Cudaki z Oestersund. Jak „Jezioro Łabędzie” wpływa na sukces w futbolu

ostersund

Daniel Kindberg przez całe lata 90. i na początku XXI wieku służył w wojsku. Jeździł na misje wszędzie tam, gdzie wymagała tego potrzeba. Był w Bośni i Hercegowinie i w Demokratycznej Republice Konga. Po powrocie został skoszarowany niedaleko Oestersund, 40-tysięcznego miasta w środku szwedzkiego lasu. To znany ośrodek biathlonu, biegów narciarskich, hokeja i łyżwiarstwa szybkiego. W 2004 roku przeszedł do cywila i zaczął działać na rynku nieruchomości („to prosty biznes, nikt do ciebie nie strzela”). Został w Oestersund i zaczął się angażować finansowo w lokalny, założony w 1996 roku klub piłkarski. Miasto zupełnie się z futbolem nie kojarzyło. Założyciele chcieli, by klub grał w którejś z dwóch czołowych lig Szwecji. W czasie, gdy Kindberg działał już w klubie, pracowała w nim też Karin Wahlen, córka Lassego Landina, współzałożyciela klubu. W 2010 roku cała lokalna społeczność zebrała wszystkie pieniądze, jakie mogła zgromadzić, by umożliwić klubowi awans do II ligi. Oestersunds FK zakończyło tamten sezon na miejscu spadkowym. Wylądowało w IV lidze. Na trybuny przychodziło po pięciuset widzów. Kindberg był zmęczony ciągłymi kłótniami, obwinianiem się o wszystkie niepowodzenia. Złożył rezygnację.

Milioner się nie zjawiał

Pewnego wieczoru do jego domu zapukali jednak piłkarze. Cała drużyna. Powiedzieli, że jeśli nie wróci do klubu, wszyscy odejdą. Kindberg dał się przekonać. Razem z Wahlen i innymi osobami zaangażowanymi w klub, zaczęli jeszcze raz intensywnie myśleć, co muszą zrobić, by odnieść sukces. Piłkarze nie chcieli grać w najmniejszym regionie kraju, dość odciętym od świata, gdzie zawsze panuje zima („Obcokrajowcy zawsze, gdy spadł śnieg, pytali, czy trening jest odwołany. A mowa o tym była dopiero, gdy spadł metr śniegu” – wspominał jeden z piłkarzy). Klub nie miał pieniędzy, by przepłacać przy transferach. – Początkowo liczyliśmy, że zjawi się nagle jakiś milioner. Ale się nie zjawiał – mówiła Wahlen w rozmowie z „11 Freunde”. Rozmawiano o tożsamości klubu, o nowym pomyśle na działalność. Zgodzono się, że uczestnictwo w wyścigu szczurów nie jest dla nich. Bo zawsze będą w nim na końcu. Wahlen zaproponowała, by uaktywnić piłkarzy kulturowo. Zaczęto ich zabierać do teatru czy na wystawy „w poszukiwaniu inspiracji”. Jednak to nic nie dawało. Jakiś czas później Kindberg spotkał się z pisarką Martiną Haag, która powiedziała mu, że według badań Szwedzi bardziej, niż śmierci, boją się wystąpień publicznych. Kindbergowi zaczął się w głowie rodzić pomysł.

Najpierw Liga Europy, potem Liga Mistrzów

Oestersunds FK podejmuje w czwartek ukraińską Zorję Ługańsk. Jest liderem grupy w Lidze Europy. Jeśli wygra, może sobie zapewnić awans do fazy pucharowej. Szwedzi wygrali już z Zorją na wyjeździe. Ograli u siebie Herthę Berlin i zremisowali z Athletikiem Bilbao. Do Ligi Europy awansowali, bo najpierw wyeliminowali Galatasaray Stambuł, a później PAOK Saloniki. A dostąpili w ogóle takiej szansy, gdyż sięgnęli w tym roku po pierwszy w historii Puchar Szwecji. Jako cel Kindberg wskazuje mistrzostwo kraju. Dotychczas najwyżej jego klub był na piątym miejscu. Wcześniej chce wygrać Ligę Europy. I jest przekonany, że prędzej czy później Oestersunds FK zagra w Lidze Mistrzów. Występy na europejskich boiskach nie są jednak jedynymi, które czekają tej jesieni piłkarzy. Równolegle przygotowują się do występów poświęconym kulturze lapońskiej.

Wychodzą ze strefy komfortu

Kindberg w 2010 roku wrócił ze spotkania z Haag i zaproponował Wahlen, by utworzyć w klubie akademię kulturową. Wahlen została włączona do sztabu szkoleniowego jako trener kulturowy. Brano udział w różnych projektach. Najbardziej spektakularny to przygotowanie własnej interpretacji „Jeziora Łabędziego”, którą obejrzało w miejscowym teatrze dwa tysiące mieszkańców. Były też jednak inne przedsięwzięcia. Piłkarze zbierali wspólnie materiały do książki. Tworzyli prace malarskie, które później można było oglądać na wystawie. Patrolowali ulice, zapewniając kobietom bezpieczny powrót do domów. Brali udział w akcjach wsparcia dla uchodźców. Dawali koncerty. Trener Graham Potter, Anglik, śpiewał solo nieoficjalny hymn prowincji Jaemtland w regionalnym języku jamsk. Jego asystent Billy Reid wykonał „You’ll never walk alone”. Obrońca Bobo Sollander, którego imieniem córka Wahlen nazwała swoją złotą rybkę, musiał wykonać piosenkę punkowej grupy Ebba Groen. – To większy stres, niż debiut w Allsvenskan (szwedzka ekstraklasa) – mówił. Taki był zamiar Kindberga. – Jakie to dla mężczyzny uczucie tańczyć w musicalu przed dwoma tysiącami ludzi? Oczywiście, że okropne. Ale po czymś takim, nic nie wydaje się już straszne – podkreślał prezes w rozmowie z ESPN. W corocznych występach uczestniczą wszyscy – od piłkarzy, przez trenerów, fizjoterapeutów, pracowników marketingu i sekretariatu, na prezesach kończąc. Wszyscy podkreślają, że atmosfera w klubie się zmieniła. Piłkarze musieli wyjść ze strefy komfortu. Poprawili pewność siebie i przekroczyli własne granice. Zbudowali wyjątkowe poczucie wspólnoty, co w zespole mającym w kadrze graczy z Iranu, Ghany, Komorów, Gambii czy Nigerii było wyjątkowo ważne. Obowiązek uczestniczenia w wydarzeniach kulturalnych wszyscy piłkarze mają zapisany w kontraktach. Na co dzień, oprócz treningów piłkarskich, mają też np. treningi śpiewu czy warsztaty malarskie. Zresztą nawet na zajęciach piłkarskich, w trakcie rozgrzewki wspólnie śpiewają, a po golach tańczą. Budują wspólnotę. Większości wydawało się to początkowo dziwne. Większość dziś uważa, że to działa.

Jedyny angielski trener w europejskich pucharach

W 2011 roku Kindberg ściągnął do Oestersund Pottera, który nie miał wielkich szans na pracę w zawodowym futbolu w Anglii. Trener od początku był entuzjastą niekonwencjonalnych metod, które wprowadzono w klubie. Skoro piłkarze byli przyzwyczajeni do przełamywania największego strachu, na boisku byli nad wyraz odważni. Drużyna gra ofensywnie, kreatywnie, buduje akcje atakiem pozycyjnym. W ciągu pięciu lat wywalczyła trzy awanse. W 2015 roku zadebiutowała w ekstraklasie. Dziś na jej mecze przychodzi po dziewięć tysięcy osób. Frekwencji na jej przedstawieniach też mogłoby pozazdrościć wiele teatrów. Nie ma wątpliwości, że by grać w Lidze Europy z drużyną, w której piłkarze zarabiają w przeliczeniu około jedenastu tysięcy złotych, Potter musi być przede wszystkim dobrym trenerem. Aktualnie jest jedynym Anglikiem prowadzącym zespół w europejskich pucharach. Ale strategia klubu bardzo mu pomogła. – Mali mogą ogrywać wielkich tylko wtedy, gdy działają inaczej, niż oni – podkreśla Kindberg. Prezes Oestersunds FK wskrzesił w Szwecji archaiczne słowo „eljest”, którym określano kiedyś mieszkańców dalekiej północy. „Eljest” znaczy „cudaki”.

Fot. Krajobraz Oestersund/Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube