Jak Bundesliga rozkosznie doi Premier League

dojenie

Kiedy wczoraj na Twitterze pokpiwałem sobie z Anglików (Tottenham) wyrzucających 30 milionów euro za Hueng Min-Sona z Bayeru Leverkusen, mówiąc, że kiedyś za tyle chodzili najlepsi piłkarze świata, niektórzy próbowali ze mnie zrobić jednego z tych, co to rzewnie płaczą za czasami, kiedy futbol grało się szmacianką. Chodzi jednak o co innego. Rozumiem, że kiedyś najlepsi piłkarze świata kosztowali wiązkę kiełbas, potem 65 milionów euro, a teraz sto milionów. Nie oburza mnie 100 milionów za Ronalda czy Neymara, bo oba transfery bardzo szybko się Realowi i Barcelonie zwróciły. To inwestycje.

Son symbolem

Problem nie jest w tym, że 100 milionów wydaje się na najlepszych piłkarzy świata. Problem jest w tym, że 30 milionów wydaje się na Hueng Min Sonów. Koreańczyk to tylko symbol i w zasadzie jest Bogu ducha winny. To nie jest zły zawodnik, nawet jeden z liderów Bayeru Leverkusen. Ale, z drugiej strony, tylko jeden z liderów Bayeru Leverkusen. Żaden gość, który podbił Ligę Mistrzów czy najlepszy skrzydłowy Bundesligi. Ot, zaledwie niezły piłkarz. 30 milionów za niego to GRUBA przesada.

Bez sportowej straty

Premier League już ma najwięcej pieniędzy, a w perspektywie kilku lat dostanie ich całe morze. W Bundeslidze obawiali się, że Anglia wykupi całą ligę niemiecką i przykład Sona może na to wskazywać. Ale jeśli Anglicy będą wykupywać w taki sposób, to tylko dobrze dla Bundesligi. Leverkusen zapłaciło za Sona 10 milionów euro. Sprzeda go za trzykrotnie więcej. Skorzysta też Hamburg, który dostanie 3 miliony (on akurat je w angielskim stylu przeje). Leverkusen natomiast być może weźmie za niego bardzo utalentowanego Maksa Meyera z Schalke albo odważniej postawi na swojego Juliana Brandta. Żaden nie wydaje się znacząco słabszy od Koreańczyka. Za rok albo za dwa sprzedadzą ich Anglikom za 40 milionów.

Przepłacający Anglicy

Doszło w europejskiej piłce do ciekawego zjawiska. Anglicy oderwali się całkowicie od rzeczywistości. Hiszpanie (wyjąwszy Barcę i Real, ale one przynajmniej wywalają góry pieniędzy na naprawdę najlepszych), Niemcy czy Włosi zazwyczaj drastycznie nie przepłacają. Najwyższy transfer w historii Bundesligi to nadal poniżej 40 milionów euro. W Anglii takie Sterlingi chodzą za ponad 60 milionów. Tego lata Firmino z Hoffenheim (!) poszedł do Liverpoolu za 41 milionów. W Premier League było 20 transferów wyższych niż najwyższy w historii niemieckiej ligi. A później angielskie kluby kompromitują się w Europie. Niemieckie tymczasem dwa lata z rzędu wychodzą w komplecie z grupy Ligi Mistrzów.

Czterech za skład Bayernu

Niemiecka liga jest rankingowo drugą po hiszpańskiej. Dochodzący regularnie do półfinałów Ligi Mistrzów, czego nie może o sobie powiedzieć żaden angielski klub, Bayern Monachium, zmontował podstawową jedenastkę za 172 miliony euro. Manchester City za 187 milionów kupił samych tylko Sterlinga, Mangalę, Fernandinha i Otamendiego. A nikt nie ma wątpliwości, kto jest mocniejszy.

serafin

Premier League jest w tym momencie bogaczem, który szasta pieniędzmi na lewo i prawo bez opamiętania. Wszyscy to wiedzą, więc doją ją niemożliwie, samemu nie tracąc głowy i kupując dalej względnie tanio i wypychając konta pieniędzmi od Anglików, których potem ogrywają na boiskach. Anglicy więc stwierdzają, że Son i Firmino to jednak nie ci, których trzeba było wziąć, bo ci, którzy teraz już na pewno i bez wątpliwości dadzą angielskim klubom świetność, grają wciąż w Schalke, Leverkusen itd. Doskonały przykład to Kevin De Bruyne. Anglicy mieli go u siebie przed chwilą, jednak w Chelsea niemal nie wpuszczali go na boisko. Poszedł do Wolfsburga za 25 milionów euro. Na dniach przejdzie do Manchesteru City za 70.

Bundesliga nie musi się martwić o nową umowę o prawach telewizyjnych w Anglii. Dzięki niej niemieckie kluby zyskały potężnych sponsorów z Wysp. Europa będzie się musiała bać angielskich pieniędzy dopiero wtedy, gdy Anglicy nauczą się je wydawać. Czyli być może nigdy.

6 comments on “Jak Bundesliga rozkosznie doi Premier League
  1. Lubię, jak za taki temat biorą się osoby nie do końca świadomie działania niektórych procesów, które on dotyka.

    Analiza wydatków Premier League przy podawaniu kwot w euro jest upośledzona. Obecne okienko transferowe trafiło na czas osłabionego euro względem funta i wszystkie konwersje są solidnie zakrzywione. Średni przelicznik między tymi walutami tego lata wynosił ponad 1,4, gdy, na ten przykład, w letnim okienku transferowym 2013 było to tak średnio 1,17.

    Jaka to różnica? Ano gdyby Sterling był kupiony 2 lata temu, mówilibyśmy dziś o kwocie o ponad 10 mln € niższej. Podobnie ma się sprawa z KDB czy Firmino.

    Odchylenie przy transferze Sona jest naturalnie dużo niższe (powiedzmy, że tak z ~4 mln €, gdyby przekalkulować do średniego przelicznika tych walut w ostatnich latach), ale może dla niektórych taka, hm, optyczna ocena transferu mogłaby być nieco mniej drastyczna.

    Nie mam możliwości właściwej oceny samego piłkarza, ale jeśli jest on graczem niezłym (jak zostało to silnie podkreślone w komentowanym przeze mnie tekście), został wyciągnięty z klubu grającego w LM i nie był tam gościem grającym w tle, ma 23 lata i zapewne nie miał wygórowanych oczekiwań płacowych, to czy 22 mln £ w roku 2015 to wydatek, którego oglądanie boli?

    Ciągle równamy nakłady na piłkarzy z tymi nawet sprzed nastu lat, tak nawet podświadomie. A to błąd. Po pierwsze, inflacja robi swoje. Pieniądze za które 14 lat temu kupiono Rio Ferdinanda (30 mln £) odpowiadają dziś kwocie 45 mln £. Po drugie, ilość realnego pieniądza w piłce nożnej wzrosła, dochody roczne skoczyły w górę niebotycznie.

    Tu taki wtręt – proszę sobie wyobrazić, że gdy Real kupował Zidene’a w 2001 za 75 mln €, miał za poprzedni sezon dochody sięgające 140 mln € (dane Deloitte). W ogóle nie poruszając tematu inflacji – jak szaleńczo wygląda ten stosunek. Dziś to abstrakcja, choć to o dziś mówi się, że „piłkarski rynek” jest najbardziej chory (wiem, to pewnie powtarza się od kilkunastu lat).

    „W Anglii takie Sterlingi chodzą za ponad 60 milionów”

    Wielki grymas pojawił się na mojej twarzy, gdy przeczytałem to zdanie. Już nie wracając do poważnie zniekształcającej relacji euro – funt, to Steling to transfer wyjątkowy, nie żaden przykład coś ilustrujący. 20 lat, uważany za największy brytyjski talent, posiada status homegrown player, który Man City utrudnia formowanie kadry, a poza tym była to transakcja między dwoma bogatymi klubami z tej samej ligi. 44 mln £ wcale nie szokują.

    Generalnie są lepiej i gorzej zarządzane kluby w Anglii, ale gdy się będzie je równać do samej czołówki w zarządzaniu zawsze będą wyglądały mało imponująco. Porównanie klubu szejka do klubu, w którym istotną rolę grają wychowankowie i sugerowanie po tym czegoś większego, to bardzo efekciarskie i trochę nieuczciwe nakierowywanie.

    Z tym rzucaniem kasy bez opamiętania to bardzo szalony wniosek. Z tym, że są nierzadko dojeni już nie, czasem naprawdę, czasem kurs wpływa na takie wrażenie, czasem po prostu nie liczą każdego grosza, bo nie muszą. Tak czy owak, przepłacanie za jakichś graczy nie ma za wielkiego wpływu na ich problem kompromitacji w Europie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube