za absurdalną.

Rozgrywany jest właśnie siódmy sezon, odkąd Wisła ostatni raz była mistrzem. W tym czasie, po osiemnastu kolejkach, krakowski klub miał:

2011/12: 28 punktów

2012/13: 23 punkty

2013/14: 34 punkty

2014/15: 29 punktów

2015/16: 23 punkty

2016/17: 24 punkty

2017/18: 28 punktów

Gorszy tylko od Smudy

Czyli w ciągu siedmiu ostatnich lat, Wisła tylko raz była wyraźnie lepsza, niż teraz. W pierwszym sezonie po powrocie Franciszka Smudy. Tyle, że miała później fatalną wiosnę, w której wszystko zaprzepaściła. W pozostałych przypadkach punktowała albo minimalnie lepiej (drugi sezon Smudy), albo tak samo (Robert Maaskant+Kazimierz Moskal), ale zwykle gorzej: (Michał Probierz+Tomasz Kulawik), (Kazimierz Moskal+Marcin Broniszewski), (Dariusz Wdowczyk+Radosław Sobolewski). Czyli przewinęło się przez Wisłę w ostatnich siedmiu latach ośmiu trenerów (nie liczę Tadeusza Pawłowskiego) i w tym czasie tylko Smuda zdołał w 18 kolejek wypracować wyraźnie lepszy bilans, niż Kiko. Budowana za grube pieniądze Wisła Maaskanta, z Maorem Meliksonem, Dudu Bitonem, Cwetanem Genkowem, Ivicą Ilievem czy Siergiejem Pareiką w składzie, zdobyła dokładnie tyle samo punktów, co Wisła Ramireza, zbudowana bez wydawania ani jednego euro na transfery. Możemy dyskutować, czy nie dałoby się z tej drużyny wycisnąć więcej, ale na pewno Ramirez nie ma wyników poniżej potencjału. Wciąż zresztą, mimo fatalnych wyników w grupie mistrzowskiej w poprzednim sezonie, Ramirez częściej wygrywa (15) niż przegrywa (14) czy remisuje (6). Wbrew pozorom, nie tak wielu trenerów może to o sobie powiedzieć.

Letnia rewolucja

Jeśli chodzi o słaby styl, który tak się zarzuca Ramirezowi, przypomnijmy, że w letnim okienku transferowym Wisła przeszła największą rewolucję personalną od dwudziestu lat (!). Wielu żądających dziś głowy Ramireza, nie było na świecie, gdy ostatni raz przez Wisłę przeszło takie tornado. W tym okienku Wisła nie tylko się wzmacniała i czyściła szatnię, ale też całkiem ewidentnie się osłabiała. Tracąc Krzysztofa Mączyńskiego i Petara Brleka, Wisła sprzedała dwóch najlepszych piłkarzy, dwóch podstawowych środkowych pomocników, co wymagało od niej zmiany stylu gry. Nie ma wiele klubów na świecie, na których odejście dwóch podstawowych środkowych pomocników nie odbiłoby się negatywnie. Wisła zarobiła na nich ponad dziesięć milionów złotych. Także dzięki temu, że pod wodzą Ramireza obaj byli w wysokiej formie. Zwłaszcza w przypadku Brleka, nie była to wcześniej oczywistość. A przecież wiosną nie pracowało się w Wiśle, jak w El Dorado. Były problemy z płynnością finansową, o czym niektórzy zawodnicy mówili głośno, niektórzy ciszej. To nie były sielankowe warunki i gdy Ramirez obejmował posadę, wcale nie było przesądzone, czy Wisła w ogóle zagra w grupie mistrzowskiej. Rok wcześniej nie zagrała.

Skrajnie trudne zadanie

Przypomnijmy, bo niektórzy zapominają: jeszcze pół roku temu w Krakowie nie było Zorana Arsenicia, Denysa Bałaniuka, Vullneta Bashy, Carlitosa, Juliana Cuesty, Tibora Halilovicia, Jesusa Imaza, Marka Kolara, Martina Kostala, Victora Pereza, Frana Veleza, Marcina Wasilewskiego, Kamila Wojtkowskiego i Ze Manuela. Czternastu z dwudziestu ośmiu zawodników Wisły przyszło do niej tego lata! Idźmy dalej: rok temu o tej porze nie było w klubie Jakuba Bartkowskiego, Ivana Gonzaleza i Pola Lloncha, a o Tomaszu Cywce nikt, łącznie z nim samym, nawet nie pomyślał, że może być prawym obrońcą. Ramirez dostał do zbudowania całkowicie nową drużynę, a jak wiadomo w lecie nie miał na to czasu, bo przerwa między rozgrywkami jest krótka, a przychodzący zawodnicy byli na zupełnie różnych etapach. Jedni grali regularnie, inni wracali po kontuzjach. Jedni nie mieli klubu przez pół roku, inni pierwszy raz w życiu wyjechali za granicę. Wielu, nie mając okresu przygotowawczego, łapało kontuzje. Większość nie znała języka. Zadanie było skrajne trudne. 28 punktów w tych okolicznościach i miejsce w czołówce, nie wykluczające walki o puchary, to naprawdę co najmniej solidny wynik. Narzekanie na kiepski styl, to wręcz niegodziwość. Nie ma drużyny na świecie, w której wymieniono by połowę składu, a ona od razu grałaby pięknie.

Czy kadra jest taka rewelacyjna?

Czy z Wisły dałoby się wyciągnąć więcej? Pewnie tak. Ale o ile więcej? W jej bramce stoi człowiek, który przez poprzednie dwa lata nie grał w piłkę, wiosną był trzecim bramkarzem, a w połowie czerwca klub nie chciał z nim przedłużyć kontraktu. Buchalik gra dobrze, ale sam przyznaje, że w lecie nie miał ofert z ekstraklasy. Nie miał ich też prawy obrońca Bartkowski, o którego, po tym jak odszedł z Widzewa, nie zabijały się inne kluby z najwyższej półki, a Wigry Suwałki. Na środku obrony są bardzo dobrzy, ale jednak weterani, plus Zoran Arsenić. Na skrzydłach Rafał Boguski, co do którego Wisła miała wątpliwości, czy przedłużyć z nim w lecie kontrakt i Patryk Małecki, który wiosnę miał dobrą, ale musiał się odbudowywać po nieudanym pobycie w Pogoni Szczecin. Oczywiście, Wisła ma wielu solidnych piłkarzy, wielokrotnie pisałem, że skompletowanie takiej kadry za darmo to majstersztyk Manuela Junki, bo gdyby nie on, w Wiśle musieliby grać zawodnicy pokroju tych z Sandecji Nowy Sącz (ona też ściąga piłkarzy za darmo). Ale gdyby dziś Wisła ogłosiła, że wszyscy są na sprzedaż, to reszta klubów naprawdę biłaby się tylko o Carlitosa i Macieja Sadloka.  Imaz, Basha, Perez, Arsenić i inni pewnie znaleźliby w większości kluby w lidze, może nawet radziliby sobie w nich dobrze, ale tylko Carlitos i Sadlok mieliby miejsce w pierwszej jedenastce praktycznie każdego polskiego klubu. To trochę mało, by mówić, że szóste miejsce jest poniżej potencjału i należałoby  za nie zwolnić Ramireza.

„Ale Korona i Górnik grają ładnie, a też nie mają pieniędzy!”

Oczywiście, grają ładniej, niż Wisła. Jednak po pierwsze, w Koronie było jednak trochę mniej zmian kadrowych. Po drugie, Górnik też miał trochę więcej czasu, na wykucie obecnego składu i tuż po spadku oraz wielu zmianach kadrowych, wcale nie grał dobrej piłki. Po trzecie, gdyby Wisła grała tak, jak Górnik, to jej kibice płakaliby, że styl jest niegodny Wisły. Bo jednak zabrzanie opierają się na długich podaniach do Igora Angula, zbieraniu drugich piłek, wywieraniu presji dość wysoko, jak na polską drużynę, szybkim wyprowadzaniu kontrataków i perfekcyjnie wykonywanych stałych fragmentów gry. Jak dla mnie to piękna i skuteczna gra. Ale według kanonów piękna obowiązujących w Krakowie, raczej trudna do zaakceptowania, bo posiadanie piłki niskie, mało rozgrywania, mało goli poprzedzonych akcjami z wymianą 35 podań. Z pierwszej piłki. Wreszcie, po czwarte, tak, być może Górnik i Korona mają po prostu lepszych trenerów. Bardzo prawdopodobne, że Marcin Brosz jest jednym z najlepszych trenerów w Polsce. Gino Lettieri taktycznie obnaża tę ligę. To, że dwie drużyny mają być może lepszych trenerów, nie oznacza, że wszystkie pozostałe mają zwolnić swoich. Zwolnienie Ramireza mogłoby mieć sens tylko wtedy, gdyby dało się za niego wziąć Brosza albo Lettieriego. Że się nie da, nie ma sensu.

Zima ma być w Krakowie spokojniejsza. Bez praktycznie żadnych transferów. Dłuższa. Trener będzie miał czas, by spokojnie zbudować drużynę. Czas rozliczeń powinien przyjść w czerwcu, gdy kończy mu się kontrakt. Wtedy będzie go można obiektywnie ocenić. Na razie można się opierać tylko na absurdalnych przesłankach:

tweet

Jeśli 20-letni Ukrainiec, który rozegrał w ekstraklasie 76 minut, rzeczywiście ma średnie zdanie na temat swojego trenera i jeszcze o tym opowiada, rozważyłbym pozbycie się jego, a nie trenera.

2 comments on “Dlaczego zwolnienie Kiko Ramireza byłoby absurdem
  1. „Czy z Wisły dałoby się wyciągnąć więcej? Pewnie tak. Ale o ile więcej?” Tu jest, Michale, według mnie pies pogrzebany. Ja ze wszystkimi argumentami wymienionym w tekście się zgadzam, ale uważam, że można by wycisnąć więcej. Ile? 4-5 punktów, może 7 na przestrzeni tych 18 kolejek. Jasne, była rewolucja personalna latem, ale to należy do zadań trenera, by nie tylko „jakoś” to posklejać i stworzyć sensowną 11-stkę, albo 16-stkę piłkarzy w drużynę, ale też dodać coś ekstra. Gdyby było źle, pewnie Kiko nie byłoby już np. w maju; skoro jest nadal – oznacza że jest całkiem dobrze. Wierzę też głęboko w rozsądek i dobre działania Junco, jeśli uzna że właśnie dałoby się wyciągnąć z tej drużyny więcej – to nie będzie czekał do czerwca, tylko zmiana na lepsze będzie wcześniej, może już po derbach, odwiecznym punkcie ważnych ocen w Krakowie. Jeśli wyciągnął z kapelusza Kiko, to znaczy że w razie potrzeby i bez presji czasu wyciągnie też kogoś dobrego, lepszego. Bo w polskim ligowym środowisku ktoś wyraźnie, z miejsca lepszy – pewnie jest nieosiągalny, albo nawet jeśli byłby lepszy, to byłby poniekąd eksperymentem.

  2. Wiem, że słowniki hiszpańskie nie są grubsze od polskich, to dlaczego, gdy Kiko mówi ( terkocze) minutę, tłumaczka mówi (flegmatycznie)10 sekund? Być może sens tkwi w utrudnionej komunikacji Ramireza ze środowiskiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube