Rozmowy o sporcie. Artur Chodkowski: Sport masowy tworzy sukces w sporcie wyczynowym

ecsin

Prowadzony od kilku tygodni cykl Rozmowy o Sporcie, w którym eksperci z różnych dyscyplin i różnych dziedzin, dzielą się przemyśleniami na temat polskiego sportu, powstaje w ramach współpracy z Europejskim Centrum Sportu i Nauki we Wrocławiu, czyli instytucją zajmującą się szkoleniem trenerów i instruktorów różnych dyscyplin. Z Arturem Chodkowskim, dyrektorem strategicznym ECSiN, porozmawiałem o chaosie w polskich związkach sportowych, problemach polskiego szkolenia i świadomości polskich kibiców.

W rozmowach z praktycznie każdym ekspertem Europejskim Centrum Sportu i Nauki, w różnych dziedzinach, często przewija się tenis. Czy to jedyna dyscyplina, którą się zajmujecie?

 Artur CHODKOWSKI: – ECSiN ma charakter dużo szerszy. Zajmujemy się dyscyplinami kwalifikowanymi, czyli takimi, które mają reprezentację w związkach sportowych. Podstawowym warunkiem dla naszego otwarcia się na jakąś dyscyplinę jest nawiązanie bardzo ścisłej współpracy ze związkiem. Każda próba robienia czegoś niezależnie od związkowych instytucji szkoleniowych, nie pozwalałaby nam akredytować trenerów w takim stopniu, na jakim nam zależy. Tenis był początkiem naszej działalności, bo prezes Maciej Mikita był właśnie tenisistą. Kolejne doświadczenia mieliśmy z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Tam kursy trenerskie odbywają się już według jednolitej koncepcji związku. Mają jednak charakter metodyczno-książkowo-e-learningowy. Nie ma aspektu praktycznego, na który z kolei u nas prowadzi się duży nacisk.

Przypomnijmy, że ECSiN zajmuje się kształceniem trenerów i instruktorów różnych dyscyplin. Mówi pan, że w PZPS-ie funkcjonuje to według jasnej koncepcji. Jak jest w innych związkach?

- PZPS był najszybciej przygotowany, gdy Unia Europejska upomniała się o wykonanie zaleceń w zakresie uregulowania przepisów związanych ze zdobywaniem sportowych stopni zawodowych. Polski Związek Narciarski czy Polski Związek Pływacki mają już inne uwarunkowania. W każdym związku funkcjonują poniekąd podobne systemy, ale spotyka się też rozwiązania bardzo indywidualne, co komplikuje nam nawiązywanie współpracy. W różnych dyscyplinach musimy się opierać na różnych stopniach kwalifikacji zawodowych i metodyka jest stosunkowo różna. My, jako instytucja zewnętrzna, w sposób naturalny korygujemy panujący bałagan, zwracając się o udostępnianie pełnych informacji, jak możemy współpracować z danym związkiem.

Czy waszym celem jest współpraca w zakresie np. każdej dyscypliny olimpijskiej?

- Byłoby cudownie, gdyby to się udało, ale pewnym ograniczeniem jest zamknięty system szkoleniowy. Tak jest np. w Polskim Związku Piłki Nożnej. Współpraca między PZPN-em, a jednostkami zewnętrznymi jest absolutnie niemożliwa. Całe szkolenie jest po stronie PZPN-u. Mimo że jesteśmy przygotowani w zakresie kadry szkoleniowej, nie mamy wspólnej płaszczyzny, bo PZPN chce mieć nad szkoleniem wyłączną kontrolę.

Jak związki podchodzą do waszej działalności? W pewnym sensie wykonujecie przecież ich zadania.

- Cała delikatność sytuacja polega na tym, by z jednej strony traktować związki jak partnerów, a z drugiej, nie zapomnieć o naszych priorytetach. Bardzo uważnie wybieramy dyscypliny, które chcemy prowadzić. Otrzymujemy polecenia do współpracy z doskonałymi fachowcami w poszczególnych dyscyplinach, w których są uznanymi autorytetami. Nam jest wtedy łatwiej wypracować standardy współpracy z danym związkiem.

Aktualnie współpracujecie z Polskim Związkiem Tenisowym, PZPS-em, PZN-em i PZP. Dlaczego akurat z nimi?

- To pokłosie naszych kontaktów w sporcie. Ja mam w rodzinie bardzo mocno zakorzenioną siatkówkę. Mój ojciec był zawodnikiem i trenerem. Miarą naszego sukcesu w kontaktach z PZPS-em jest fakt, że jesteśmy jedną z ledwie dwóch instytucji prywatnych, akredytowanych przez PZPS, mogących szkolić instruktorów siatkówki. Teraz na pewno kładziemy nacisk na związek pływacki. Infrastruktura we Wrocławiu jest dobrze rozbudowana, bardzo wiele szkół wybudowało baseny, a kadra instruktorsko-trenerska musi teraz stanąć na wysokości zadania i osiągnąć poziom, który będzie uzasadniał prowadzenie zajęć z młodzieżą. A metodyka jest często niestety przestarzała i nieadekwatna do współczesnego sportu.

Nie jest tak, że gdy wszystkie związki uporządkują sprawy szkolenia, nie będziecie mieli co robić?

- Nie. Wręcz bylibyśmy wdzięczni, gdyby uporządkowanie już nastąpiło. Dałoby to nam jasne przesłanki do współpracy, wiedzielibyśmy, na czym się oprzeć. Tak jak z PZPS-em, gdzie wiedzieliśmy, że nasz program musimy oprzeć na praktyce, której związek w swoim programie szkolenia trenerów praktycznie nie ma. Instytucje, takie jak nasza, uzupełniają ten aspekt szkoleń. Zajęcia prowadzone na naszym gruncie, połączone z programem PZPS, dają kompletny obraz pracy trenera i pozwalają na zdobywanie kompetencji zawodowych.

Działacie na razie tylko we Wrocławiu, czy w skali ogólnopolskiej?

- Zamierzamy funkcjonować w całej Polsce, ale z racji tego, że nasze działania w wielu przypadkach to procesy bez precedensu w polskim sporcie, musimy zademonstrować ich skuteczność. Proponujemy polskim związkom nasze rozwiązania pilotażowo na terenie Dolnego Śląska. Działamy we Wrocławiu i stąd łatwiej nam zapewniać odpowiednią jakość. O ile efekty będą satysfakcjonujące dla polskich związków, będziemy chcieli rozszerzać działalność na cały kraj. Mam nadzieję, że to nastąpi. Dolny Śląsk miałby się kojarzyć jako region, który odpowiedział najszybciej, najbardziej kompetentnie i w sposób najbardziej zorganizowany, jeśli chodzi o profesjonalne szkolenie trenerów różnych dyscyplin.

Praktyka i co jeszcze? Na co kładziecie nacisk w swoich szkoleniach?

- Zależy nam na tym, by sport był podawany dzieciom w sposób adekwatny do ich zainteresowań i możliwości. Podstawą są na początku gry i zabawy, które mają szanse przerodzić się w zainteresowania, następnie pasje, a dopiero od tego momentu możemy mówić o starcie quasi kariery sportowej. Rozwój zawodnika musi następować po okresie, gdy w polskich warunkach większość kończy karierę, czyli około 16. roku życia. Nasza droga mistrza zakłada spojrzenie komplementarne. Zaczyna się od konieczności masowego uprawiania sportu. Ta masa, to ludzie, którzy stworzą warunki do uprawiania sportu w ramach rywalizacji. Dopiero z rywalizacji wyłonią się ci najlepsi, których warto szkolić w sensie zawodniczym.

Co się ma dziać z masą?

- Proszę pamiętać, że nikt, kto miał kontakt z daną dyscypliną, już nie będzie obojętny na jej uroki. To będzie świadoma społeczność, która będzie umiała oglądać sport ze zrozumieniem. Będzie jego prawdziwym uczestnikiem. Nierzadko wyrosną z nich później sponsorzy i inni ludzie mający wpływ na rozwój dyscyplin. Fajnie by było, gdybyśmy mieli społeczeństwo wyedukowane sportowo. To nie musi być od razu społeczeństwo z nie wiadomo jakimi osiągnięciami sportowymi. Wystarczy, że będzie oglądać sport ze znawstwem, a nie tylko z piwem w ręku.

A co w tym złego? Sport to w dużej mierze rozrywka.

- Tak, ale im lepiej rozumie się sport, tym jest on ciekawszy. Jeśli idziemy do Ermitażu i oglądamy malarzy flamandzkich, wiedząc coś o tym nurcie i kojarząc, dlaczego posługiwali się taką, a nie inna manierą, rozumiemy więcej i łatwiej nam dostrzec piękno tego, co się dzieje na obrazie. Tak samo jest na boisku. Coraz więcej kibiców nigdy nie uprawiało sportu. To prowadzi do pogłębiającego się niezrozumienia sportowców. Nie da się tego nauczyć sprzed telewizora. Trzeba założyć buty, dres. Wtedy dużo lepiej rozumiemy, na czym polega dana dyscyplina.

Jak, z pana obserwacji, wygląda stopień edukacji polskich kibiców?

- Nie za dobrze. Kultura obcowania ze sportem nie jest raczej wysoka. W Austrii miałem okazję oglądać ze znajomymi zawody zjazdowego Pucharu Świata. Ich wiedza naprawdę mnie zaskoczyła. Wychwytywali subtelności. To nie były wymuszone komentarze, a naturalne spostrzeżenia i ciekawe uwagi czynione na temat zjazdowców. A mówimy o amatorach. Reguły danego sportu można poznać, nie uprawiając go, ale nie można jej do końca oglądać z pełnym zrozumieniem jej jakości.

Mamy jakąś dyscyplinę, której subtelności rozumiemy?

- Wydaje mi się, że może nią być siatkówka. Na meczach często spotykam grupy bardzo wyrobionych kibiców, nie najmłodszych, którzy są wnikliwymi obserwatorami. Jestem zaskoczony fachowością ich komentarzy. Myślę, że po pierwsze wiele osób miało z tą dyscypliną do czynienia w szkołach, a po drugie, mamy długą tradycję uprawiania dobrej siatkówki z dobrymi trenerami. Poza tym, siatkówka ma ten aspekt, że jest bardzo mocno atrakcyjna rekreacyjnie. Wszelkiego rodzaju plaże, tereny trawiaste, są często wykorzystywane do amatorskiej gry w siatkówkę. Czyli znów wracamy do masowości. Ona jest podstawą do dobrego szkolenia i sukcesów dyscypliny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube