Rozmowy o sporcie. Magdalena Błaż: Koń może nam dać lustro

blaz

Skoro średni czas trenera w jednym klubie ekstraklasy wynosi osiem miesięcy, wyniki zespołu bardzo trudno w tak krótkim okresie zmienić przygotowaniem fizycznym, transferami czy taktyką. Sukces od porażki oddziela bardzo często to, czy trener będzie w stanie pociągnąć za sobą szatnię. Atmosfera czy „chemia” w drużynie to najczęściej powtarzane ostatnio słowa. Nie tylko w polskim futbolu, bo i w ligach zagranicznych trenerzy coraz częściej tracą pracę, bo nie poradzili sobie z komunikacją w grupie. Widząc to, trenerzy sięgają coraz częściej po wiedzę psychologiczną i szkolą się z tego, jak sprawnie dowodzić szatnią. Byli piłkarze z kolei, chętnie wybierają drogę menedżerów. Ich życie to ciągłe negocjacje. Z młodymi zawodnikami. Z ich rodzicami. Z trenerami i z klubami. Kolejny odcinek Rozmów o Sporcie teoretycznie prawie w ogóle nie jest o sporcie. A jednak rzeczy, które przekazuje Magdalena Błaż na swoich szkoleniach biznesowych z końmi, mogą być bardzo ważne dla trenerów, menedżerów czy byłych sportowców, szukających swoich dróg po karierze.

 Czego może mnie nauczyć koń?

 - W każdym człowieku, nieważne czy trenuje sport, czy rozwija się w innych dziedzinach, jest zapotrzebowanie, by określić swoje możliwości, zobaczyć granice, nazwać, czym dysponujemy tu i teraz. Sportowiec, trenując, musi rozpoznać granice swojego ciała, a później – z czasem – je przekraczać. Każdy z nas też musi ustalić, czym dysponuje. Koń nam w tym pomaga. Nie ma z nim komunikacji werbalnej. Możemy do niego mówić zarówno po polsku, jak i po chińsku – i tak nie zrozumie. Tych form nacisku nie jesteśmy więc w stanie wykorzystać. Koń pięknie nam pokazuje, czy nasza własna ocena jest podobna do oceny zewnętrznego świata.

 Nie tylko z koniem nie ma komunikacji werbalnej. Dlaczego akurat to zwierzę?

 - Po pierwsze, znam je najlepiej. Miałam z ich układaniem i z treningiem sportowym najwięcej do czynienia. Dodatkowo, jest to roślinożerca, więc zwierzę potencjalnie reagujące ucieczką, a bardzo rzadko agresją, co jest bezpieczniejsze dla uczestników. Po drugie, ich reakcje są czytelniejsze i mniej wyuczalne. Jest im wszystko jedno, czy stoi przed nimi człowiek czy tygrys. Nie da się im wytłumaczyć, że w określonej sytuacji mają reagować tak, a nie inaczej. Ich reakcje są łatwe do pokazania i do interpretacji. Być może na psach też można by pokazać pewne rzeczy. Ale konie są mniej więcej równe. Każdy koń wyjęty ze stada zachowuje się podobnie. Psy, w zależności od rasy, temperamentu, wychowania, mogą być bardzo różne. Dlatego to konie są w stanie dać nam lustro naszych zachowań. Pozwalają nam ocenić siebie.

 Jak to wygląda w praktyce?

 - Jestem instruktorem i hipoterapeutą, więc dobieram bezpieczne konie. Ale przeciętnie to zwierzę waży osiemset kilogramów. Staram się dobierać te duże. Specjalnie, żeby budziły respekt. Kucyk nie da takiego efektu. Pierwsze zadanie jest proste: trzeba podejść i pogłaskać konia. Widać często, jak osoby bardzo pewne siebie dochodzą do połowy pewnie, a potem zaczynają się robić coraz mniejsze i z końcówką mają już problem. Jeśli będą zbyt agresywne, koń odejdzie i nie da się pogłaskać. Nie będzie chciał współpracować. Jeśli będą bardzo wycofane i przesadnie złagodzone, to wręcz przeciwnie – koń się zainteresuje i przyjdzie, co może wywołać ucieczkę uczestnika. Daje nam to pojęcie, z czym zaczynamy.

 Co jeśli ktoś po prostu boi się koni?

 - Nie zdarzyło mi się jeszcze, by strach przed samym zwierzęciem miał kluczowe znaczenie. Jeśliby miał, sama obserwacja ćwiczenia też dużo daje.

 Rozumiem. Co się dzieje później?

- Rozwijamy temat czysto biznesowo. Musimy wykonać pewne zadania z koniem – zachęcić go do różnych rzeczy. Widzimy też, jak niektóre rzeczy rozpraszają nam możliwość negocjowania. Może to być pani sekretarka, która poda wodę, niesprzyjająca muzyka, światło w oczy. Na przykładzie konia też bardzo łatwo pokazać, jak drobny element zmiany w otoczeniu może naszego rozmówcę zniechęcić do dalszych negocjacji.

 Jak takie szkolenie pomaga w codziennym życiu?

 - Nie ćwiczymy na koniu zachowań, które mają nam pomóc w negocjacjach, ale umiejętność panowania nad emocjami, świadomość, jaki skutek one niosą, jest w negocjacjach kluczowa. Mamy możliwość zobaczyć, że gdy będziemy zbyt natarczywi, albo zbyt wycofani, nie osiągniemy efektu. To też gra. Musimy panować nad rzeczami, które mogą nam dać przewagę.

 Jak reagują uczestnicy?

 - Często są zdziwieni. W chwili, gdy zostają sami, w niepewnych warunkach, w okolicznościach, które ich zaskoczyły, bo osoba postawiona naprzeciw konia, na ogół jest jednak zaskoczona, mają możliwość sprawdzenia, czy rzeczywiście prezentują sobą to, co myśleli. Po szkoleniu powinny mieć możliwość zaprezentowania takiej części osobowości, jaka jest im w danym momencie potrzebna do uzyskania efektu.

 Jak często trzeba spotykać się z koniem, by czegoś się od niego dowiedzieć?

 - Szkolenie z koniem jest o tyle wyjątkowe, że jest nie do zapomnienia. Efekt jest pokazany na tyle mocno, że zwykle zostaje w pamięci. To nie jest ćwiczenie przed lustrem, które po roku wychodzi z głowy. Gdy w trakcie negocjacji zaobserwujemy „ucieczkę” naszego partnera, schowanie się w najdalszym rogu pokoju i to, że nie chce z nami dalej rozmawiać, natychmiast przypomina nam się ten koń, który sobie od nas poszedł. Człowiek zaczyna się wtedy zastanawiać, czym było to spowodowane – gdzie za mocno nacisnął, że przestraszył rozmówcę. W ten sposób jest w stanie powrócić do kluczowego momentu i kontynuować rozmowę. Szkoleń z koniem nie trzeba regularnie powtarzać. Nie chodzi o pranie mózgów, a o to, by zobaczyć, że nasze nastawienie i intencje są bardzo dobrze widoczne dla wszystkich. Ma nam tylko pokazać, jak bardzo się w niektórych aspektach mylimy.

Jest pani pionierką w tej kwestii?

 - W Polsce mieliśmy boom na metody naturalne, które dostosowują komunikację do języka koni. Ale mnie zależy na czym innym. Są osoby z wielkim talentem, które nawet nie muszą ćwiczyć pewnych umiejętności, a wyćwiczywszy je, są naprawdę genialne. Natomiast gros osób potrzebuje dobrego warsztatu i rzemiosła, by prawidłowo funkcjonować i jakoś sobie radzić w świecie. W Europejskim Centrum Sportu i Nauki odpowiadam raczej za część odnoszącą się do nauki, a nie do sportu. Chociaż osoby, które muszą sobie radzić z kontraktami, trenerzy, chcący mieć wpływ na rodziców i zawodników, mogą się od koni czegoś nauczyć.

 A pani konie pomogły w karierze?

 - Nie z tą intencją zaczynałam się nimi zajmować. Konie to moja wielka życiowa pasja. Od zawsze uprawiałam i nadal uprawiam jeździectwo. W pewnym momencie zauważyłam, że konie i biznes da się połączyć. Oczywiście, absolutnie nikt nie nauczy biznesu za pomocą koni i nikt nie nauczy jeździectwa za pomocą biznesu. To dwie różne rzeczy. Ale zachowania w grupie i poza grupą, pewne formy nacisku, które możemy zastosować, są jednakowe, niezależnie od tego, czy mówimy o zabawie koni w stadzie czy dzieci w przedszkolu. I jedna i druga grupa są podobne i w pewnych aspektach dość podobnie się nimi steruje. Wpływają na nie te same elementy i stosując podobne działania, możemy powodować, że te grupy zachowają się w określony sposób, zupełnie nie zauważywszy, że wykonują polecenia. To ten aspekt, który najbardziej mnie fascynuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube