Rozmowy o sporcie. Bartosz Bomba: Piszczek musiał uznawać ból za koszt kariery

Od lat w sztabach wielu drużyn w Skarbach Kibica czy składach drużyn podawanych na stadionach, spotykamy się z nazwiskami fizjoterapeutów. Widzimy ludzi wbiegających na murawę, gdy piłkarze cierpią z bólu. Widzimy ich, opatrujących tenisistów w trakcie przerw między gemami, czy siatkarzy, starających się wrócić na parkiet. W zawodowym sporcie, coraz mocniej obciążającym ludzkie ciało, fizjoterapeuci pełnią coraz ważniejszą rolę. A jednak wciąż wiemy o ich pracy niewiele. W kolejnej odsłonie cyklu Rozmowy o Sporcie, prowadzonym we współpracy z Europejskim Centrum Nauki i Sportu we Wrocławiu, porozmawiałem z Bartoszem Bombą, fizjoterapeutą, pracującym z wieloma sportowcami z różnych dyscyplin, a przede wszystkim z tenisistami.

bomba

Kilka lat temu w sztabie każdej drużyny piłkarskiej byli masażyści. Dziś wszędzie widać fizjoterapeutów. To trudniejsza nazwa tego samego, czy ich praca czymś się różni?

Bartosz BOMBA: – Fizjoterapeuta ma znacznie szerszy zakres pracy. Oczywiście, też jest w stanie wykonać masaż odciążający, ale dodatkowo potrafi badać i poprawiać mobilność oraz stabilność stawów. Obowiązki fizjoterapeuty zahaczają już o takie pojęcia jak neurofizjologia. Masaż jest niesamowicie ważny w regeneracji przeciążonych struktur, ale to tylko drobna forma profilaktyki kontuzji. W Polsce obecność fizjoterapeutów w sztabach to pewne novum. Wcześniej kluby zabezpieczali lekarze sportowi do spółki z masażystami. W ostatnich pięciu-dziesięciu latach doszli też do nich masowo fizjoterapeuci. Nie dublują się kompetencjami. Każdy ma zajęcie.

Zna pan mniej prawdziwe powiedzenie niż: „sport to zdrowie”?

- Na poziomie amatorskim ono jest prawdziwe. Jednak żeby wejść na wysoki poziom w każdej dyscyplinie sportu, w pewnym momencie trzeba ponieść jakiś koszt. W wyczynowym sporcie nigdy nie jest kolorowo. Nie da się funkcjonować całkowicie bez bólu. Kontuzje są, będą i nie da się ich uniknąć. Zawodowy sport zawsze mocno przeciąża organizm. I to w każdej dyscyplinie.

Da się po karierze sportowej nie mieć zepsutego zdrowia?

- Kontuzje są wkalkulowane, ale ważne jest, by cały czas dbać o ciało. Medycyna manualna idzie do przodu, więc możemy lepiej wskazywać sportowcom ich deficyty. Jeśli będą w miarę pilnować wytycznych, poniosą mniejszy koszt i po skończeniu kariery ich ciało nie musi być strasznie zrujnowane. To dla każdego sportowca bardzo indywidualne i zależy od tego, jaką utrzyma mobilność stawów przez całą karierę.

Przepełnione kalendarze w wielu dyscyplinach sportu chyba przysparzają fizjoterapeutom sporo pacjentów?

- Na pewno w jakimś stopniu ryzykuje się w ten sposób zdrowie zawodników. Zobowiązania sponsorskie sprawiają, że w wielu dyscyplinach gra się za dużo. Nie wiem jednak, czy da się z tym coś zrobić. Zawodnicy są w trakcie sezonu przeciążeni. Im są lepsi, tym bardziej, bo dostają się do coraz bardziej wymagających lig, w środku tygodnia grają w Lidze Mistrzów, w reprezentacjach. Tenisiści mogliby na dobrą sprawę rozgrywać turnieje cały rok. Różnica polega jednak na tym, że sami dobierają sobie, gdzie będą startować, a kiedy mają odpocząć. Bardzo trudno jest grać we wszystkim i bez przerwy, choć niektórzy tak robią. Mówimy jednak o pojedynczych wybitnych jednostkach, bardzo dobrze przygotowanych motorycznie i mających po kilku fizjoterapeutów, którzy przez cały rok mocno o nich dbają. Wtedy można nie zrobić sobie aż tak dużej krzywdy.

Przedstawiciele jakiej dyscypliny najczęściej są pana pacjentami?

- Chyba tenisa.

A nie żadnego ze sportów kontaktowych?

- W piłce nożnej są bardziej konkretne kontuzje. Ich skala jest dużo większa. Jeden uraz czasem eliminuje na kilka miesięcy. Ale tenis jest oparty na jednostce, na którą działają bardzo duże obciążenia. Każdy zawodnik musi wykonać w trakcie meczu wiele szybkich zrywów i zatrzymań. Do tego dochodzi sama rakieta, ważąca około trzystu gram. Liczba odbitych nią piłek, w tym samym, monotonnym ruchu, jest bardzo duża. To sprawia, że tkanki stają się niedożywione i robią się duże przeciążenia. Powtarzalność tej samej sekwencji ruchu mocno wpływa na organizm.

Grają bardzo dużo, mają sporo kontuzji. Tenisista musi żyć z bólem?

- Tak. To nie przesada. To wpisane w zawodowy sport, że czasami trzeba zacisnąć zęby, by dograć mecz do końca. Zawodnicy z najwyższej półki bardzo często z różnymi stanami zapalnymi wchodzą na kort, a co dopiero, gdy z niego schodzą.

Wtedy przychodzą do pana.

- Dla fizjoterapeuty najgorsze jest, gdy zawodnik przychodzi dopiero, gdy zaczyna się problem. W wielu aspektach da się zabezpieczyć przed kontuzjami, poprawiając mobilność stawów zanim zacznie coś boleć. Na szczęście, świadomość sportowców wzrasta. Przychodzą coraz częściej profilaktycznie, w celu poprawiania stabilizacji, zakresu ruchu i poprawy motorycznej kontroli stawów.

Załóżmy, że jestem dzieckiem marzącym o wielkiej sportowej karierze. Kiedy powinienem zacząć współpracować z fizjoterapeutą?

- Zanim na treningach zaczną się jakieś większe obciążenia. Często mamy różne wewnętrzne ograniczenia – dysfunkcje stawów biodrowych, które pojawiły się nawet w fazie rozwojowej, gdy byliśmy noworodkami, a nasz staw biodrowy słabiej się rozwijał. Później taki zawodnik będzie miał dużo problemów z motoryką. Może się wyspecjalizować w grze, ale gdy zacznie więcej trenować, będzie to skutkować kontuzjami, które nie pozwolą mu pójść wyżej.

A kiedy w praktyce młodzi sportowcy zaczynają się u pana pojawiać?

- Dziesięć-dwanaście lat to przedział, w którym u regularnie trenujących pojawiają się zwykle jakieś problemy. Trenerzy często mają za małą wiedzę, by dostrzec u nich wcześniej jakieś ograniczenia. Dopiero gdy zobaczą, że zawodnik wolniej dobiega, albo wręcz utyka, zauważają, że jest problem. A wtedy jest już bardzo źle. Gdyby trenerzy różnych dyscyplin umieli zobaczyć te rzeczy wcześniej, potrafili sprawdzać mobilność stawów i podstawową motorykę, byliby w stanie wcześniej wychwycić pewne problemy.

Co trenerzy powinni więc robić lepiej, by ich młodzi zawodnicy byli zdrowsi?

- Podstawy fizjoterapii są dla trenerów przygotowania motorycznego kluczowe. Bardzo ważną rolę odgrywają w młodym wieku ćwiczenia ogólnorozwojowe, które dobrze przygotowują do wyspecjalizowanych aktywności w konkretnych dyscyplinach. Niewielu trenerów jednak potrafi i ma czas się zajmować inną działką, niż swoją. Młody tenisista trenuje zwykle w zdecydowanej większości tenisa. Tymczasem najlepiej byłoby, gdyby udawało się do zajęć wpleść także elementy treningu motorycznego. Trenerzy, znający podstawy treningu motorycznego i fizjoterapii, mogą wyłapywać wiele dysfunkcji bardzo wcześnie. W szkoleniu tenisa to zresztą fundamentalne, by w sztabie znajdowali się trener tenisa, trener przygotowania motorycznego i fizjoterapeuta. To trzy kluczowe osoby, odgrywające równoważne role.

Wiele pan mówi o wczesnym wykrywaniu. W takim razie jak to możliwe, że Łukasz Piszczek, współpracujący z fizjoterapeutami od lat, musiał się poddać operacji biodra, które utrudniało mu bieganie, już po tym jak zagrał w finale Ligi Mistrzów, czyli gdy wszedł na mistrzowski poziom?

- Widocznie Piszczek ma wielką wolę walki. Podejrzewam, że wcześniej już od dawna w trakcie gry czuł ból, ale uznawał, że taki jest koszt kariery piłkarskiej i że tak po prostu musi być. Wcześniej, gdy był młody, pewnie nie zgłaszał, że coś jest nie tak. Dobry fizjoterapeuta mógłby już wtedy rozpoznać jakieś ograniczenie ruchu. Dużo rzeczy jest do wychwycenia gołym okiem.

Sporo rozmawiamy o sporcie zawodowym, a przecież w ostatnim czasie wielu zwykłych Polaków ogarnęła gorączka biegania. Co pan o tym sądzi?

- Bieganie to jedna z lepszych form prawidłowego obciążania organizmu. Coraz więcej się ruszamy, ale trzeba to robić mądrze. Dobra rozgrzewka jest zawsze potrzebna. Chodzi o to, by pobudzić układ stawowy i sercowy do pracy i by nie wchodzić od razu na większe obciążenia. Rozciąganie też jest w porządku, ale trzeba to robić z głową, nie za intensywnie, nie od razu po dużym wysiłku. Trzeba odczekać i traktować to nawet jako dodatkową jednostkę treningową.

Większość z nas biega jednak po asfalcie, co chyba nie jest najzdrowsze?

- Dostępność butów z odpowiednią amortyzacją sprawia, że obciążenia niekoniecznie będą szkodliwe. Najważniejsze, żeby nie przemęczać się treningami. One mają przede wszystkim sprawiać dużo radości. Nie powinniśmy nadmiernie przekraczać swoich możliwości. Nawet na poziomie amatorskim zawsze chcemy więcej, szybciej, a wtedy najłatwiej o kontuzję. I pamiętajmy zawsze o regeneracji. Po większym wysiłku, musimy zrobić większą przerwę, by organizm zdążył wrócić do siebie.

Jest coś takiego jak zdrowy dystans biegowy?

- To dość indywidualna sprawa, jednak dystans do dziesięciu kilometrów jest jak najbardziej zalecany jako raczej prozdrowotny, niż obciążający. Duże obciążenia zaczynają się po piętnastym kilometrze, gdy przeważnie mamy już duże deficyty tlenowe i ruchowe. Im większy dystans, tym nasze ograniczenia, braki mobilności w biodrach i stawach skokowych, mogą być bardziej kontuzjogenne. Do dziesiątego kilometra można ukryć różne braki przed fizjoterapeutą. Później wszystko się wyda.

One comment on “Rozmowy o sporcie. Bartosz Bomba: Piszczek musiał uznawać ból za koszt kariery

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube