Piszczek, Immobile i Son. Niemcy trzymają się mocno

Borussia Dortmund w Bundeslidze: jak by nie grała i tak przegrywa. Borussia Dortmund w Lidze Mistrzów: jak by nie grała i tak wygrywa. Przeciwko Galatasaray Stambuł dortmundczycy nie pokazali nic wielkiego i ot tak sobie strzelili jakoś tam jednak renomowanej drużynie cztery gole. Jak gdyby nigdy nic, awansowali do kolejnej fazy w najszybszym możliwym trybie, stracili jedną nędzną bramkę, by wygrać grupę wystarczy im remis na Emirates w następnej kolejce. W takim wypadku na zakończenie fazy grupowej przeciwko Anderlechtowi będzie można wystawić zawodników III-ligowych rezerw. Sam dziś byłem zaskoczony, jak druga drużyna jest spójna z pierwszą – obie zajmują przedostatnie miejsca w swoich ligach.

Nie tak dawno, pamiętam, rewelacyjna w lidze niemieckiej Borussia nie radziła sobie w Lidze Europy, a potem w Lidze Mistrzów. Mówiło się, że musi nabrać doświadczenia, żeby radzić sobie w Europie. Teraz nabrała takiego, że przechodzi przez fazę grupową jak rutyniarz, suchą stopą i bez wysiłku. Musi teraz nabrać doświadczenia, żeby radzić sobie w Bundeslidze.

Mecz z Galatasaray, choć nudny i senny, parę rzeczy jednak pokazał. Na przykład, że skandalicznie niesprawiedliwie traktuje się u nas Łukasza Piszczka. Zajmujemy się ostatnio głównie wypominaniem mu błędów w defensywie, Wojciech Kowalczyk mówi wręcz, że już się Piszczek specjalnie nie nadaje do kadry, parę przyzwoitych meczów Olkowskiego w Koeln sprawia, że niektórzy już widzą go na miejscu kolegi z Dortmundu. Hola, hola. Genialna asysta Piszczka przy golu Reusa była jego SIÓDMĄ w piętnastym meczu tego sezonu. To wynik rewelacyjny, zwłaszcza dla bocznego obrońcy. Tą dzisiejszą asystą ujął mnie wyjątkowo, bo nie było to – jak zwykle – cudowne dośrodkowanie na czubek nosa, ale tym razem prostopadłe podanie a’la Miralem Pjanić czy Mirosław Szymkowiak. Szymkowiakowy szacuneczek.

Drugą osobą, która mnie ujęła, był – nie uwierzycie – Ciro Immobile. Facet dziś po wejściu z ławki co dotknął, zamieniał w złoto. Gdyby Muslera się nie potknął, gola by nie było, zgoda, ale Immobile zachował się jak prawdziwy lis. Jak Pippo Inzaghi z najlepszych czasów. Chwilę później pokazał jednak przy tym niebywałą kreatywność, o którą bym Inzaghiego nie posądzał. Podanie do Aubameyanga po ziemi było wymuskane, idealne. To, że Pierre-Emerick zrobił z nim to, co zwykł czynić, nie jest Włocha winą. A czwarty gol – samobój, też był główną zasługą Immobilego. Facet strzelił już parę goli w Niemczech, ale wreszcie pokazał też jakąś grę wewnątrz drużyny. To dobrze, bo nie przekonuje mnie Borussia z fałszywą dziewiątką Reusem.

Dobre wieści przyszły dziś też z frontu wschodniego, choć długo się na to nie zanosiło, bo Leverkusen męczyło się niemiłosiernie z Zenitem. Znowu proste błędy w obronie, znowu niemrawy atak, znowu Bernd Leno bohaterem. Po przerwie jednak Bayer jak rutynowany bokser. Pierwsza bramka – majstersztyk pod wieloma względami. Po pierwsze, sposób rozegrania rzutu wolnego ewidentnie ćwiczony. Czyli żywy dowód na działanie trenera. Po drugie, sposób wykonania rzutu wolnego absolutnie genialny. Można wyćwiczyć, że ten biegnie tu, a tamten tam, ale nie można zaplanować, że Son tak idealnie zakręci piłką.

Drugi gol, też piękna kontra, pełen spokój Sona. Dobrze, że w Leverkusen wreszcie mają się na kogo rozkładać bramki. Do tego stopnia, że Kiessling już chyba nie pamięta, kiedy strzelił ostatnią. Bayer był dziś mniej szalony, bardziej rozważny i to dobrze. Rozważny Bayer ugra w tym sezonie więcej niż szalony Bayer. Choć w końcówce, po pięknym golu Zenita, zrobiło się groźnie. Nie raz już w tym sezonie Leverkusen w takich okolicznościach traciło punkty. Teraz nie straciło i za to brawa. Jest pierwsza pozycja i spora szansa na wygranie grupy. Czyli jest nadzieja na dłuższą grę w Lidze Mistrzów niż rok temu.

I tylko o Calhanoglu mam do Schmidta lekki żal. Ostatnio zaczął go wystawiać jako szóstkę, pomocnika jednak bardziej defensywnego. Radzi sobie przyzwoicie, bo to dobry piłkarz. Ale żałuję. Bo jakoś Turek to dla mnie zawodnik, który najpełniej rozkwita w ofensywie. Nie ma jednak większych powodów do narzekań. Bundesliga znów dość gładko przeszła przez mecze w Europie, potwierdziła, że jest silna. To już osiem zwycięstw z rzędu niemieckich drużyn w europejskich pucharach. Biorą bundesligowicze Europę szturmem.

One comment on “Piszczek, Immobile i Son. Niemcy trzymają się mocno
  1. Co do Calhanoglu na „szóstce”, to jego wystawianie na tej pozycji jest uwarunkowane potrzebą, a nie kaprysem trenera. Ze środka pomocy zdrowy jest Bender, Oeztunali (fatalny mecz z Magdeburgiem), a poza tym same kontuzje: Reinartz, Castro, Rolfes, ostatnio Papadopoulos. Jedvaj był potrzebny na lewej obronie, wobec zawieszenia Wendella i wciąż chyba nie do końca zaleczonej kontuzji Boenischa (skoro jeszcze niedawno mówiło się, że nadal odczuwa bóle w pięcie). Kontuzji dużo nie ma w porównaniu do niedawnej sytuacji Schalke i BVB, ale w połączeniu z zawieszeniami za kartki kadra meczowa mocno się zawęża. Stąd te dzikie rotacje, jak środek pomocy dla Hakana i rzucanie Jedvaja tam, gdzie akurat jest potrzebny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube