Rozmowy o sporcie. Hubert Hurkacz: Celem na 2018 rok jest pierwsza pięćdziesiątka

hurkacz

Hubert Hurkacz to jeden z najbardziej obiecujących polskich tenisistów młodego pokolenia. W kolejnym odcinku cyklu Rozmowy o Sporcie, prowadzonym we współpracy z Europejskim Centrum Sportu i Nauki, z 20-letnim wrocławianinem porozmawialiśmy o minionym sezonie, celach na 2018 rok, przygotowaniach do debiutu w Australian Open i treningach ze światową czołówką.

W 2014 roku mówił pan, że za dwa-trzy lata ma pan zamiar być w pierwszej setce rankingu ATP. Dziś jest pan na 237. pozycji. Czuje pan radość z najwyższego miejsca w życiu, czy niedosyt, że do pierwszej setki jeszcze trochę brakuje?

Hubert HURKACZ: – Gdy nie jest się najlepszym, zawsze jest jakiś niedosyt. Ale końcówka tego roku była pozytywna. Osiągnięte wyniki, powinny mi dać dużo możliwości. Zapewne będę mógł wystartować w Australian Open. Na pewno musiałem zebrać trochę doświadczenia. Teraz to już tylko kwestia tego, czy będzie mi się udawało częściej wygrywać zacięte mecze, w których gram z rywalami jak równy z równym. W tym roku zdobyłem duże doświadczenie, zyskałem dużo pewności siebie, więc podchodzę do nowego sezonu optymistycznie.

Życie zawodowego tenisisty musi być wycieńczające. Co chwilę w podróży, w innych strefach czasowych. Już pan zdążył naładować akumulatory?

- Tak, jestem już po odpoczynku. Wystarczy tydzień, ewentualnie półtora, by mięśnie się zregenerowały. Teraz trwa już mój okres przygotowawczy. Jest dużo fizycznego treningu, dopiero później przyjdą zajęcia tenisowe, tak, bym od stycznia był gotowy do gry.

Równolegle będzie pan niecierpliwie czekał na wieści z Australii?

- 18 grudnia wychodzi pierwsza lista uczestników. Później będą na pewno jakieś odwołania, a pewność, że się wystartuje, będzie się miało dopiero na około tydzień przed turniejem. Ale w zasadzie mogę być pewny, że wystartuję w eliminacjach do Australian Open. Jestem 237. w rankingu, a w poprzednim roku ostatnim zaproszonym był zawodnik z 246. miejsca. Myślę, że tym razem powinno być podobnie. Gdybym wygrał jeden mecz więcej w turnieju, byłbym już na sto procent pewny, ale nie ma co narzekać, bo powinienem się i tak załapać.

W 2015 roku był pan już w finale juniorskiego Australian Open w grze podwójnej. Dobrze się pan czuje na kortach w Melbourne?

- Zdecydowanie tak. Super, że akurat w Australii będę mógł zadebiutować w seniorskim Wielkim Szlemie, zwłaszcza, że to pierwszy turniej w roku, więc nie trzeba będzie na to długo czekać. Na pewno muszę przylecieć do Australii odpowiednio wcześnie. To bardzo ważne, by przyzwyczaić się do funkcjonowania w tamtejszym klimacie i strefie czasowej. Nie będzie jednak z tym problemu, bo przed Australian Open wystąpię w tej samej strefie czasowej w innym turnieju. Przyzwyczaję się.

Oprócz startu w Australii, jakie pan ma nowe cele na nowy sezon?

- Wiadomo, że w sporcie nie da się wszystkiego zaplanować, ale chciałbym za rok o tej porze być w pierwszej pięćdziesiątce rankingu. Jeśli załapię się do Wielkich Szlemów i ugram tam przynajmniej kilka rund eliminacji, da mi to możliwości gry w turniejach, które są wyżej punktowane. Myślę więc, że ten cel jest realny do osiągnięcia. Ale też podejdę do tego spokojnie. W poprzednim roku miałem trochę za duże oczekiwania wobec siebie, co nie ułatwiało mi gry. Czuję, że łatwiej mi się gra, gdy nie narzucam sobie zbyt dużej presji. Mogę się bardziej cieszyć z gry, a przecież robię to przede wszystkim dlatego, że uwielbiam tenis. Moim celem jest bycie jak najwyżej, ale też wiem, że w całym roku jest bardzo dużo turniejów. Podchodzę do każdego tak, że mogę go wygrać, ale wiem też, że jeśli dziś się nie uda, kolejną szansę będę miał za tydzień. Trzeba spokojnie znosić porażki i wyciągać z nich dużo wniosków.

Kto jest pana tenisowym wzorem?

- Staram się czerpać z bardzo wielu zawodników. Nie jest tak, że patrzę tylko na jedną osobę. Ale szczególnie imponował mi, gdy był na szczycie, Novak Djoković. Serb grał wtedy w każdym meczu na bardzo wysokiej intensywności. Fantastycznie przemieszcza się po korcie. To było kluczem, że tak długo trzymał się bardzo wysoko. Staram się też wyciągać coś z jego postawy psychicznej. Wzoruję się na wielu zawodnikach, bo w tenisie nie ma jednej drogi. Każdy inaczej gra na innej nawierzchni, w innym turnieju, z innym rywalem.

Z kilkoma zawodnikami ze światowej czołówki miał pan już okazję trenować.

- Tak, grałem sparingi m.in. z Aleksandrem Dołgopołowem, Keim Nishikorim i Juanem Martinem Del Potro. Na pewno to zdecydowanie inne doświadczenie, niż trenowanie z zawodnikami z niższej półki. Można się od nich sporo nauczyć. Zarówno od strony mentalnej, jak i stricte tenisowej – jak rozwiązują konkretne sytuacje na korcie.

Mając 195 centymetrów wzrostu, pewnie w dużej mierze bazuje pan na serwisie?

- Na pewno mogę dzięki serwisowi wiele zyskać, dlatego staram się go coraz bardziej poprawiać. Wzrost sprawia, że ma się wyższy punkt trafienia piłki i łatwiej trafiać w kort. Wysocy zawodnicy mają przewagę w tym aspekcie.

Łukasz Kubot i Michał Przysiężny są z Dolnego Śląska, pan z samego Wrocławia, Europejskie Centrum Sportu i Nauki stara się mocno rozwijać tenis w regionie. Wrocław staje się stolicą polskiego tenisa?

- Na to wygląda. To na pewno super miejsce do treningów. Jest bardzo dużo kortów i świetnych obiektów. Moi trenerzy przygotowania fizycznego mieszkają we Wrocławiu, więc jeśli nie gram turniejów, to często wracam do Polski. W mieście trenuje wielu młodych tenisistów. Mam nadzieję, że będą się powoli przebijać do pierwszej setki. Poza tym, na miejscu mam okazję trenować z Michałem Przysiężnym, który potrafi grać na naprawdę niesamowitym poziomie. Niewiele osób na świecie potrafi grać tak, jak on.

Naprawdę niewiele? Obecnie jest 483. w rankingu.

- Tak, ale na szybkich nawierzchniach potrafi grać na niesamowicie dużym ryzyku. Dla wielu tenisistów ta gra jest po prostu za szybka. Staram się korzystać z jego rad. Gdy ma okazję, pomaga mi trochę, przekazując swoje bogate doświadczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube