Zwiedzam Kraków, odcinek 14. TKKF Kliny

SONY DSC

Na podwórku czasem (często) wysyłało się współtowarzyszy „do wariatkowa”. Często przybierało ono konkretną lokalizację. U mnie, w Bielsku, straszyło się, że kogoś wywiozą „do Rybnika”. W Warszawie mówią, że wezmą do Tworek. W Krakowie bierze się do Kobierzyna. Czyli, jak się okazuje, do TKKF-u Kliny. Stadion, na którym gra ten dumny klub, mieści się w bezpośrednim sąsiedztwie słynnego szpitala psychiatrycznego. Tak bardzo bezpośrednim, że jadąc na stadion można się obawiać, że jeszcze jedna uliczka i wjedzie się już gdzieś do jakiegoś oddziału zamkniętego, a brama się zatrzaśnie. Udaje mi się jednak.

Relikt PRL-u

 I ogarnia mnie zachwyt. Obiekt, na który dotarłem, nie należy do TKKF-u Kliny. Klub ma siedzibę gdzie indziej, na ulicy Fortecznej, a mecze rozgrywa na boisku Victorii, nie mającej już niestety drużyny seniorów. Gdy rozpoczynałem Zwiedzam Kraków, Vitoria była na mojej liście. Od 2014 roku nie gra już w żadnej lidze. Śpieszmy zwiedzać Kraków. Przez to, że Kliny są tu w gościach, nie można nigdzie na stadionie znaleźć ich herbów, emblematów, jakichkolwiek śladów ich obecności. B-klasowy zespół nie ma Krakowa w nazwie, ale jest krakowskim klubem. „TKKF” to rzadka już pozostałość po PRL-owskich Towarzystwach Krzewienia Kultury Fizycznej. „Kliny” to nazwa nieodległego od stadionuVictorii osiedla Kliny-Zacisze.

Psia trybuna

 Miejsce, w którym będzie się toczył mecz z rezerwami Błękitnych Modlnica, to dla mnie B-klasowy stadion idealny. Wokół bardzo dużo zieleni. Mały stadionik wciśnięty w środek parku. Tak wciśnięty, że wysokie drzewa rzucają cień na pół boiska, jak robią wysokie trybuny wielkich stadionów. Gdyby kiedyś z meczu TKKF-u Kliny przeprowadzano transmisję telewizyjną, widzowie na pewno psioczyliby na to, że na połowie boiska źle widać piłkę. Dla oglądającego mecz na żywo jest jednak idealnie. Nie słychać szumu wielkiego miasta, tylko szelest liści na wietrze. Pełne jesienne słońce bije prosto w twarz. To ze wszech miar zrozumiałe, że to miejsce znakomite nie tylko dla niskoligowych piłkarzy, ale też dla spacerujących z psami. Dojście do boiska to prawdziwy spacer po polu minowym. Na trybunach też pełno psów, z właścicielami, którzy przycupnęli na moment, żeby popatrzeć na boisko. Gdyby zaśpiewać tu popularną w ekstraklasie przyśpiewkę „je…ć, je…ć psy, je…ć zakazy, [NAZWA KLUBU] to my”, spore grono czworonogów mogłoby się poczuć urażone.

Trybuna wodza i Nickolsona

 Psy to jedno, ale w takim miejscu na trybunach spodziewam się też kibiców miejscowych. Czyli spacerowiczów z pobliskiego szpitala. A może i uciekinierów. Każdą twarz, a ludzi podejrzanie sporo na trybunach, sonduję bardzo dokładnie w poszukiwaniu śladów Jacka Nickolsona albo milczącego wodza. Ten kibic w pełnym garniturze, opatulony ekstrawaganckim szalem, chociaż, jak na początek października, żar leje się z nieba, trochę zaskakujący. Ale może to kwestia miejsca? Wiele dziwnych twarzy mija się na co dzień, a dopiero w okolicy Kobierzyna wydają się podejrzane. Wreszcie pojawiają się sędziowie. Wychodzą zza ogrodzenia podpisanego „magazyn przeciwpowodziowy”. Domyślam się, że ktoś im będzie przytyki robił, że stroje mają z pomocy dla powodzian, ale nic takiego się nie dzieje. W Klinach zawsze jest kultura.

Nie gramy, tylko kopiemy

 Chociaż pogoda znakomita, to już październik, więc nie ma żartów. Mecz rozgrywany jest pomarańczowymi piłkami, pewnie na wypadek nagłego, niespodziewanego ataku zimy. To nie jest jedyne zaskoczenie. Gdy na początku meczu jeden z zawodników wykonuje idealny przerzut, z odpowiednią siłą, w odpowiednie miejsce, najlepsze crossowe podanie, jakie kiedykolwiek widziałem na boiskach niższych lig, że aż szczęka mi opada, zamiast zachwytów, wykonawca słyszy pretensje: „Grzesiuu! Nie gramy, tylko kopiemy!”. Trudno rozstrzygnąć, czy to był wyrzut, czy nakaz.

Za co oni płacą?

 Potraktowali to jako nakaz. Potem już nie grali, tylko kopali. Po jednym z klasycznych niskoligowych zagrań, strzale z trzydziestu metrów chybionym o trzydzieści metrów, jeden z kibiców zwraca się, pełnym oburzenia tonem, do towarzysza: „No i za co my płacimy?!”. A trzeba wiedzieć, że trybuny nie są w żaden sposób odgrodzone od ulicy, nikt nie sprzedaje biletów i Kliny podziwia każdy, kto tylko ma ochotę. Albo idzie z psem na spacer.

Dźwięki niższych lig

 Sielankowy nastrój Kobierzyna piłkarzom bardzo szybko udaje się zmącić. Niższe ligi to miejsce, w którym dwudziestu dwóch facetów biega za piłką, a na końcu wszyscy – trudno to ująć inaczej – drą ryja. Tumult robi się na całą okolicę. Bo czas! Bo moja! Bo nie kiwaj! Bo siadaj! Bo plecy rosną! Bo kurwa! (to najczęściej) Bo wyjazd! Bo powrót! Wiele komunikatów trzeba wykrzyczeć. Niektóre bywają mylące. Do jednego nieszczęśnika cała drużyna krzyczała „prawa ręka!”. To zagrał prawą ręką. A chodziło im o to, że zagrożenie nadchodzi z prawej strony.

Konsultacja z VAR-em

 Generalnie jednak, da się zobaczyć w meczu Kliny – Modlnica II trochę dobrego futbolu. Na ekstraklasowym poziomie, bo w spotkaniu pada tyle samo bramek bezpośrednio z rzutów wolnych, co w całym dotychczasowym sezonie ekstraklasy. Czyli jedna. Kliny prowadzą po niej 2:0, ale szybko prokurują rzut karny, co może się skończyć kontaktową bramką. Jest jednak jeszcze nadzieja, bo arbiter podbiega się skonsultować z asystentem. Na trybunach da się wyczuć, że kibice wyrobieni: „czekaj, czekaj, VAR oglądają”. VAR powiedział jednak, że karny się należy i Klinom mecz zaczyna się wymykać spod kontroli. Dlatego trzeba zacząć grać na czas. Bramkarz, niosąc piłkę z parku, porusza się tak wolno, że aż protestują rywale. „Biegnę!” – wrzeszczy, dziwiąc się pretensjom. Faktycznie, rusza rękami i nogami, jakby biegł, ale ludzkie oko nie jest w stanie wychwycić, by w jakikolwiek sposób zbliżał się do bramki. „On ma już w końcu swoje lata” – wytłumaczyli go koledzy z drużyny. I w ten sposób TKKF Kliny utrzymał wynik 2:1. Można było spacerować dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube