Rozmowy o sporcie. Paweł Habrat: Młodzi piłkarze są dziś często zbyt pewni siebie

habrat

Jak kadra Franciszka Smudy wytrzymała psychicznie Euro 2012? Dlaczego przesadna wiara w siebie szkodzi? Co sprawia, że głowa staje się śmietnikiem, do którego wrzuca się wszystkie przyczyny porażek? Czy trener powinien być najlepszym psychologiem? W kolejnym odcinku cyklu Rozmowy o sporcie, prowadzonym we współpracy z Europejskim Centrum Sportu i Nauki we Wrocławiu, rozmawiam z  Pawłem Habratem, psychologiem sportu, współpracującym m.in. z Zagłębiem Lubin,  o roli głowy w sukcesie sportowca.

Trenerzy podkreślają często, że nie potrzebują psychologów w sztabie, bo sam trener musi być najlepszym psychologiem. Co pan na to?

 Paweł HABRAT: – Pytanie, co to znaczy być psychologiem. Zgadzam się, że trener powinien posiadać wiedzę psychologiczną. To podstawa. Sport będzie istniał bez psychologów sportu, ale bez psychologii nie będzie istniał. Nawet jeśli ktoś nie wierzy w psychologów sportu. Psychologia to ważny aspekt, bez którego funkcjonowanie zespołu nie będzie możliwe. Trzeba jednak podkreślić, że trenerzy lubią się nazywać psychologami, choć nie mają odpowiednich kwalifikacji. Nie mówią już o psychologii sportu. Posługują się psychologią na tzw. „trenerski nos”, którym kierują się na podstawie własnych obserwacji.

 Trenerski nos istnieje?

 - Nie zawsze działanie w ten sposób jest skuteczne. Bardzo często trenerzy popełniają błąd wnioskowania z siebie. Myślą, że skoro byli zawodnikami i coś im pomagało, to zawodnikom też powinno pomagać. Bazują na doświadczeniu. Mam przyjemność pracy z trenerem Piotrem Stokowcem w Zagłębiu Lubin. On jest pierwszym psychologiem, który spina różne aspekty pracy. Nie powinno jednak dochodzić do sprzeczności między trenerem, a psychologiem. To tak, jakby trenerzy mówili, że nie potrzebują trenerów przygotowania motorycznego. Profesjonalna drużyna potrzebuje profesjonalnej, szczegółowej wiedzy. Trenerzy nie mają czasu jeździć na konferencje, czytać nowe badania, które ukazują się co tydzień. Psychologowie w sztabach są m.in. po to, by zbierać aktualną wiedzę i przekazywać ją w jak najbardziej przystępny sposób.

 Z czego wynika niechęć polskiego futbolu do zatrudniania psychologów w sztabach?

 - Myślę, że często z nie do końca prawdziwych stereotypów. Często trenerzy mówią, że zamiast zatrudniać psychologa, wolą kupić piłkarza. Tyle że psycholog zwykle nie kosztuje tyle, co piłkarz. Wielu z racji wyrobienia praktyki, chęci niesienia pomocy, jest w stanie przeprowadzić badania, zrobić profile osobowościowe zawodników. Ten rynek wolno się rozwija, bo cały czas panuje przekonanie, że psycholog pomaga wtedy, gdy jest problem. Skoro ktoś musi prosić o jego pomoc, to jest mało skuteczny, brakuje mu wiedzy. Wiąże się to ze wstydem. Ale to będzie się zmieniać. Mamy modę na to, by być profesjonalistami. Najlepsi na świecie mówią otwarcie o tym, że współpracują z psychologami. W Polsce korzystanie z pomocy dietetyków, fizjologów już nikogo nie dziwi. Sport jest coraz bardziej profesjonalny. Rywalizacja jest coraz większa. Szuka się różnego rodzaju „procentów”, które można jeszcze wydobyć, by zwiększyć szansę na sukces. Dlatego coraz więcej sportowców korzysta także ze współpracy z psychologami.

 Każdy sportowiec potrzebuje psychologa?

 - To nie może być praca, która odbywa się na siłę. Zawodnik musi mieć do niej przekonanie. To jest punkt wyjścia. Nie można sobie wyobrazić współpracy, w której motywację ma tylko jedna strona. Każdy potrzebuje pracy nad różnymi aspektami. Są zawodnicy, którzy grają na najwyższym poziomie, gdzie jest wyższa presja i większe oczekiwania. Wtedy praca wiąże się z optymalizacją. Na zasadzie – jest dobrze, ale można szukać rozwiązań, by było lepiej. Psycholog może podpowiedzieć odpowiednie obszary, jak kontrolowanie emocji, budowanie pewności siebie. To rzeczy, które każdemu zawodnikowi się przydają.

 Mówi się, że jeśli chodzi o technikę, przygotowanie fizyczne, futbol dochodzi do bariery, a największe rezerwy są w głowach. To prawda?

 - Oczywiście, bo to głowa zarządza ciałem, a nie ciało głową. Nasz mózg generuje różnego rodzaju myśli, które wpływają na to, jak się zachowujemy, jak działamy. Mamy masę sportowców, faworytów, osoby o niebywałej przewadze fizycznej i taktycznej nad rywalami, którzy nagle się spalają na dużych zawodach. Wszystko inne to za mało, gdy nie ma się przygotowanej głowy. Nie jestem w stanie, ile procent sukcesu zależy od głowy, bo to bardzo trudne do określenia. Niechby to jednak był nawet jeden procent – czasem ten jeden procent odróżnia sukces od porażki. Dlatego warto choćby dla tego jednego procenta poświęcić czas.

 Współpracuje pan z Zagłębiem Lubin. Na ile jest to regularna, codzienna praca, a na ile jedynie wytyczanie kierunku w trakcie okresów przygotowawczych?

 - Regularność jest ważna. Czas spędzony razem sprzyja lepszym efektom. Z większością zawodników znamy się po kilka lat, więc ich wiedza z tego zakresu jest już dość duża. Moja praca obejmuje trzy płaszczyzny. Pierwsza, to praca ze sztabem szkoleniowym. Druga – praca grupowa z zawodnikami. Rozmawiamy o psychologii sportu, przekazujemy ćwiczenia, nad którymi gracze mogą pracować samodzielnie. Trzecia płaszczyzna to praca indywidualna i dotyczy tych zawodników, którzy chcą się rozwijać głębiej. Dopiero te trzy płaszczyzny mogą przynieść efekt. Natężenie ćwiczeń jest różne. Najwięcej czasu spędzamy ze sobą podczas zgrupowań, gdy jest okazja porozmawiać, spotykać się, wypracować różnego rodzaju sposoby. W trakcie ligi, w rytmie meczowym, bazujemy na podtrzymywaniu pewnych rzeczy wypracowanych wcześniej. Skupiam się wtedy na pracy indywidualnej. Mamy telefoniczny czy internetowy kontakt, choć moja praca służy usamodzielnianiu się zawodników. Nie jest dobrze, gdy zawodnicy uzależniają się od pracy z psychologiem. W trakcie meczów muszą sobie przecież radzić sami.

 Któraś z tych płaszczyzn jest ważniejsza?

 - Nie, tak nie można powiedzieć. Bardzo ważne, by mój sposób pracy rozumieli trenerzy i sztab. Język, którym mówią na co dzień, przenika do całej drużyny, która w ten sposób jest w stanie pewne rzeczy zrozumieć. Współpraca grupowa, zależności między napastnikami, a pomocnikami, rozumienie między formacjami, też jest niezwykle istotne. Nie da się tego wykonać indywidualnie. Z kolei praca jeden na jeden pokazuje, kto ma motywację wewnętrzną, by pracować nad umiejętnościami. Wszystkie są równie ważne.

 Wspominał pan kiedyś, że problemem obecnego pokolenia piłkarzy jest zbyt duża pewność siebie. Z czego to może wynikać?

 - Analiza musiałaby być szeroka, ale na pewno trzeba stwierdzić, że żyjemy w innych warunkach niż kilkanaście lat temu. Sukcesy polskiej piłki spowodowały wiarę, że każdemu może się udać. Ośmio-dziesięciolatkowie wierzą, że mogą powtórzyć drogę Roberta Lewandowskiego i być na poziomie reprezentacji Polski. Rodzice i trenerzy też w to wierzą. Jest dużo szkółek, które tę wiarę podtrzymują. Wiele osób dąży, by walczyć o najwyższe cele. Patrzy na swoich idoli, którzy zwykle emanują pewnością siebie i zaczyna mówić podobnym językiem. Wielu jednak zapomina, że idole odnieśli sukces przez ciężką pracę, która zaprocentowała po latach. Często młodzi piłkarze bardzo szybko chcą osiągać efekt. Nie mając wysokich umiejętności, mają bardzo dużą pewność siebie. To najbardziej charakterystyczne dla pracy w grupach młodzieżowych. Trenerzy często są zaniepokojeni, bo ktoś ma talent, ale nie chce się rozwijać, bo to, co umie, na danym poziomie mu wystarczy. Nie patrzy się długofalowo, przez co traci się czas.

 Leo Beenhakker mówił, że polskiego piłkarza prowadzi się trudno, bo najpierw trzeba go przekonywać, że nie jest tak słaby, jak mu się wydaje, a po wygranej uświadamiać, że nie jest tak dobry, jak myśli.

 - Z czasów Beenhakkera w kadrze grają już tylko pojedynczy zawodnicy. To też się zmienia. Stereotypy powodują, że nie dostrzegamy zmian. Ja dostrzegam na przykład olbrzymią zmianę w profesjonalnym prowadzeniu się. Za czasów Leo, była na pewno niższa. Jest moda na bycie pro. Więc mentalność piłkarzy też mogła się zmienić.

 Pracuje pan ze sportowcami różnych dyscyplin. Dla pana to duża różnica, czy ktoś gra w piłkę nożną czy w tenis?

 - Każda dyscyplina ma specyficzne i bardzo unikalne zjawiska, które trzeba rozumieć. W sportach zespołowych trzeba bardziej stawiać na współpracę w grupie, w indywidualnych na dialog wewnętrzny. Wiele elementów się jednak przenika. Jose Mourinho chodził na mecze tenisowe i opowiadał zawodnikom, że każda piłka dla tenisisty to jak strzelanie karnego. Przegrana rodzi presje. Mimo różnic, szuka się inspiracji w różnych dyscyplinach. Podobieństw też jest wiele.

 Trudniej się pracuje w sportach zespołowych czy indywidualnych?

 - Najtrudniej się pracuje ze sportowcami na bardzo wysokim poziomie, niezależnie od dyscypliny. Im poziom jest wyższy, tym staramy się znaleźć więcej rezerw. Różnice pomiędzy sportowcami są bardzo niewielkie. Trudno wypracować przewagę nad rywalem.

 Przy okazji Euro 2012 pracował pan z piłkarską reprezentacją Polski. Piłkarzom, w trakcie tego turnieju, towarzyszyła chyba największa presja w historii. Jak to wpływało na pana pracę?

 - Tuż przed turniejem zostałem poproszony o wsparcie z zakresu psychoedukacji i psychologii sportu. To było na majowym zgrupowaniu w Austrii. Późnej, na prośbę zawodników, towarzyszyłem im podczas całego turnieju, kiedy pojawił się faktyczny stres i presja.

 Skoro zaczął pan pracę tuż przed turniejem, to czy cokolwiek dało się jeszcze zrobić?

 - Długofalowa praca jest najbardziej efektywna, ale czasem trzeba sobie zadać pytanie, czy lepiej nie robić nic, czy próbować zrealizować chociaż pewne ćwiczenia, które mogą w czymś pomóc. Wielu zawodników od tamtego czasu indywidualnie korzysta z mojej pomocy. Gdyby było tak, że ówczesna praca krótkofalowa praca nie miałaby sensu, nie poprosiliby, bym został dłużej. Warunki idealne w sporcie nie istnieją. Nawet przed Igrzyskami Olimpijskimi można by powiedzieć, że idealnie by było mieć jeszcze rok na przygotowania. Czas jest wrogiem nie tylko trenera, ale też często psychologa. Musimy wybierać treści ważne i ważniejsze. Z czegoś trzeba rezygnować.

 Zawodników przerosła wtedy presja?

 - Bardzo trudno na to odpowiedzieć. W sporcie szukanie przyczyny porażki w głowie to bardzo częsta ucieczka. Bardzo rzadko sportowcy tłumaczą się źle dobraną taktyką, albo słabym przygotowaniem. Głowa stała się śmietnikiem, do którego wszystko się wrzuca. Co chwilę słychać, że zawodnicy „źle weszli w mecz”, „zdekoncentrowali się w końcówce, „presja była zbyt duża”, „pojawiły się emocje, które sprawiły, że straciliśmy panowanie, „zabrakło komunikacji”. Często nic się z tym nie robi, tylko mówi się, że przegrało się przez głowę i robi się dalej to samo.

 Widział pan jednak, że zawodnicy byli bardziej zdenerwowani, niż na co dzień?

 - To, co jest w głowie, nie zawsze widać. Jest oczywiście psychologia behawioralna, która pomaga wywnioskować, co się dzieje. Nie miałem wrażenia, że są przytłoczeni presją. Elementy, nad którymi pracowaliśmy, wtedy zafunkcjonowały. Były jednak inne obszary, które wymagały poprawy.

 Teraz współpracuje pan z Europejskim Centrum Sportu i Nauki, gdzie wykłada pan na kursie trenera przygotowania motorycznego. Jaki to ma związek z psychologią?

 - Głowa zarządza przecież ciałem. Mówimy o dwóch obszarach – pracy trenera, pozwalającej mu na współpracę z zawodnikami, rozumienie pewnych zjawisk, które mogą się pojawić u zawodnika, jak zmęczenie, spadki motywacji, koncentracji, co się zdarza w codziennej pracy. Drugi aspekt to dotarcie do zawodnika – trener przygotowania motorycznego musi wydobyć z zawodnika rezerwy. Pokazać mu drogę i zachęcić go do pokonywania swoich słabości. Staram się w tym pomóc.

One comment on “Rozmowy o sporcie. Paweł Habrat: Młodzi piłkarze są dziś często zbyt pewni siebie
  1. Bardzo ciekawy wywiad. Z pewnością psychologia jak i zbieranie coraz większej ilości informacji o zawodnikach, drużynie itd. to przyszłość futbolu. Kluby z roku na rok zatrudniają coraz więcej specjalistów, bo jednej osobie ciężko posiąść dogłębną wiedzę w wielu dziedzinach. Im więcej pięniędzy, im większa presja wyników, tym więcej potrzeba specjalistów, którzy pozwalają wydobywać z trenerów, zawodników i klubu coraz głębsze rezerwy. Ostatnio podczas spotkania z Danielem Stenzem, który jest dyrektorem technicznym w jednym z chińskich potentatów usłyszałem, że w największych klubach już prawie wszystko opiera się na zbieraniu najdrobniejszych danych i ich analizie i wszystko zmierza w tym właśnie kierunku. Każda informacja o zawodniku, nawet to ile śpi czy jaki ma kolor moczu dają informację, która poddana analizie może zaowocować podjęciem odpowiednich kroków by pomóc mu stać się lepszym na boisku i efektywniejszym dla klubu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube