Zwiedzam Kraków, odcinek 13. Wanda

SONY DSC

W znanej anegdocie Sir Alex Ferguson pyta George’a Besta, jakim wynikiem zakończyłby się mecz Manchesteru Besta z Manchesterem Fergusona. – Wygralibyśmy 1:0 – stwierdził Best. – Tylko 1:0? „Tak, ale pamiętaj, że mamy po 50 lat”. Na podobną perełkę natknąłem się na stadionie Wandy Nowa Huta. Jeden z dziadków, załamany poziomem dzisiejszej drużyny Wandy, westchnął do towarzyszy niedoli: „Zagralibyśmy naszą starą paką, to tamci by zza połowy nie wyszli”. – No, ale przez piętnaście minut – zauważył któryś. „No, teraz tak. Ale wtedy…”. Nie powiem, zaimponowała mi ta pewność, że nawet i dzisiaj zamknęliby dzisiejszą Wandę na jej połowie na cały kwadrans.

Dziadkowie są wszystkim

 Trzynasty odcinek niskoligowego cyklu to już właściwy moment, by zaznaczyć jedną rzecz: futbol w niższych ligach polskich nie istniałby, albo nie miałby sensu, bez dziadków. Dziadkowie są zazwyczaj jedynymi – czasem oprócz mnie – osobami, które oglądają wyczyny A-klasowiczów. Nastolatkowie zwykle pojawiają się na trybunach przelotnie. W strojach sportowych, bo albo sami grali juniorskie mecze, albo za chwilę będą grać. Nie wykazują przesadnego zainteresowania tym, jak radzą sobie seniorzy. Dwudziestoparolatków – czasem oprócz mnie – na trybunach też praktycznie nie ma. Większość nie interesuje się futbolem niskoligowym, a jeśli już to sami grają. Trzydziestoparolatkowie robią za gwiazdy drużyn. Tych, którzy już mają łysinki, sylwetki coraz mniej piłkarskie, ale kartofliskowym doświadczeniem i jednym wypracowanym przez lata zwodem robią za lokalnych Maradonów. Czterdziestolatkowie są trenerami albo kierownikami drużyn. Pięćdziesięciolatkowie prezesami albo innymi działaczami. Kobiety praktycznie się nie pojawiają. Jeśli już, to wystrojone jak na czerwony dywan, dla swoich chłopaków biegających po boiskach (dotyczy tylko dwudziestolatków, 30-letnie żony już raczej nie chodzą na mecze, chyba że z dziećmi na tyle wyrośniętymi, że same już interesują się grą ojców). Wychodzi więc na to, że jedyną wierną (choć wymagającą), zorientowaną, nieprzypadkową publiką są dziadkowie, starsi niż sześćdziesiąt lat. Chociaż i tu są wyjątki. Jeden z dziadków przy wrzucie z autu mówi do drugiego:

- Ten co idzie teraz po piłkę, ma 72 lata.

Zbaraniałem. Ale to na szczęście nie była prawda.

- 71, Staszek. On jest rocznik czterdziesty szósty.

 A, to jak 71, nie ma się czemu dziwić. Zwłaszcza, że już go widziałem, gdy dwa lata temu grał przeciwko Wawelowi Kraków. Bo dziś znów oglądałem rezerwy Prądniczanki. Nie sprawdzałem tego, ale mam dziwne wrażenie, że przynajmniej w połowie odcinków „Zwiedzam Kraków”, rywalem drużyn, które odwiedzałem, była albo Prądniczanka albo rezerwy Prądniczanki. Tym razem rezerwy. Gdy jednak ktoś pyta, „z kim my w ogóle gramy”, z trybun pada: „z Kawulami”. Władysław Kawula, legenda Wisły, zaczynał grać w Prądniczance. Nigdy bym nie pomyślał, że po pół wieku będzie to aż tak pamiętane. Obecnie najbardziej doświadczony zawodnik gra w drugiej drużynie Prędniczanki na prawej obronie, co może dziwić tym bardziej, że to pozycja wymagająca sporo biegania. Gracz Prądniczanki interpretuje ją jednak tradycyjnie, a nie nowocześnie i raczej nie podłącza się do akcji oskrzydlających. Da się to w pełni zrozumieć.

SONY DSC

 Bez dziadków nie byłoby niczego. Uświadomiłem sobie zresztą, że dzięki nim jestem bezpieczny. Dopóki dziadkowie chodzą na stadiony, dopóty będą potrzebowali papierowych gazet, by nie siadać bezpośrednio na brudnych, mokrych i zimnych krzesełkach. Zazwyczaj jest to „Przegląd Sportowy”, tudzież – na Śląsku – „Sport”. Czyli prasa nie zginie.

W cieniu żużla

 Na stadionie Wandy – zbieżność nazw z nowo otwartym obiektem Atletico Madryt Wanda Metropolitano, z tego co mi wiadomo, przypadkowa – widać, że sam obiekt czasy świetności ma już za sobą. Na stadionie Wandy rządzą przede wszystkim żużlowcy, jeżdżący na drugim poziomie rozgrywkowym. Pół wieku temu byli nawet w krajowej elicie. To sprawia, że stadion ma wiele elementów nietypowych dla stadionu piłkarskiego. Żużlowy tor okalający boisko, semafor do startowania zawodników, ciężki sprzęt w postaci ciężarówek i traktora. Wanda to żużel. Albo kobieca piłka, z drużyną w I lidze. A-klasowi piłkarze są tu tylko dodatkiem. Dzięki istnieniu klubu żużlowego grają na prawdopodobnie największym stadionie krakowskiej A klasy. Trybuny są w stanie pomieścić 8000 osób, z czego 2300 na miejscach siedzących. Prawdę mówiąc, piłkarzom aż tak wiele nie trzeba by było.

Kiedyś było lepiej

- Czterech kibiców – ocenił starszy pan, wchodząc na trybuny równo z rozpocęzciem meczu – cześć, Staszek! Później frekwencja wzrosła o ponad trzysta procent, w szczycie było nas czternaście osób, a kończyło dwanaście, bo dwóch panów załamała trzecia stracona przez Wandę bramka i wcześniej wyszli z meczu. Wanda kiedyś piłkarzy miała lepszych. I to nie tylko dlatego, że jej 70-letni wychowankowie przez kwadrans zdominowaliby dzisiejszych. Nowohucki klub grał nawet w III lidze. Zaczynało tu występy paru piłkarzy, którzy zrobili potem poważne kariery, na czele z Andrzejem Iwanem, Krzysztofem Bukalskim i Marcinem Cabajem.

Memento mori

Ich następców jednak na razie nie ma. Pewnie dlatego przemijanie to główny wątek rozmów nowohuckich kibiców. Przyjście każdego następnego towarzysza kwitowane jest pełnym zdziwienia „ty żyjesz!”, po czym gdy już okazuje się, że jednak tak, fani wspólnie ustalają, czy ten żyje, a czy tamten żyje, a jak tamten zmarł, a przecież zanosiło się, że będzie jeszcze długo żył, a nie żyje, a taki to pożyje, a ten miał zawał, a przecież ani grama tłuszczu, ale świniaki jadł i cholesterol, więc zawał. I ustalają tak, co się stało z ich klasą, z ich paką, która kiedyś grała, oj grała, a teraz ci młodzi nie grają, a jak nawet grają, to przyjąć nie umieją, a w Wiśle to Polaków w ogóle nie ma, a czekam już kiedy tego Probierza z Cracovii wypierdolą. Dostrzegają też upadek obyczajów. Nie podoba im się, że piłkarze przed rozpoczęciem meczu zbierają się w kółku i krzyczą jakieś swoje „Wanda! Hej!”, albo co. „Jak mnie to wkurwia, że się teraz będą naradzać”.

I tak się toczy życie na stadionie Wandy. Niedaleko leży osiedle Wandy, najstarsza część Nowej Huty, ta, od której zaczęto budowę dzielnicy. Wcześniej była tu wieś Mogiła, czego ślad jest do dziś, w nazwie ulicy Odmogile, przy której stoi stadion. A trochę dalej można wejść na kopiec Wandy, tej co Niemca nie chciała, która jest w nim – według legendy – pochowana. Jesień, mogiła, odmogile, grób Wandy, porażka 1:3 z rezerwami Prądniczanki. Nic dziwnego, że taka na Wandzie grobowa atmosfera.

SONY DSC  

3 comments on “Zwiedzam Kraków, odcinek 13. Wanda

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube