Bundesliga już rozstrzygnięta

Napisałem w sobotę na Twitterze, że dwa sezony temu Bayern zapewnił sobie mistrzostwo w kwietniu, sezon temu w marcu, a teraz już we wrześniu i trochę mi się od was oberwało. Że futbol, wszystko możliwe, nie takie rzeczy się działy itd. Jasne, mistrzostwa dla Mainz wykluczyć się nie da, ale lubię rozmawiać o możliwie prawdopodobnych wariantach. Według mnie z wariantów dających się przed sezonem jakkolwiek ogarnąć rozumem, poprzez analizę kadr, mocnych i słabych stron, w grę wchodziło (z oczywistych względów nie liczę Bayernu), że mistrzem będzie Borussia Dortmund, Schalke, Bayer Leverkusen lub Wolfsburg, z czego Borussia celowała w zaatakowanie Bayernu, Bayer i Schalke raczej w zaatakowaniu Borussii, a Wolfsburg w zaatakowaniu Bayeru i Schalke.

Wierzyłem, że ktoś może powalczyć w tym sezonie z Bayernem. Ale warunek był jeden: ten ktoś musi wykorzystać pierwszą fazę rozgrywek, czyli czas, kiedy słusznie podejrzewamy Bayern o bycie najsłabszym. Tuż po mistrzostwach świata, Ribery i Robben dopiero wskakują, Schweinsteiger i Thiago kontuzjowani, Benatia jeszcze zbyt regularnie nie gra, Lewandowski gra, ale źle, Guardiola szuka optymalnych rozwiązań. Gdyby ktoś teraz wszedł i na dzień dobry wygrałby pięć meczów, a jeden zremisował, wywierałby na Bayernie presję. Sami widzimy, że monachijczycy to w tym roku nie maszyny jak rok czy dwa lata temu. Stracili w sześć kolejek tyle punktów, ile przez całą rundę jesienną zeszłego sezonu. Gdyby ktoś umiał to wykorzystać, byłoby ciekawie.

A tak, mimo że Bayern zagrał w tym sezonie jeden dobry mecz, z Manchesterem City, ma nad Borussią siedem punktów przewagi. Rok temu na tym etapie oba kluby miały tyle samo punktów. Schalke powoli się podnosi, ale po najgorszym starcie od 46 lat. Wolfsburg wygląda na drużynę, która miałaby problemy z awansem do europejskich pucharów. Nadzieję, naprawdę sporą, dawało mi na początku sezonu Leverkusen, bo Bayer wszedł w rozgrywki tak, jak sobie wyobrażałem – z buta. Ale kontuzje przetrzebiły tę drużynę, dziś wygląda już zdecydowanie słabiej i straciła sporo głupich punktów.

Oczywiście, w tabeli nie widać jeszcze żadnej przepaści, Bayern ma tylko dwa punkty nad wiceliderem, ale – no, właśnie – wiceliderem z Moenchengladbach i grupą pościgową z Moguncji i Hoffenheim. Niestety, ale bardziej jestem sobie w stanie wyobrazić tracące punkty Mainz niż Bayern. Przewaga będzie się powiększać.

Kibice Borussii zripostują wspomnieniem sezonu 2011/12, gdy na tym etapie dortmundczycy mieli do Bayernu nawet osiem punktów straty, a na końcu zdobyli mistrzostwo. Niestety, mam uzasadnione podstawy by sądzić, że to była inna Borussia, inny Bayern i inna Bundesliga. To było jeszcze w czasach, gdy Bayern tracił punkty 12 razy na sezon, a nie cztery. Teraz żeby wygrać w Bundesligę nie można się mylić po prostu rzadziej niż inni. Nie można się mylić prawie nigdy.

Przypadek Borussii jest ze wszech miar interesujący. O ile bowiem wypisywanie Bayeru, Wolfsburga i Schalke jako konkurentów dla Bayernu jest bardziej figurą retoryczną niż rzeczywistą oceną, o tyle Dortmund, tak, byłby w stanie rywalizować. Nie byłby w tej rywalizacji faworytem, ale to jednak rzeczywisty konkurent. Gdyby zawsze grał tak, jak z Arsenalem, pewnie wygrałby Bundesligę. Jürgen Klopp się nie mylił, mówiąc, że w tym spotkaniu jego drużyna była bliska perfekcji. Niesamowite jednak, jak szybko od drużyny bliskiej perfekcji, musimy przejść do analizy dortmundzkiego kryzysu.

Bo kryzys jest, bez dwóch zdań. Trzy porażki w sześciu meczach. 11 straconych goli (rok temu było pięć). Tylko Freiburgowi nie udało się strzelić dwóch bramek Borussii. A naprawdę, gdyby Bayern w każdym meczu tracił dwa gole, to jego siła ofensywna też nie pozwalałaby wszystkiego wygrać. Po meczu z Mainz tłumaczyłem sobie, że to znane z zeszłego sezonu zmęczenie po Lidze Mistrzów. Po meczu ze Stuttgartem, myślałem, że to już syndrom gwiazd futbolu, które potrafią się zmobilizować na wielkie mecze, a nie potrafią na zwykłą ligową młockę. Po starciu z Schalke mówię już o kryzysie, bo nie wierzę w brak motywacji na taki mecz. Co więc się dzieje?

Po pierwsze, kontuzje. Nie da się od tego uciec. Rok temu najtęższe ciosy zbierała defensywa, gdzie w końcu w listopadzie trzeba było umieścić bezrobotnego Manuela Friedricha. Teraz problemy są w pomocy. Z Reusem, Błaszczykowskim, Gündoganem, Sahinem, Mchitaryanem Borussia byłaby inną drużyną. Lepszą.

Po drugie, błędy w defensywie. Brak koncentracji? Bo przecież nie taktyka. Klopp mówi, że jego drużyna popełnia błędy, które z taktyką nie mają nic wspólnego i to prawda. Zaspanie przy kryciu, notoryczne złe wybicia z pola karnego (Ramos z Schalke, Schmelzer ze Stuttgartem, Ginter z Mainz). To proste indywidualne błędy. Problemem wydaje mi się przesadna rotacja. W czasach wielkiej Borussii wyrwani ze snu mogliśmy wyrecytować: Piszczek, Subotić, Hummels, Schmelzer. W tym sezonie Borussia w dziewięciu meczach zagrała już w pięciu różnych wariantach personalnych w defensywie! Tylko w meczach z Augsburgiem i Freiburgiem Klopp dwa razy z rzędu wystawił tą samą obronę i nie wydaje mi się przypadkiem, że akurat wtedy Borussia straciła najmniej goli. Defensywa bardziej niż inne formacje wymaga spokoju i stabilizacji. A tutaj są ciągłe zmiany. A już nie liczmy, że grało też dwóch różnych bramkarzy.

Po trzecie, sposób grania. Tiki-taka to temat na długie nocne dyskusje akademickie czy w starciach na najwyższym poziomie dalej jest skuteczna, sam nie jestem przekonany, ale w codziennej ligowej młócce widać wyraźnie, jak Bayern korzysta na tej taktyce. Jest idealnie dopasowana do drużyny zmęczonej, zawodników wycieńczonych. Bayern zabiera rywalom piłkę i czeka aż ci się zmęczą bieganiem za nią. Sam Bayern się nie męczy, tylko odpoczywa. Za to Borussia, by wyglądać dobrze, musi biegać. Musi. Na tym polega Dortmund Kloppa, że jest ruch jak na autostradzie pod Berlinem. W przegranym meczu z Schalke piłkarze Kloppa pokonali dystans o 11 kilometrów większy niż gracze Guardioli w Kolonii. W Kolonii Bayern sprintem przebył 2,3 kilometra, a Borussia w Gelsenkirchen 5,2! To nie wyjątek, tak jest co kolejkę. Mówiliśmy przed sezonem, że gwiazdy Bayernu będą zmęczone mundialem, ale jednak zapominaliśmy, że Borussia też wysłała na mistrzostwa 11 zawodników, którzy nie mieli porządnych urlopów. Styl gry Bayernu maskuje gorsze przygotowanie fizyczne. W stylu Borussii nie da się tego zatuszować.

Po czwarte, Olivier Bartlett. Może jeszcze za wcześnie na takie wnioski, jednak ku zastanowieniu rzucam czy rokroczna plaga kontuzji w Borussii to naturalna cena, jaką trzeba było zapłacić za świetne sezony mistrzowskie i ligomistrzowskie czy też jednak efekt odejścia znakomitego trenera przygotowania fizycznego. Dopóki Bartlett pracował w Dortmundzie, kontuzje zdarzały się bardzo rzadko. Teraz w drugim sezonie z rzędu drużyna jest zdziesiątkowana.

Po piąte, bramkarz. To oczywiście tylko jedna z małych przewag Bayernu nad Borussią, w końcu Roman Weidenfeller to znakomity fachowiec, ale jednak to najlepszy spośród zwykłych bramkarzy. Manuel Neuer jest niezwykły o tyle, że zamiast bronić sytuacje, on im zapobiega. Maskuje w ten sposób błędy kolegów z obrony. Weidenfellera czasem koledzy zostawiają w takiej sytuacji, że nie da się już nic zrobić.

Jeśli Jürgen Klopp mówi, że jego drużyna wróci, to ja w to wierzę. Dortmund jest za dobry, żeby dołować tak przez cały sezon. Ale pytanie dokąd wróci. W to, że wróci na drugie miejsce – wierzę. W to, że wróci na pierwsze – sorry, ale nie. Współczesny Bayern takich startów nie wybacza. Bundesliga nudna nie będzie nigdy, ale tylko od pierwszego miejsca w dół.

2 comments on “Bundesliga już rozstrzygnięta
  1. Panie Michale, jestem fanem BVB i śmiem nie zgodzić się z opinią na temat Weidenfellera. Moim zdaniem, podobnie zresztą jak większości kibiców BVB zarówno tutaj, jak i w Dortmundzie, Weidenfeller zdecydowanie nie jest dostatecznie dobrym bramkarzem na potrzeby tak dużego klubu jak Borussia. Zresztą nigdy nim nie był, czego dowodem niech będzie fakt, że w drużynie narodowej zadebiutował dopiero w zeszłym roku, w momencie zresztą co najmniej dziwnym, bo skoro nie znajdował uznania w oczach kolejnych selekcjonerów jeszcze przed erą Neuera, kiedy to w bramce kadry stawali tacy przeciętniacy jak Timo Hildebrand czy nawet Tim Wiese, to nie rozumiem jakim cudem dostaje powołania teraz. Zresztą temat Romana i reprezentacji nadaje się na dłuższą dyskusję, jest dla mnie bowiem niepojęte, jak podstarzały przeciętniak łapie się do kadry na MŚ, podczas gdy w domu zostają młodzi i znacznie lepsi spece jak Kraft, Zieler czy przede wszystkim Ter Stegen. Tym bardziej w sytuacji, w której nie jest ani podstawowym bramkarzem ani legendą reprezentacji. Zdecydowanie lepiej moim zdaniem było wziąć jako rezerwistę kogoś młodego, kto by się ograł z kadrą zamiast schodzącego powoli ze sceny Romana.

    Wracając jednak do sedna i tematu RW w bramce Dortmundu – jest to bramkarz co najwyżej przeciętny, naprawdę nie jestem sobie w stanie przypomnieć meczu w ostatnich latach, w którym o Weidenfellerze można by było powiedzieć, że go „uratował dla Borussii” (może co najwyżej obroniony karny z Realem, ale jak wiadomo, obronić karnego każdemu się zdarza). Kiedy Dortmund był przez lata przeciętny, przeciętny był i Roman, kiedy nastąpiła eksplozja siły 4 lata temu Roman nie zrobił kroku naprzód, po prostu dostał doskonałą obronę we wspomnianych osobach Piszczka, Hummelsa, Suboticia i Schmelzera. Kiedy jednak pojawiły się kontuzje i coś zaczęło szwankować Roman nie był tym, który by zapewnił spokój z tyłu.

    Obecnie mamy jednak do czynienia z wręcz katastrofalną formą RW. Generalnie co ma wpaść to wpadnie, bo Roman nie daje od siebie już nic ekstra. Jest takim odpowiednikiem Lewandowskiego z zeszłego roku – zupełnie nie ma konkurencji na swojej pozycji, a zarząd tej konkurencji nawet mu nie chce stwarzać, z tą tylko różnicą, że Lewy był genialny i bez konkurencji, a Roman genialny nie był nigdy, a teraz już kompletnie spoczął na laurach. 11 goli straconych w 6 meczach to nie przypadek, tym bardziej, że większość z nich to typowe farfocle. Nie zmienia to jednak faktu, że zapewne przynajmniej jeszcze w tym sezonie jego pozycja będzie niezagrożona, bo Klopp jest bardzo przywiązany do nazwisk i dopóki Roman nie złapie kontuzji/czerwonej kartki, dopóty w bramce nie zobaczymy Langeraka, o którym zresztą trudno na chwilę obecną cokolwiek powiedzieć.

    Wniosek z całego tego wywodu jest jeden – jeśli Borussia chce naprawdę liczyć się w Europie, a w BL konkurować o tytuł do ostatnich kolejek, potrzeba nowego bramkarza. W ostatnich dniach gruchnęła wiadomość, że do Dortmundu w 2015 roku ma dołączyć Kraft – przywitam go z otwartymi rękoma – czas na zmiany!

    • Minek wszystko się zgadza, poza tym że Weidenfellera zmienić w bramce BVB ma inny wychowanek K’lautern obecny gracz Eintrachtu Kevin Trapp.

      Podobno w czerwcu 2015 będzie mógł odejść za dość skromne 4mln Ojro, obecnie jego kontrakt wygasa w 2016 podobnie jak Romana.

      Osobiscie dałbym w końcu szanse w kilku meczach pod rzad Langerakowi…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • YouTube