Wisła Kraków i przerwane błędne koło

infinity-2037074_640

Na liście wielkich problemów polskiego futbolu ligowego, bardzo wysokie miejsce zajmuje nieumiejętne zarządzanie klubami od strony sportowej, czego przykłady dostarcza nam ekstraklasowa rzeczywistość właściwie codziennie. Nasza liga nie jest tak bogata, by mieszać w Europie, ale jest na tyle doinwestowana, by się w niej nie kompromitować. Jeśli chodzi o stosunek wydawanych pieniędzy do osiąganych wyników, polskie kluby zdecydowanie dołują. Dlatego warto zwrócić uwagę na działania Manuela Junco, dyrektora sportowego Wisły Kraków, zarządzającego działką sportową w tym klubie już niemal od roku. Efekty jeszcze ocenimy, natomiast tok myślenia, jaki musiał kierować Hiszpanem tego lata, już jest wart zauważenia.

Obecna Wisła to klub arcytrudny do zarządzania. Nadal ma długi, które utrudniają działanie z rozmachem. A jednocześnie nadal ma bardzo rozpieszczonych kibiców. Prawdopodobnie nie ma bardziej przyzwyczajonych do sukcesów fanów w Polsce. Zdecydowana większość tych, którzy chodzą na mecze Wisły, pamięta mecze z Schalke, Parmą czy Lazio. Jest przyzwyczajona, że przez całe lata ich klub łoił krajową konkurencję, grał efektowny futbol i wyjmował najlepszych zawodników z całego kraju. Mimo trwającej od paru lat posuchy, to dalej da się wyczuć. Kibica Wisły trudno porwać grą o udział w grupie mistrzowskiej. Klub potrzebuje pieniędzy, więc musi masowo ściągnąć kibiców na stadion. By to jednak zrobić, potrzebuje sprawić wrażenie, że właśnie teraz wracają dawne czasy, gdy Wisła znów gra o najwyższe cele (przynajmniej o puchary). W ostatnich latach kilkakrotnie było widać, że wystarczą dwa-trzy dobre mecze z rzędu i na stadion udawało się ściągać po dwadzieścia tysięcy ludzi. Potrzebna była jednak do tego krótkotrwała choćby, masowa euforia. Gdy jej nie ma, kibic Wisły zostaje w domu i ogląda mecz w telewizji. Na trybuny przychodzi żelazna, utrzymująca się od lat, mniej więcej dziesięciotysięczna grupa.

Po zajęciu w zeszłym sezonie szóstego miejsca, naturalnym zadaniem dla Wisły jest przekonanie kibiców, że teraz ich zespół gra o puchary. Równocześnie, przed oknem transferowym, Junco przyznał, że na przyszły sezon będzie miał do dyspozycji niższy budżet płacowy, niż ten, którym dysponował w zeszłym roku, co trochę się wyklucza (ostatecznie budżet płacowy jest jednak minimalnie wyższy). Junco musiał więc ściągać graczy za darmo, płacić im mniej niż połowa ligi (Legia, Lechia, Lech, Jagiellonia, Zagłębie, Pogoń, Cracovia, Śląsk na pewno, a niewykluczone, że jeszcze ktoś), a jednocześnie zbudować zespół, który będzie walczył o czołową trójkę. Musiał więc wykorzystać to, że w polskiej piłce głupio wydaje się pieniądze i wydać je mądrzej. Gdyby każdy klub wydawał pieniądze tak mądrze, jak tylko jest w stanie, Wisła balansowałaby na skraju czołowej ósemki, raczej się do niej nie łapiąc. Jednak dzięki temu, że większość wydaje głupio, w Polsce praktycznie nie ma dla niej ograniczeń.

Skoro Junco miał ściągać graczy dostępnych za darmo, najlepiej Polaków, by zadowolić trybuny i komentatorów, mógł się obracać w bardzo ograniczonym gronie. Gdyby Wisła ściągnęła wszystkich najlepszych tego lata dostępnych za darmo Polaków, jej skład wyglądałby mniej więcej tak:

Słowik – Czerwiński, Kopacz, Rzeźniczak, Lewandowski – Matras, Hołota – Masłowski, Lipski, Kosecki – Piech.

Gdyby Junco chciał ściągnąć Bartosza Śpiączkę z Górnika Łęczna (akurat faktycznie o nim myślał), musiałby się zderzyć ze ścianą, bo nie byłby w stanie przebić Bruk-Betu Termaliki Nieciecza, płacącego za niego 800 tysięcy złotych. Gdyby chciał Kamila Słabego z Sandecji Nowy Sącz, znów przegrałby rywalizację z Niecieczą. Trzeba jednak pamiętać, że Wisła nie tylko ściągała graczy za darmo, ale też płaciła mniej niż rywale. Rywalizację o Słowika, Koseckiego i Piecha przegrałaby więc pewnie ze Śląskiem, o Czerwińskiego i Kopacza z Zagłębiem, Rzeźniczak przy dolarach z Karabachu Agdam to abstrakcja, Lewandowski, Lipski i Matras w Lechii na pewno dostali więcej, podobnie jak Hołota w Pogoni. Gdyby więc Wisła miała w lecie ściągnąć Polaków dostępnych za darmo i takich, o których może byłaby w stanie wygrać rywalizację z innymi klubami, jej skład wyglądałby mniej więcej tak:

Pilarz – Konczkowski, Wieteska, Osyra, Brzyski – Błąd, Dźwigała, Masłowski, Plizga – D. Nowak, Arak.

Taka jedenastka niemal na pewno spadłaby z ligi, a na pewno nie walczyłaby o czołową ósemkę, nie mówiąc już o pucharach. Może udałoby się jakiegoś pojedynczego Łukasza Piątka czy Michała Nalepę przekonać, by trafili do Krakowa, a nie do bogatszych klubów, ale generalnie byłaby to jedenastka na mniej więcej takim poziomie. Nie dawałaby najmniejszych szans na walkę o czołowe miejsca w lidze.

Junco wyrwał Wisłę z polskiego zamkniętego kręgu, w którym cały czas bierze się te same nazwiska. W którym, gdy wypada z kontuzją Jakub Czerwiński, bierze się Inakiego Astiza, bo się go zna. Junco spróbował z zawodnikami, których nie zna w Polsce nikt, a którzy przy tym mają przyzwoite CV, albo potencjał. Z trzynastu, których tego lata ściągnął, tylko jeden Kamil Wojtkowski liznął ekstraklasowej piłki, ale też zaliczył w niej jedynie epizody. Żaden nie ma 30 lat. To pozwala Wiśle mieć dziesięć punktów więcej niż rok temu na tym samym etapie, czyli realnie myśleć o walce o czołowe miejsca. Czy się to uda, zależy już od wielu różnych czynników.

Można oczywiście mieć obawy, czy faktycznie nie przesadzono z liczbą obcokrajowców nie komunikujących się ani po polsku, ani nawet nie po angielsku. Można mieć obawy, czy grupa hiszpańska nie jest za duża. Można się zastanawiać, czy ściągnięcie Jesusa Imaza, Ze Manuela i Victora Pereza nie przyblokuje trochę rozwoju Tibora Halilovicia, Kamila Wojtkowskiego czy Martina Koštala (może można było pozyskać tylko jednego lub dwóch doświadczonych pomocników nowego zaciągu). Ostatecznie, może się też okazać, że jeden czy drugi ruch Junco to niewypały. Albo że Kiko Ramirez nie poradzi sobie z prowadzeniem takiej szatni. To wszystko oczywiście możliwe. Jednak Junco pokazał zarządzającym innymi klubami, że jeśli mają w kasie pustki, nie są wcale skazani na ściąganie emerytów odrzuconych w innych ekstraklasowych klubach i już piętnaście razy zweryfikowanych jako nie nadających się do poważnej piłki. Junco pomyślał, że skoro nie siłą pieniądza, tę ligę da się ograć sposobem, know-how i siatką kontaktów. Całkiem możliwe, że to prawda.

2 comments on “Wisła Kraków i przerwane błędne koło
  1. Eh, sensowny, logiczny wywód, trudno polemizować. A ja i tak mam wrażenie, że cała ta liga, wszelkie wzloty i upadki, sukcesy i porażki „idei”, w zasadzie wszystko to…los. Akurat tak wyszło, tak się odbiło. Wygrywasz 7 meczów, a potem przegrywasz 8. Zero koncepcji. I niestety mówię z doświadczenia, choć nie tej strony Błoń. No nic, zobaczymy…

  2. Sprawa wydaje się prostsza, niż na to wygląda. Hiszpanie dość szybko połapali się w różnicy klas i dlatego ściągając piłkarza z III ligi hiszpańskiej( też tanio), wiedzą, że będzie gwiazdą, lub królem strzelców w ekstraklasie. Drogę przetarła Jagiellonia, potem Piast, teraz Górnik i Wisła. Nihil novi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube